Świńska próba Tuska
Tomasz Wróblewski 05.05.2014

Krymski kryzys podarował Tuskowi rzadką okazję potwierdzenia swoich przywódczych zdolności. Pech chciał, że konflikt z Rosją zaczął się w Polsce od świń. Niby nic. Eksport wieprzowiny do Rosji to zaledwie 8 proc., eksportu, ale i ta świnia przerosła talenty polityczne rządu.

Mamy co prawda, interwencyjny skup żywca, ale oprócz Rosji straciliśmy Koreę, Chiny, Wietnam. Mamy pieniądze z Brukseli, ale nie mamy europejskiej solidarności. Premier spotkał się z komisarzem unii ds. mięsa i ogłosił oburzenie, ale przedstawiciele Danii, Austrii, Niemiec, w tym samym czasie, po cichu spotkali się z rosyjskimi urzędnikami. W efekcie austriackie i duńskie tusze jadą do Rosji, z przyrzeczeniem, że nie są polskie. A premier – defensywnie, że to drobny wypadek.

W dzień po informacji o chorych dzikach, w Tokio i w Pekinie rosyjscy dyplomaci odwiedzali ministerstwa rolnictwa i radzili wstrzymać się z importem polskich świń. Polska do dziś nie wysłała nikogo na rozmowy mimo usilnego błagania Unii Producentów Mięsa. Dopiero w tym tygodniu odbędą się pierwsze spotkania w Wietnamie. Chiny i Japonia chwilowo nie są już zainteresowane.

 

Za chwilę embargiem objęty zostanie nasz drób i jabłka od których duszą się już magazyny. Rząd czeka na bieg wydarzeń. W ramach retorsji na Zachodnie sankcje i odcięcie rosyjskich banków od rynków finansowych, może dojść w Polsce do poważnych wstrząsów na rynkach walutowych. Premier przyznaje, że sytuacja jest poważna, ale z decyzjami czeka na rozwój wypadków.

Tyle tylko, że wypadki nie czekają na premiera. Powolne decyzje, to w polityce złe decyzje, a defensywna postawa to nie strategia tylko abdykacja.