Strach w oczach “doradców”
Cezary Kaźmierczak 21.09.2015

Jeszcze PiS nie przejął władzy, a już  się dzieją cuda i innowacje na skalę światową. Strach się bać, co będzie dalej. Wielu z tych, którzy byli na Forum Ekonomicznym w Krynicy, mogło sobie pooglądać dość żenujące i mało smaczne scenki, jak to sprawdzeni w boju towarzysze, którzy przez ostatnie osiem lat odsuwali Jarosława Kaczyńskiego od władzy, nagle zaczynają tańce godowe wokół posłów i innych postaci z partii, która ma największe szanse przejąć rządy po wyborach.

W ogóle tzw. warszawka zaczyna dostawać poważnego wzmożenia, gorączkowo szuka kontaktów, wypiera się wczorajszych przyjaciół i lada chwila – o ile trendy się utrzymają – zobaczycie ją całą w PiS!  Niebawem się okaże, że PO wspierali wyłącznie nieznani z imienia i nazwiska kosmici.

Artyleryjskie  przygotowanie do zarabiania forsy idzie na całym froncie. Już na kongresie programowym PiS było widać, jak niektórzy eksperci przygotowują sobie grunt do wystawiania faktur, postulując daleko idące kolejne komplikacje prawa i systemu podatkowego. Teraz zaś ukazał się raport bliżej nieznanego Instytutu Jagiellońskiego pod tytułem „Znikające miliardy. Jak transfer dochodów zagranicę drenuje polski budżet”. Po prostu  miód na obolałe serce PiS. Ciekawe, czy dadzą się zrobić.

Oczywiście, to co pisze Instytut Jagielloński  jest prawdą – zagraniczne korporacje nie płacą CIT (chyba, że z jakiś fanaberii chcą). To bardzo poważny problem, z którym państwo sobie nie radzi. Rady na to ma natomiast instytut i nawet dzisiaj może za nie wystawić faktury. Według niego straty sięgają 10 mld zł i zapewne za dziesięć procent tej sumy może uratować te miliardy dla polskiego budżetu. A jak nie uratuje, to będzie znaczyło, że korporacje się wycwaniły i są przebieglejsze, a wtedy instytut zażąda kolejnych dziesięciu procent, po czym sytuacja powtórzy się 135 razy albo i więcej.

Dlaczego tak sądzę? Sądzę tak dlatego, że 150 państw na świecie od 50 lat prowadzi walkę z tym zjawiskiem i efekty tego są jeszcze bardziej mizerne niż powstanie Tybetu przeciw Chinom. Zarabiają wyłącznie „doradcy”. Nikt inny. Instytutu Jagiellońskiego to jednak nie zraża, bo z wielką chęcią przez 50 lat będzie wystawiał faktury za ekspertyzy, raporty, szkolenia, rekomendacje, audyty  i wszystko inne, co „doradca” jest w stanie wymyślić.

Czytamy zatem: „ eksperci proponują trzypunktowe remedium dla opisanej sytuacji – po pierwsze, wyposażenie urzędników fiskusa w wiedzę niezbędna do walki z patologią cen transferowych. Po drugie, wprowadzenie zasady powiązania kontroli skarbowej w zakresie cen transferowych z poziomem ryzyka związanego z transferem dochodu za granicę. Po trzecie, Ministerstwo Finansów powinno opracować wytyczne w kwestii cen transferowych dla przedsiębiorców.”

Według mojej oceny z doradztwa i analiz w zakresie cen transferowych, dla przykładu, cała ludność powiatu nowosądeckiego może żyć przez 25 lat, albo i więcej, bo urzędnikom trzeba dostarczyć więcej narzędzi! A kto ma te narzędzia dostarczyć, jak nie doradca, przy okazji wystawiając oczywiście fakturę: „Straty wynikają ze słabości instytucjonalnej i kadrowej polskiego fiskusa. Kontrole w zakresie cen transferowych są rzadkie i nie poprzedzone tzw. analizą ryzyka. Podmioty do kontroli typowane są więc na zasadzie losowej, a nie według rzeczywistego potencjału w zakresie transferowania dochodu. Urzędnicy fiskusa nie mają dostępu do podstawowych narzędzi kontroli cen transferowych, takich jak bazy danych sprawozdań finansowych oraz bazy powiązań kapitałowych i osobowych pomiędzy podmiotami działającymi na rynku”.

Wszystko to zapewni Instytut Jagielloński za drobną opłatą.

„Ekspertom” umknął jeden drobny szczegół – jedyną metodą powstrzymania transferu jest podatek przychodowy, który PiS chce zastosować, niestety obok – a nie zamiast – CIT i tylko do supermarketów zamiast do wszystkich.

A dlaczegóż umknął ekspertom ten drobny szczegół? Dlatego że w przypadku jego wprowadzenia żadnego wystawiania faktur za ekspertyzy, raporty, szkolenia, rekomendacje, audyty nie będzie. Pan doradca musiałby się wziąć do jakiejś innej roboty.

Dlatego też „doradcy” nienawidzą dwóch innych dobrych podatków – rolnego i Belki, więc aktywnie je zwalczają. Podatków prostych, które każdy może sam obliczyć, płaconych u źródła,  nie do uniknięcia. Nikt nie słyszał tu o „uchylaniu się”, „transferze”, „kombinacjach”. „Doradcy” powszechnie je krytykują i aktywnie zwalczają, bo to bardzo niebezpieczny precedens.

Z drobnymi podatkami nie ma z tymi podatkami problemów, więc nie ma w czym „doradzać” komukolwiek! Problemy są ze złymi, które „doradcy” uwielbiają, bo stanowią niewyczerpane źródło wystawiania faktur.

***
Tekst ukazał się we WPROST