Szalone embargo
Tomasz Wróblewski 12.08.2014

Zakaz importu żywności to zadziwiające posunięcie Putina. Ze wszystkich importowanych produktów to może być najbardziej czuły punkt rosyjskiej gospodarki. Rosjanie importują 70 proc. swojej żywności i średnio wydają na jedzenie 38 dolarów tygodniowo. Dla porównania Amerykanie wydają 45 dol. Brytyjczycy 47 dol. Polacy jakieś 23 dol. Amerykanin wydaje 7 proc. swoich zarobków na żywność, Francuz 13 proc. Polak 25 proc. a Rosjanin? Ponad 38 proc.

Embargo oznacza wstrząs dla rosyjskiego rynku żywności. To nawet nie jest już tylko kwestia pustych półek, co ciężaru dla rosyjskiego PKB. Produkty tędy czy owędy dotrą do Moskwy, ale w już zupełnie innych cenach, z marżą pośredników. To, że zdrożeją francuskie sery, parmeńska szynka, włoskie oliwki, norweskie łososie, nie ma większego znaczenia. Klasa średnia mogłaby się przestawić na kaszankę zamiast ostryg, ale ceny kaszanki też skoczą. Podobnie jak holenderskie i polskie masło, wieprzowina, wołowina, czy kurczaki z Ameryki.

Dotrą do Rosji krętą kosztowną drogą. W zależności od tego, kto liczy, zakłada się, że ceny wzrosną o 15-25 proc. To natychmiast dotknie nie tylko rosyjskie rodziny, ale całą gospodarkę. Rosjanom jeszcze mniej zostanie w kieszeni pieniędzy na kupowanie samochodów, mieszkań, telewizorów. Nawet bez europejskich sankcji, Putin sam swoim embargiem wpędzi kraj w recesję. Czy ustąpi? Pewnie nie, ale to, co ten naród osiągnął przez ostatnie 10 lat teraz wypłukane zostanie na własną prośbę rządzących.

Fot. na lic. CC2.0/aut. Niall Kennedy/flickr.com