Święta Greta od klimatu i zabawy właścicieli świata
Dariusz Matuszak 23.08.2019

My tu sobie gadu gadu, a tymczasem Eko Pippi Thunberg płynie do Nowego Jorku jachtem Księstwa Monaco ratować świat przed zagładą. Na szczycie klimatycznym ONZ 16-latka ze Szwecji poinstruuje ludzkość co ma robić i jak ma żyć. Nad „przyjazną środowisku” łodzią Malizia II, (karma jednak potrafi szydzić – malizia, to po włosku przebiegłość, jad, złośliwość, wredność, czy co tam jeszcze – niech filolodzy rozstrzygają), którą wyruszyła na swa klimatyczną krucjatę gromadzą się czarne chmury.

 

Dość szybko okazało się, że aby Thunberg odbyła swa symboliczną wycieczkę po Atlantyku, to trzeba zorganizować co najmniej sześć podroży samolotem. Załoga jachtu pomyka nad oceanem w te i nazad. Grecia samolotami latać nie będzie bo emitują one CO2. Gdyby jednak jej ekologiczny tyłek zapakowano do samolotu, to odbyłyby się 2 podróże nad Atlantykiem. A tak, to musi ich być co najmniej 6.

Mniej więcej miesiąc temu słynny francuski filozof Michel Onfray napisał o eko Szwedce długi tekst „Nauka Grety”. Onfray to taki ichni Hartman tyle, że o nieba inteligentniejszy i wymowniejszy. Jest wojującym ateistą i wyznaje kult rozwiązłości, opilstwa, obżarstwa i czego tam jeszcze, krótko mówiąc hedonizmu. Cały świat zachwycał się i sławił ekologiczną święta, tymczasem Onfray napisał, że to pozbawiony uczuć szwedzki cyborg i ogłosił nadejście epoki postludzi.

„Ta dziewczyna ma pozbawioną wszelkich emocji twarz cyborga – bez uśmiechu, bez śmiechu, bez zdziwienia, bez zachwytów, bez bólu, bez radości. To sprawia, że ​​myślę o tych silikonowych lalkach, które ogłaszają koniec człowieka i nadejście postludzi”– napisał Onfray.

„Ma twarz, wiek, płeć i ciało cyborga trzeciego tysiąclecia: jej powierzchowność jest całkowicie nijaka. To niestety to, do czego zmierza ludzkość. Jaka dusza żyje w tym ciele bez ciała? Trudno to zgadnąć”.

Dzieci, które naśladują Thunberg nazwał stadem baranów myślących, że są wolne, a bezmyślnie beczą nauki, którymi karmią je dorośli. Teraz najwyraźniej ktoś doszedł do wniosku, że Greta jest już nieprzydatna i dał hasło do zakończenia jej akcji. Wysławiający Gretę „Die Welt” przeprowadził wywiad z filozofem, w którym powtórzył on wszystko to, co o Grecie napisał, więc jego opinia stała się głośna. W „Sunday Times” pojawiły się sugestie, że za krucjatą Grety stoi wielka zorganizowana przez handlarzy powietrzem – certyfikatami CO2, kampania propagandowa. Nakręcona histeria ma wywindować cenę praw do emisji dwutlenku węgla.

Mniej więcej wtedy gdy Greta wyruszała w swą podróż o zbawienie świata, na Sycylii odbył się zlot możnych i wpływowych tego świata, którzy również obradowali nad tym jak powstrzymać globalne ocieplenie i ocalić naszą kochaną planetę. Na wyspie wylądowała ponad setka prywatnych odrzutowców. Do brzegu przybiło kilkadziesiąt gigantycznych jachtów motorowych. Jaśnie państwo przecież nie będzie podróżować z pospólstwem, by radzić jak je ocalić.

Odkąd w lutym kongresmenka Aleksandria Ocasio Cortez ogłosiła swój Green New Deal i ostrzegła, że bez powstrzymania ocieplenia w ciągu 12 lat Ziemię czeka zagłada (teraz zostało nam 11,5 roku) sprawy nabrały przyspieszenia. Organizacje i ekosekty na wyścigi ogłaszają nowe pomysły ocalenia planety. Cortez zawiesiła poprzeczkę wysoko – Stany Zjednoczone mają do 2030 roku całkowicie zrezygnować z paliw kopalnych. Ten pomysł podchwycili niemal wszyscy ubiegający się o nominację do wyborów prezydenckich Demokraci, więc sprawa, choć idiotyczna to poważna.

Z całego więc świata napływają nowe pomysły. I tak niemieccy Zieloni, którzy wyrastają na drugą partię w Niemczech zapowiadają wprowadzenie zakazu hodowli bydła. Krowy pierdzą, emitują metan i nam robi się za ciepło. Na loty samolotem zamierzają wprowadzić tak wysokie podatki, że latanie po Niemczech ma się stać tak drogie, że nikt tego nie będzie robić. Premier Irlandii Leo Varadkar zapowiedział, że na wyspie do 2030 roku nie będzie samochodów na paliwa. I najlepiej, żeby cała ludność przeniosła się do tego czasu do miast, bo wtedy nie będzie tyle jeździć, a cała wyspa jak sama nazwa wskazuje będzie zielona.

Młodzieżówka socjalistów w Szwecji, a więc ci co za kilka lat mogą rządzić, chce zaprowadzić wegetariańską dietę we wszystkich placówkach i instytucjach finansowanych z pieniędzy publicznych. Szwedzki emerycie i rencisto, pacjencie, chłopczyku i dziewczynko z domu dziecka, żołnierzu i żołnierko i ty noblisto, który przyjedziesz do Sztokholmu po swoją nagrodę – wszyscy już niedługo będziecie jeść przepyszne kotleciki sojowe i przegryzać je jeszcze bardziej przepysznym selerem naciowym (z tego to może być przynajmniej jeden pożytek – z konkurencji odpadną reprezentacje narodowe Szwecji w sportach wszelakich).

Socjalistyczna młodzież zapowiada też zakaz lotu samolotów pasażerskich na liniach krajowych. Północne regiony Szwecji – Norrbotten i Vasterbotten już właściwie mogą ogłaszać niepodległość – komu będzie chciało się zasuwać 1400 kilometrów ze Sztokholmu do takiej Kiruny, albo jeszcze lepiej z położonego na południu Malmo. Do 2030 roku Szwecja ma też całkowicie zrezygnować z paliw kopalnych i zamknąć swe elektrownie atomowe.

Oczywiście na diecie wegetariańskiej się nie skończy. Jak się wyrżnie bydło, to nie będzie też nabiału. Krowa na steka pierdzi tak, jak ta od mleka. Nowojorski uniwersytet już zresztą ogłosił, że dojenie krów jest formą molestowania seksualnego. Inseminacja i dojenie bydła narusza jego prawa rozrodcze.

We Francji zaś objawił się znany dziennikarz Aymeric Caron – taki co ma swoje programy w telewizorze. Cameron jest obrońcą praw zwierząt i wezwał, by oddawać honorowo krew komarom. W skrócie chodzi o to, by ich nie tłuc jak gryzą, bo to są matki. Otóż taka samica poszukuje żarcia, żeby wyżywić noszone w sobie jajeczka, czy coś takiego. Mamy więc do czynienia z matką, która naraża dla dzieci swe życie.

Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z wariatami. Owszem i Cortez i szwedzka socjalistyczna młodzież, czy francuski dziennikarz postulujący zrównanie praw zwierząt i ludzi to wariaci. Problem polega jednak na tym, że za nimi stoją najprawdopodobniej cyniczni, zdegenerowani, zepsuci do szpiku kości ludzie tacy jak ci co swymi odrzutowcami latają by debatować o ograniczeniu emisji CO2, którzy tych wariatów bezwzględnie wykorzystują.

Niedawno wyszło na jaw kto stoi za Green New Deal, który ogłosiła kongresmenka Ocasio-Cortez, i który został tak entuzjastycznie przyjęty. Otóż wszystko, a nawet samą Cortez wymyślił niejaki Saikat Chakrabarti piekielnie bogaty informatyk z Doliny Krzemowej, który postanowił służyć ludzkości i został szefem jej personelu. Z grupą towarzyszy postanowił znaleźć jakąś łatwo sterowalna, ale nie pozbawioną pasji i charyzmy osobę i wprowadzić ja do Kongresu. Wyszło na to, że najlepiej nadawała się kelnerka Cortez. Jak już weszła to wymyślili jej Green New Deal.  Chakrabarti tak był napompowany swym sukcesem, że w swej pysze wygadał się co do prawdziwych intencji. Otóż okazało się, że nie chodzi o żaden klimat, ratowanie planety, czy tym podobne bzdury, tylko o stworzenie narzędzia, które całkowicie zmieni stosunki gospodarcze w Stanach Zjednoczonych. Coś co pozwoli przejąć kontrolę nad gospodarką i zaprowadzić socjalizm.

Tu wkraczamy w obszar teorii spiskowych, których, odkąd okazało się, że w Klewkach lądowali Talibowie, jestem fanatycznym wyznawcą (uważam, że wszyscy, którzy zwalczają teorie spiskowe, to ci, którzy knują – e, to taki żarcik). Weźmy na warsztat pierwszą z brzegu i bardzo popularną teorię spiskową, że oto Putin wprowadził Trumpa do Białego Domu i spowodował Brexit. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy takim Putinem i słyszymy, że całe stada Demokratów zapowiadają, że Ameryka do 2030 roku wyeliminuje całkowicie paliwa. I cóż ja Putin za Szekspirem i Mickiewiczem widzę „przed oczyma duszy mojej”? Ano widzę pociągnięty z Hawajów do krążownika Alaska operującego gdzieś na Pacyfiku kabel z elektryką. Albo myśliwce, czy szturmowce z lotniskowca USS Abraham Lincoln latające jak latawce na uwięzi, bo ciągną drutem zasilanie z atomowego statku. Już każę odkurzać w stoczniach swoje okręty na węgieł, które pamiętają jeszcze czasy bitwy pod Cuszimą. I widzę te wszystkie czołgi na kablach jak zabawkowe samochodziki z lat 70. na przewód sterowane. Jak piękną wizję niosą mi oczy duszy mej, więc dawaj telegrafować do farmy trolli na wiosce w Macedonii (to te trolle, które podobno wykończyły Clintonową), żeby mi tu zaraz podniosły wrzask, że jak kto się nie zgadza na rezygnację z paliw, ten faszysta i klimatyczny denialistą. I widzę te wszystkie siły szybkiego reagowania pedałujące zawzięcie do północnej Szwecji, a zimą pomykające tam na bojerach. Alleluja ratujemy Matkę Ziemię.

W 1998 roku Tom Clancy, znany amerykański pisarz sensacyjny opublikował powieść „Tęcza Sześć”. To bajka o międzynarodowej jednostce komandosów i agentów, którzy walczą z sektą ekologiczną, do której nalezą najbogatsi ludzie świata. Sekta ma plan prosty – za pomocą wirusa o wdzięcznym mianie Sziwa wykończyć ludzkość (sami się zaszczepią) i uratować planetę. Już po kilku latach na prerii pojawią się bizony i wybrańcom będzie bardzo przyjemnie się żyło.

Nie mam wątpliwości, że wśród ekologów, obrońców klimatu itp. jest mnóstwo osób o szlachetnych intencjach i czystych sercach. Ale są też zwykłe świry, fanatycy i bezwzględni właściciele świata, którzy mają swoje interesy. Ktoś produkuje jakieś tam żarówki i oszczędne odkurzacze, ktoś inny spekuluje certyfikatami CO2, ktoś ma rurę Nord Stream, ktoś zainwestował w wiatraki, albo jak Musk w samochody elektryczne i zaciera ręce gdy słyszy, że rząd PiS ma bogatym dopłacać kilkadziesiąt tysięcy do ich aut.

Globalne ocieplenie to znakomity globalny biznes co niestrudzenie udowadnia były wiceprezydent Al Gore właściciel największej rezydencji w Tennessee, pomykający swymi prywatnymi odrzutowcami od zlotu do zlotu ekologów, który na eko interesach zbił setki milionów dolarów. Taka święta Greta od klimatu to prawdziwy skarb, bo dzieci najlepiej nadają się do napędzania histerii. Są tysiące urzędników międzynarodowych organizacji i szczerych socjalistów jak ci ze Szwecji, czy Chakrabarti od kongresmenki Cortez, który znaleźli narzędzie do zmieniania światowego porządku, czy jak kto woli nieporządku. Dla właścicieli świata nowy ład to wspaniała wizja. Pospólstwo niech siedzi w domach i je byle co tam. Rentierom wynajmującym szarakom świat jest obojętne czy stek kosztuje 10, czy 150 dolarów, a litr benzyny 1,5 euro, czy 8. Tak pięknie i zacisznie było w marinie w Monaco za czasów Grace Kelly Grimaldi, a teraz tłok jak na parkingu przed Tesco. Bydło rozbija się na stokach w Ischgl, czy St. Moritz, więc sobie nawet spokojnie poszusować nie można. Byle turecki właściciel hurtowni z chałwą może pojechać na safari i strzelać, więc limity się wyczerpują i nie można sobie nawet zabić. Troska o klimat wybija się także na czołówki, więc przy okazji można zdobyć popularność i łechtać swą próżność. Zwykłe troski dnia powszedniego zarezerwowane są dla plebsu, właściciele świata mają wyższe cele.

W atmosferze histerii i paranoi nie można zacząć nawet żadnej racjonalnej dyskusji na temat rzeczywistych, czy urojonych zagrożeń i sposobów zapobiegania im. Trzeba byłoby wrócić do najbardziej podstawowego poziomu rozsądku, a to się wydaje niemożliwe. Na początek należałoby uznać, że 16-latka ze Szwecji o ile nie odkryła leku na raka, albo skonstruowała perpetuum mobile, to nie ma nic ciekawego światu do powiedzenia i powinna chodzić do szkoły, a nie po konferencjach. Tak się jednak nie stanie, bo już jesteśmy zakładnikami apokaliptycznej wizji świata. Róbmy tak dalej: zachwycajmy się dziewczynką, która zamiast jechać na wakacje siedzi na chodniku pod Sejmem protestując, wsłuchujmy się w to co do powiedzenia o gazach cieplarnianych mają Madonna i Kinga Rusin i bimy brawo wariatom, którzy w Londynie przyklejają się do jezdni, a jeszcze za naszego żywota doczekamy się powrotu socjalizmu. Tym razem będzie to socjalizm ekologiczny.