Naćpany ideologicznie urzędnik i kierowca po amfetaminie
Robert Gwiazdowski 29.06.2020

Jechałem właśnie Mostem Grota-Roweckiego w Warszawie, z którego spadł kilka dni temu autobus. I właśnie się zorientowałem, że o tym miejscu pisałem trzy lata temu felieton w Rzepie. A dokładnie był to felieton o sfrustrowanym urzędniku, który postanowił wymusić na kierowcach przy pomocy stali i betonu odpowiednie zachowanie, zgodne ze swoim pomysłami na organizację ruchu drogowego. Z gorliwością taką jakby był naćpany.

 

Mityczne państwo, które nie potrafi wyregulować świateł drogowych, chce nam regulować całe życie. Urzędnicy powiesili na skrzyżowaniach ulic, na których światła zmieniają się automatycznie, puszki to przełączania światła dla pieszych znajdujących się na tych skrzyżowaniach. Więc ci, którzy o tym nie wiedzą, stoją na czerwonym świetle, choć samochody też mają czerwone! Aż tak głupi to oni nie są – pewnie pobrali jakieś honoraria za wdrożenie innowacyjnego rozwiązania.

Jeszcze lepsi są ci, którzy decydowali o remoncie Mostu Grota w Warszawie. Jadąc prawym pasem w kierunku zachodnim dojeżdżamy do zjazdów na Wisłostradę (Wybrzeże Gdyńskie). Najpierw jest ślimak do zjazdu w kierunku północnym – na Gdańsk, a kilkanaście metrów dalej jest zjazd, który łukiem prowadzi w kierunku południowym do centrum Warszawy. Od zawsze, kilka metrów pasa jezdni pomiędzy jednym a drugim ślimakiem było zamalowane znakami poziomymi (P-21 – powierzchnia wyłączona). Dlaczego? Nikt nie wiedział. I nikt ze skręcających na południe do Centrum nic sobie z tego nie robił. Jechał prawym pasem, mijał zjazd na Gdańsk, przejeżdżał przez odcinek zamalowany i wjeżdżał kilkanaście metrów dalej na ślimak na Wisłostradę. Nie było tam miejsca, by postawić policjantów do wlepiania mandatów za złamanie absurdalnego zakazu. Jakaż widocznie musiała być frustracja urzędnika, którego kierowcy ignorowali. Więc w trakcie przebudowy Mostu przy okazji budowy Trasy S-8 urzędnik postawił na swoim. Prawy pas Mostu Grota został przebudowany. Postawiono zaporę stalowo-betonową rozdzielającą zjazd na Gdańsk od zjazdu na Centrum. Więc ci, którzy jadą do Centrum nie mogą jechać do końca pasem prawym. Muszą się wcześniej wbić na pas środkowy, co tamuje ruch zarówno na pasie prawym tym, którzy skręcają na Gdańsk jak i na bardziej zatłoczonym pasie środkowym w kierunku zachodnim na Poznań. Po to tylko, aby po kilkunastu metrach znowu zmienić pas na prawy, żeby wjechać na ślimak do Centrum. I właśnie na tę zaporę nadział się naćpany kierowca autobusu jadący prawym pasem.