SOR jak Hejnał Mariacki
Tomasz Wróblewski 14.02.2017

Polska ma dość irytującą tradycję wielkich strategii w niewielkim stopniem realizacji. Obszerne dokumenty, odważnie sięgające po angielskojęzyczne terminy i wymyślne hasła, które zwykle żyją dłużej w ludzkiej pamięci niż reformy, które obiecywały.

SOR (Strategia dla Odpowiedzialnego Rozwoju) w równym stopniu zachwyca wszystkich idealistów pro-państwowców, co przeraża idealistów pro-rynkowców. Doświadczenie nas uczy, że jedni i drudzy na koniec będą weryfikować swoje emocje. A nam w Warsaw Enterprise Institute pozostaje mieć nadzieję, że jak już kurz opadnie, to uda się ocalić choć okruchy tej strategii.

Z przyjemnością wsłuchujemy się w melodię programu Morawieckiego  – „Kraj przyjazny mieszkańcom, w którym warto mieszkać i do którego warto wracać…” Problem mamy z niektórymi tonami tej muzyki. Zwłaszcza tam gdzie o kierunkach rozwoju i branżach decydować ma urzędnik a nie rynek, a ryzyko industrializacji i tych wszystkich klastrów ma brać na siebie podatnik.

Spore nadzieje łączymy z wieloma zapisami „Konstytucji dla przedsiębiorców”. Całej gamy ułatwień, a przede wszystkim twardych zasad jak ta, że raz wydana interpretacja podatkowa obowiązuje wszystkich, że niejasności rozstrzygane  mają być na korzyść przedsiębiorców, a prawo nie może działać wstecz. Wszystko to co spowoduje, że milion małych i średnich przedsiębiorców nie będzie się dzień w dzień rozbijać o ścianę urzędniczej dywersji gospodarczej. Przedłużania i wymyślania procedur. Zwykłej ludzkiej złośliwości i nadgorliwości. To co spowoduje, że przedsiębiorcy będą mieli szansę zapracować na te wielkie wizje rządu i równomierną poprawę dobrobytu o której w kilku miejscach wspomina SOR.

Największy problem mamy jednak z tym, że melodia Morawieckiego urywa się . Trochę jak Hejnał Mariacki. Nie da się autentycznie osiągnąć wszystkich tych szczytnych celów SORu bez dogłębnej przebudowy systemu podatkowego, który dziś klasyfikowany jest jako najbardziej nieprzyjazny w Europie. Nie da się tego przeprowadzić bez autentycznej reformy wymiaru sprawiedliwości, który jak nie stał tak dalej nie stoi na straży równych  szans wszystkich podmiotów. I na koniec,  nie da się tego przeprowadzić bez ludzi, bez przebudowy edukacji zawodowej. Od szkół  zawodowych po zawodowe uczelnie wyższe, które kształcą nam kandydatów na emigrantów a nie specjalistów poszukiwanych przez firmy. W tych trzech punktach, a nie w szlifowaniu słownictwa i nomenklatury, zasadza się tajemnica tego, czy SOR podzieli los wszystkich swoich poprzednich wielkich strategii i będzie tylko znany z  miłej dla ucha melodii o wielkiej narodowej szansie.