Skończcie z idiotycznymi sporami. Potrzeba odbudowy wspólnoty
Tomasz Wróblewski 09.05.2016

Jarosław Kaczyński powinien poprowadzić marsz 7 maja. Wieczna rewolucja i niekończące się spory o… wszystko nie przeobrażą Polski w kraj odporny na nową epokę globalnego chaosu i narodowych egoizmów. Rzecz nie w przejmowaniu instytucji kontroli wszystkich ścieżek, ale odbudowie wspólnoty.

Demontaż świata postępuje i marne są szanse na szybką poprawę. Nie łudźmy się, że z bliskowschodniego chaosu czy afrykańskiej anarchii wyłonią się samodzielne struktury państwowe mogące zahamować exodus kolejnych milionów uchodźców. I nie łudźmy się też, że obecna Europa może ich zatrzymać. Z jednej strony, Chiny i Rosja upatrują w tym nieładzie szanse na wzmocnienie swojej podmiotowości, a z drugiej, Stany Zjednoczone zmęczone nieustannym gaszeniem pożarów odpychają od siebie odpowiedzialność. Europa, na pozór wciąż silna i bogata, w obliczu zagrożenia dzieli się dziś zamiast konsolidować. Coraz bardziej przypomina to konfekcjonowanie mniejszych regionów w polityczno-gospodarcze sojusze szukające pretekstu, żeby wyrwać się z kieratu Komisji Europejskiej. Wybitny amerykański politolog i wykładowca Akademii Marynarki Wojennej Robert Kaplan przepowiada światu epokę „anarchii porównawczej” – bezładu na arenie międzynarodowej nieporównanie większego od tego, który znamy z epoki po upadku Związku Radzieckiego czy nawet tego po II wojnie światowej.

Wiecznie jednocząca się Europa

Jeżeli mielibyśmy tę naszą postglobalną epokę do czegoś porównać, to chyba tylko do rozkładu Europy dynastycznej przed wybuchem I wojny światowej. Joseph Roth, austriacki pisarz, filozof urodzony we Lwowie, zafascynowany narodzinami faszyzmu, w połowie lat 30. poprzedniego wieku zasłynął opowiadaniem „Grobowiec Cesarza”, władcy, który odmawiał określenia swojej narodowości. Z korzeniami rodowymi sięgającymi głęboko w dzieje Polski, Austrii, Włoch uważał się za obywatela monarchii, a nie jakiegoś narodu. Mniejsza o losy bohatera i całej rodziny Trottów, ciekawszy jest sam proces wyparcia. Arystokrata odmawiający uznania nowego żywiołu politycznego – narodowości. Im bardziej imperator nie przyjmował do świadomości zachodzących przemian i im bardziej miotał się, buntował, tym szybciej i brutalniej dotykały go zachodzące zmiany. Polecam lekturę wszystkim rozpamiętującym dziś wszechpotężną Europę socjalnego dobrobytu. Maszerujących w imię państwa wolnego od narodowych sentymentów i religii. Koncept, który pozostał już tylko na papierze i w marzeniach zagubionych eurokratów.

***
Tekst ukazał się we WPROST