Rzecznik, policja i zatrzymany w majtkach – awantura w ważnej sprawie
Artur Kiełbasiński 21.06.2019

Rzecznik Praw Obywatelskich dobrze zrobił pytając policję o sposób zatrzymania Jakuba A. Policja odpowiedziała wskazując stosowne procedury. Też dobrze. Ale w tej sprawie nadal mamy co najmniej 2 poważne problemy.

 

Wystąpienia RPO Adama Bodnara spotkało się z żywiołową krytyką polityków i części publicystów. Rzecznik pytając o okoliczności zatrzymania Jakuba A. (podejrzanego o zabójstwo 10-latki na Dolnym Śląsku) zwrócił uwagę na kilka rzeczy – w tym sposób skucia zatrzymanego i traktowanie go po zatrzymaniu. Same pytania wzburzyły wiele osób, a na rzecznika posypała się lawina pretensji. Absolutnie niesłusznie.

Rzecznik Praw Obywatelskich ma prawo i obowiązek pytać o wszystko co łączy się z prawami obywatelskimi. I chodzi nie tylko o prawa „praworządnych obywateli”, ale o prawa wszystkich obywateli. Także tych oskarżonych, podejrzanych i skazanych. Na tym polega jego rola. RPO nie jest powołany do pisania ugrzecznionych raportów. Jest powołany do alarmowania i ostrzegania. Między instytucjami państwa i rzecznikiem musi być napięcie. Inaczej kontrola przestrzegania praw człowieka będzie fikcją.

Idąc dalej warto podkreślić, że rzecznik wywodzący się z innej opcji niż obecnie rządzący, to… dobre rozwiązanie. Przykłady takiego „kontrolowania” rządzących dawał przed laty prof. Janusz Kochanowski, powołany w 2006 r., pracował głównie w czasach rządów koalicji PO-PSL. I jego optyka myślenia o prawach człowieka była w tym czasie bardzo ważna. To samo dotyczy działającego dziś Adama Bodnara, kojarzonego jednoznacznie z opozycją.

Tak jak Adam Bodnar ma prawo pytać, tak policja ma prawo odpowiadać. I dobrze, ze na wystąpienie rzecznika zareagowano szybko. Skuty zatrzymany, przyginany do ziemi, w obstawie uzbrojonych policjantów. Nie wiem czy to łamie czyjeś prawa, ale odpowiedź policji wskazująca, że zatrzymywano skrajnie niebezpieczną osobę jest logiczne. To człowiek podejrzany o planowanie z rozmysłem zbrodni z użyciem przemocy. Tu nie było emocjonalnego działania, zaślepionego furią sprawcy. Tu było – zakładając, że prokuratura nie popełniła poważnych błędów – precyzyjne, długotrwałe planowanie, oparte na niskich pobudkach działania. W tym kontekście zatrzymywany to człowiek potencjalnie skrajnie niebezpieczny.

Od lat przekonuję, że w inny sposób należy zatrzymywać ludzi podejrzanych o różne rodzaje przestępstw. Gdy zatrzymanie dotyczy człowieka choćby podejrzewanego o czyn z użyciem przemocy, policja ma prawo do działań zdecydowanych. Tu mieliśmy do czynienia z takim przypadkiem.

Wysyłanie policyjnych komandosów i przewracanie na ziemię osób podejrzewanych o inne przestępstwa – ociera się o absurd. W tym przypadku, absurdu w trybie samego zatrzymania nie widzę. Policja miała być zdecydowana. Choćby dlatego, że skutki ewentualnej ucieczki Jakuba A. mogły być dramatyczne. I dobrze, że zatrzymano go sprawnie.

Policja była zdecydowana, jej działanie było uzasadnione, ale nie zmienia to faktu, że problem z zatrzymaniem Jakuba A. jest. I to w dwóch kontekstach.

Prawo do zatrzymania, nawet brutalnego, nie zmienia faktu, że nie chcę, aby policjanci wyprowadzali bosego człowieka w samych majtkach. Można oczywiście krzyczeć, że „bestii nie przysługują żadne prawa”. Rzecz w tym, że taka retoryka jest niedopuszczalna. To osoba, która w myśl procedury cywilnej nadal korzysta z domniemania niewinności. Wyprowadzanie człowieka w samych majtkach, na boso, nie realizuje żadnego celu jaki ma spełniać policja. To forma poniżania. Oczywiście, każdy ekspert podkreśli, że to zabieg obliczony na „łamanie zatrzymanego”. Przesłuchiwany w samych majtkach, na boso czuje się „obnażony” przed przesłuchującym. To psychologiczna sztuczka znana od dawna. Pytanie – czy konieczna i dopuszczalna. Moim zdaniem – zbyteczna.

Ale to mniejszy problem. Bo najważniejszy jest zupełnie inny kontekst zamieszania po zatrzymaniu Jakuba A. Otóż fakt, że internet obiegły zdjęcia zatrzymanego, w samych majtkach, w pokoju przesłuchań to skandal. To skandal ocierający się o konieczność sprawdzenia czy nie doszło do przestępstwa.

Zacznijmy od podstaw. Zatrzymanie czy późniejsze aresztowanie kogokolwiek powoduje, że państwo bierze odpowiedzialność za zatrzymanego. Brzmi górnolotnie? Być może, ale to fakt. Ale zatrzymanie czy aresztowanie nie ma na celu tylko zabezpieczenia przebiegu śledztwa, choć teoretycznie to główny cel. Jednak nie oszukujmy się – Jakub A. w areszcie jest bezpieczniejszy niż na ulicy dowolnego polskiego miasta.

A co z jego rodziną? Czy publikujący zdjęcie zatrzymanego pracownik organów ścigania myśli o konsekwencjach ujawnienia wizerunku dla rodziny zatrzymanego. O skali nienawiści na jaką wystawia tę rodzinę. Nie myśli.

Nie ulegajmy przekonaniu, że „bez zdjęcia i tak wszyscy wiedzą”. Nie wiedzą. Albo nie kojarzą precyzyjnie. Albo zasięg wiedzy nie jest tak ogromny. Ujawnianie wizerunku podejrzanego jest skandalem, ale też pewną… smutną zasadą.

Kilkanaście tygodni temu internet obiegły zdjęcia Stefana W., zatrzymanego na gorącym uczynku sprawcy napadu na Pawła Adamowicza, prezydenta Gdańska. Stefana W. sfotografowano po zatrzymaniu, w korytarzu, gdy z siniakami na twarzy tępo patrzył na osobę robiącą zdjęcie. Ta fotografia także zyskała chorą popularność wśród internautów. W obu przypadkach fotografowani byli „pod opieką państwa”, w obu doszło do karygodnych naruszeń ich praw. W obu przypadkach fotografia wywołała falę skrajnych emocji. Dlatego nie można lekceważyć tego problemu.

Przy okazji – sfotografowany w samych majtkach Jakub A., wystawiony na komentarze internautów, zyskuje miano „frajera”, „popierdółki”, „cieniasa”. A to tylko te najmniej obraźliwe. Poniżający obraz odrywa domniemanego sprawcę od czynu. Sprawia, że z poczuciem wyższości i pogardliwym uśmiechem internauci nazywają go „popierdółką”. Tymczasem to fundamentalny błąd. To nie jest żaden „frajer”. To człowiek podejrzewany o skrajnie brutalny czyn, w dodatku planowany przez długi czas. Jeśli potwierdzą się scenariusze tworzone przez śledczych, to Jakub A. jest człowiekiem przed którym trzeba się bronić, a nie wykpiwać go. I to kolejny powód dlatego zdjęcie w samych majtkach nie powinno się nigdy pojawić w przestrzeni publicznej.

Dlatego nie podzielam ocen Adama Bodnara, w kwestii samego sposobu zatrzymania podejrzanego i jego obezwładnienia. Ale doskonale rozumiem inne aspekty zadanych pytań. Bo ta sprawa jest niezwykle ważna. A oceniając poszczególne jej elementy trzeba wyjść poza schemat „bestia nie ma żadnych praw”. Bo takie rozumowanie nie może być stosowane przez państwo i jego służby. Czy to się nam podoba czy nie.