Straszenie Trumpem
Tomasz Wróblewski 29.09.2016

Z pewnym rozbawieniem słucham ostrzeżeń publicystów upatrujących w Trumpie agenta rosyjskich interesów i zwiastuna europejskiej katastrofy. W zeszłym tygodniu Rosja zbombardowała dwa kolejne szpitale w Syrii, dokonała kolejnych włamań do telefonów sztabów wyborczych w Ameryce i przesłała posiłki zbrojne na front ukraiński. W odpowiedzi, prezydent USA, ten demokratyczny jastrząb – sumienie wolnych narodów… nie było żadnej odpowiedzi.

Czy my naprawdę potrzebujemy straszyć Trumpem? Czy faktycznie może być jeszcze gorzej? W tydzień od bombardowań i ataków hackerskich Prezydent Obama nie zwołał żadnej konferencji, żadnego ostrzeżenia, ba nawet nie wskazano oficjalnie sprawcy. Pamiętacie Państwo co to się działo kiedy rząd Korei Północnej włamał się do systemów Sony, w odwecie za film szydzący z Kima? Konferencja goniła konferencję, rząd wprowadził nowe sankcje, zakazy i nawet manewry wojskowe ogłosił. Tymczasem w Syrii, tuż pod nosem amerykańskich wojsk głoduje dziś 100 tysięcy dzieci, kolejne pół miliona pakuje się na wyprawę do Europy,  Donbas jest na granicy zapaści humanitarnej, a CIA przyznaje, że Rosja za wszelką cenę chce doprowadzić do napięć i liczy na zamieszki po wyborcze w Ameryce. Stąd włamania do systemów i próby podważenia zaufania do amerykańskiego systemu wyborczego, skompromitowania przywódców. Według kilku niezależnych raportów medialnych, problem został ostro postawiony na połączonym sztabie amerykańskich sił zbrojnych i na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego, gdzie  wprost naciskano na Obamę, żeby wydał w tej sprawie oświadczenie. Oświadczenia nie ma i nie będzie, bo prezydent USA nie chce zadrażniać stosunków z Rosją przed wyborami. Obawia się, że zagrożenie konfliktem przechyli szale na rzecz Trumpa. Ale, żeby nie było, że nic zupełnie nie robi,  Biały Dom wykonał, to zagroził zerwaniem współpracy pokojowej z Rosją na Bliskim Wschodzie. Genialne- ostatecznie oddał pole Rosji.

Progresywiści ostrzegają, że Trump stanowi zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa. Cofnie nas w czasy sprzed traktatów NATOowskich. A wszystko dlatego, że  domaga się od innych państw, żeby wydawały na swoją obronność tyle ile zobowiązały się wydawać w ramach traktatu. O zgrozo.  Nie będzie bronił Europy przed jej własną głupotą. Obama, ten gołąbek pokoju, nie domaga się żadnych nakładów, nie ostrzega Europy przed Rosją, przeciwnie gdzie może sam schodzi Putinowi z drogi. Od końca II Wojny Światowej Europa nigdy nie była tak niebezpiecznym miejscem. Zagrożonym od wschodu , z południa przez terrorystów i przewalające się armie uchodźców, od środka przez degenerującą się Unię  się UE a teraz przez rozpad jedynej europejskiej doktryny obronnej – Ameryka nas obroni. I ktoś na poważnie pisze i mówi, że prawdziwym zagrożeniem jest Trump?