Państwo i Prawo
Sikanie na Orlenie, czyli transakcja tysiąclecia
Dariusz Matuszak 18.12.2020

Najgłupiej i najśmieszniej o kupnie przez Orlen grupy medialnej Polska Press z jej dziennikami, tygodnikami lokalnymi, drukarniami, portalami internetowymi, drukarniami etc. napisał dziennikarz „Gazety Wyborczej” Bartosz Wieliński. Swój tekst o tej „niebywałej transakcji”, wrogim przejęciu – jak to określił jeden z polityków, zatytułował: „Niemcy kolejny raz sprzedają autokratom wolne media. To skaza na wizerunku Angeli Merkel”. Samego artykułu już nie czytałem. A po co. Co ja tam nie wiem, co oni w „Wyborczej” napiszą.

 

Tak więc Wieliński owym brawurowym tytułem o kupnie wolnych mediów przez autokratów być może ujawnił jakąś wstydliwie skrywana prawdę, że Merkel decyduje o tym, co i komu mogą sprzedać niemieckie koncerny mediowe, a w tym przypadku Verlagsgruppe Passau. Ustalmy: jeśli taka transakcja zależy od błogosławieństwa kanclerz Niemiec, to te media zbyt wolne nie są. Najprawdopodobniej Wieliński nazmyślał jakoś tam sobie, napisał, co mu do główki przyszło, więc śmiesznie i głupio wyszło. Państwo redaktorstwo w samej „GW” uznało, że pojęcie, iż to Merkel wydaje zgodę na taką transakcję, albo przynajmniej może ją zablokować, jest wielce prawdopodobny, więc puścili to do druku.

Oczywiście śmieszne rzeczy mówił też prezes Orlen Obajtek opowiadając o jakiejś synergii i wielkiej bazie użytkowników. Koncert paliwowy miałby niby możliwość docierania do 17 milionów internautów. Taaa. Może miałoby to jeszcze jakiś sens, dla firmy energetycznej, gazowej, telekomu, która ma stałe umowy z klientami, którzy są pod konkretnym adresem i gdyby ktoś szykował im jakiś wielopak obejmujący media jak gaz prąd, wodę internet, telewizję etc. Jednak przy takiej sprzedażny detalicznej, jaką prowadzi Orlen, wygląda to tak, jakby prezes Obajtek kupił krowę, żeby się napić mleka. Nikt w te zapewnienia nie wierzy i wszyscy wiedzą, że koncern to kupił, bo PiS kazał. A Niemcy akurat sprzedali. 

Oczywiście da się zrozumieć niezadowolenie z tego, że znaczna część mediów w Polsce jest własnością zagranicznych koncernów. Jasne, że lepiej byłoby, gdyby to do Polaków należała większa liczba sprawnie działających firm. I to niezależnie od branży. Da się też zrozumieć złość na to, jak czasami owe media się zachowują, zwłaszcza w kontekście aroganckich, pełnych pychy wypowiedzi np. prezesa RASP Marka Dekana, który uważa, że zadaniem jego koncernu jest nauczanie nas jakichś europejskich wartości, które ów wydawca podobno reprezentuje.  

W związku z transakcją zapanowało obustronne patriotyczne i demokratyczne wzmożenie. Jedni cieszą się, że następuje repolonizacja mediów, którą PiS zapowiadał od trzech lat. Wielki Strateg realizuje Wielki Plan. Zdobycz tym większa, że oto piastowska firma Orlen odbija nasze słowiańskie mediowe dobra narodowe z rąk krzyżacko-prusacko-hitlerowsko-merkelowskich. Większa wartość miałoby tylko wyrwanie coś Putinowi. Szczęście zapanowałoby, jakbyśmy się znów na Kremlu usadowili. 

Inna część politycznej polskiej ludności przeżywa teraz wzmożenie demokratyczne i wolnościowe. Towarzystwo Dziennikarskie wsparło na duchu kolegów z nieszczęsnej, podstępnie wykupionej Polska Press i na wszelki wypadek moralnie ich zaszantażowało:

Waszymi szefami zostaną sprawdzeni już propagandyści z lokalnych mediów »publicznych«, wyznaczą Wam cele i przeciwników.  Nie możemy od nikogo wymagać heroizmu, ale pamiętajcie: możecie stawiać opór. Obowiązujące ciągle prawo prasowe gwarantuje Wam dziennikarską autonomię, prawo odmowy publikacji treści, z którymi się nie zgadzacie. Kiedyś mówiło się „Nic tak nie plami człowieka jak atrament” – Wasze teksty pozostaną. Życzymy Wam, żebyście nie musieli później się ich wstydzić.

Wśród członków Towarzystwa Dziennikarskiego są towarzysze, którzy wspierali juntę wojskową Jaruzelskiego.

Figury ze sceny publicznej w tym posłowie zapowiadają, że w obronie wolnych mediów będą bojkotować Orlen. No może i rzeczywiście nie wszystkie media są szybkie, więc trzeba im pomagać, bo jak wiadomo, ostatnich gryzą psy.  Pojawiły się nawet nalepki: „Na Orlenie robię tylko siku”. Może i jaka wzmożona posłanka pod ciśnieniem coś takiego, informującego świat co i gdzie robi, też sobie nalepi. Jestem za. Będzie demokratycznie i wolnościowo. Zastanawiam się, czy i inni, tacy zwykli obywatele powinni iść w ślady posłanek sikających na Orlenie. Takie osoby, które wyznaczają trendy, nazywa się teraz ambasadorami marek, influencerami, trendsetterkami i jakoś tak. Wyobraźmy sobie, że uniesieni wzniosłymi intencjami, wszyscy przestają kupować na Orlenie. Nie tylko ci szczerzy demokraci, ale cała ludność, którą owi szczerzy demokraci przekonali, iż czas obalić reżim i każda metoda jest dobra. Co się wtedy dzieje? Ano nic poza tym, że Orlen zamyka blisko dwa tysiące stacji, zwalnia 100 tys. ludzi, grzecznie dziękuje wszystkim dostawcom parówek, bułek itp., traci na wartości i traci zyski, więc nie wypłaca dywidendy akcjonariuszom, w tym największemu – skarbowi państwa, a demokraci i obrońcy mediów krążą sobie na rezerwie między Łomżą a Ełkiem w poszukiwaniu stacji. Jak już ją znajdą to ofiarnie płacą za 1 litr benzyny 7 zł, bo konkurencja nie będzie aż tak głupia, by nie wykorzystać zniknięcia ponad połowy stacji benzynowych w Polsce. Rozumiem, że bojkot powinien objąć na początek wszystkie te media, które Orlen kupił. Tak więc na bezrobotny pysk zostaną najpierw wyrzuceni pracownicy Polska Press, bo padną ich redakcje. Dobrze by tak było, czy źle?

Na szczęście nic takiego się nie wydarzy. To nawoływanie to tylko taka chwilowa egzaltacja. Politycy nie mają aż takiego wpływu na zachowania i rozsądek obywateli, a ponadto tylko wrzeszczą, że coś zrobią. Wszystko jest na pokaz. Wyobrażacie sobie Państwo, jak wyglądałaby Polska, jakby obywatele brali przykład i tak jak oni się zachowywali. Groteskowy koszmar. 

Te pompatyczne wzmożenia pokazują jednak pewne fundamentalne problemy, na jakie cierpimy jako społeczeństwo, czyli ludzie mający się organizować. Po 30 latach wolności wciąż łatwiej jednoczyć się nam do celów destrukcyjnych, do oporu i zwykłej kłótni, niż do działań pozytywnych, konstruktywnych. Orlen kupił Polska Press za 100 milionów złotych. Nie będę wdawał się w dyskusję czy cena była uczciwa, choć na pierwszy rzut oka, jeśli wziąć pod uwagę obroty – ok, 380 milionów złotych i zyski netto ok. 9 milionów złotych, wydaje się uzasadniona. Polska Press ma ponad 2 tysiące pracowników. Szkoda, że to nie oni wykupili firmę, w której pracują, i którą stanowią. Być może nie było warunków, możliwości – nie znam wewnętrznej sytuacji, więc nie chce oceniać, ale cale zamieszanie, emocje, jakie towarzyszą transakcji wskazują, że być może to było dobre rozwiązanie. Takie lewarowane wykupywanie firm przez zarządy i pracowników nie są na świecie czymś nadzwyczajnym. To byłaby inwestycja rzędu średnio 50 tysięcy na jednego pracownika – ewentualnego udziałowca, czy akcjonariusza. Od strony technicznej – powołania spółki etc., po uzyskanie ewentualnego kredytu rzecz była do ogarnięcia. Zrepolonizowanemu jednemu, czy drugiemu bankowi baaardzo niezręcznie byłoby odmówić pożyczki. 

Nie wiem, jakie są plany zarządu, pracowników, ale być może jest jeszcze jakaś opcja odkupu tego od Orlenu. W tej spółce medialnej prędzej, czy później coś pęknie. Po pierwsze PiS nie będzie rządził wiecznie i zapłacze się, jak te zrepolonizowane media trafią w ręce opozycji. Oczywiście zawsze można sobie mniemać, że dzięki taki zdobyczom nie dojdzie do oddania władzy. Ponadto, nawet jeśli Kaczyński i otoczenie zachowają wstrzemięźliwość i nawet prezes Obajtek zostawi pełną swobodę redakcjom, to prędzej czy później znajdzie się jakiś nierozgarnięty lokalny polityk, czy poseł, który czegoś zażąda, na coś się obrazi, czymś zagrozi i znów awantura przez Polskę się poniesie. Każdy też będzie teraz, patrzył redaktorom z tych dzienników, tygodników na ręce i nie daj Boże, pochwalą jakieś obecne władze z PiS i to nie centralne, tylko w jakimś miasteczku, to nawet jak to było słuszne, to czujne oko obrońców wolnych mediów to wyśledzi i nagonka się zacznie, że ów tygodnik, czy dziennik piszą pod dyktando nowych panów. 

Każda kolejna transakcja Polska Press, czy też próby poszerzania portfolio Orlenu będą obciążone grzechem pierworodnym – nieczystą polityczną intencją, albo chociaż podejrzeniem o nią. Każdy najbanalniejszy wywiad, artykuł etc. będzie oceniany jako polityczny. W PiS dominuje myślenie socjalistyczne, w którym sławi rolę państwa i uważa, że to ono powinno sprawować władztwo nad gospodarką. Nikt bowiem lepiej niż polityk, czy urzędnik życia nie urządzi. Oczywiście pod warunkiem, że to polityk PiS je urządza — uważa polityk PiS. Wszystko jednak płynie, wszystko się zmienia i któregoś dnia może się okazać, że to politycy opozycji urządzają życie politykom PiS. Takie dobro jak Polska Press ma szanse zawsze być granatem z poluzowaną zawleczką. Jakiś niedorobiony lokalne działacz PiS wydrze się na redaktora lokalnej gazety i strajk i awantura na całą Polskę gotowe. I po co to komu. Ja Ci Orlen radzę, Ty się tego pozbądź po dobroci, bo jeszcze się udławisz swą zdobyczą. A Wy Kochani Redaktorzy, dziennikarze Polska Press przestańcie beczeć, użalać się, słuchać rad tych wszystkich obrońców demokracji, bo nic nie sprawi im takiej radości jak upadek Waszych redakcji. Będą znów mogli krzyczeć o winie PiS. Te wszystkie Towarzystwa Nieudaczników na nic Wam. Zaraz się do Was przytulą jacyś politycy, albo co jeszcze gorsze jakiś jakiś Hołownia, co to chce nim być. Weźcie sprawy w swoje ręce, zorganizujcie i się i wykupcie ten interes. On istnieje dzięki Wam, to Wy go prowadziliście przez lata i chyba wiecie jak sobie z tym poradzić.

Prędzej, czy później Polska Press będzie na sprzedaż. PiS znajdzie się pod presją i może okazać się, że zechce się szybko pozbyć, by zrepolonizowane media nie trafiły do opozycji. Presję możecie wywrzeć też Wy. To jasne, że Orlen nie jest szczęśliwy, że będzie musiał się z Wami użerać. Nawet zasady rozliczenia transakcji mogą się dla Was okazać korzystniejsze. Część zapłaty w gotówce, a część w barterze – w tych usługach, których podobno tak bardzo Orlen potrzebuje. To wszystko jest do zrobienia. No i zamiast budować wolne media, ktoś może wreszcie zbudowałby szybkie.