Tanajno nie jest trybunem przedsiębiorców. I co z tego?
Łukasz Warzecha 11.05.2020

Skompromitowanie najszczytniejszej nawet idei lub najsłuszniejszego postulatu jest w czasach rozbuchanych mediów społecznościowych oraz usłużnych mediów tradycyjnych dziecinnie łatwe. Wystarczy, że daną sprawę zacznie promować ktoś, mówiąc najdelikatniej, mało wiarygodny, żeby można było na zasadzie bzdurnego sylogizmu uznać i ogłosić, że wszystko to bzdura i brednia. Niezależnie od tego, czy ten ktoś będzie czyimś produktem, agentem czy też będzie akurat działał ze szczerego przekonania.

 

O panu Tanajno wiem niewiele, a to, co wiem, nie budzi za grosz mojego zaufania. Jego skąpa polityczna droga, w której zahaczył o Janusza Palikota, nie imponuje. Jego histeryczno-populistyczny występ w debacie kandydatów na prezydenta był nawet zabawny, ale nie niósł ze sobą żadnej sensownej treści. Poza jednym przesłaniem: tylko ja, Tanajno, nie jestem w tym gronie politykiem, więc tylko mnie możecie zaufać. Cóż, Paweł Kukiz już był i się zmył. Tanajno to nie ten kaliber, więc Kukizem 2.0 nie zostanie.

Następnego dnia pan Tanajno stanął na czele protestu przedsiębiorców lub „przedsiębiorców”. Nie wiem, ilu wśród protestujących było zadymiarzy, którzy dołączyli spontanicznie, ilu takich, którzy mieli dołączyć, żeby protest skompromitować, a ilu było tam naprawdę zdesperowanych przedsiębiorców, którzy uznali, że to jedyna forma wyrażenia sprzeciwu wobec ich sytuacji. Nikt tego chyba nie wie.

Wiem natomiast, że uwierzę w prawdziwy protest przedsiębiorców, jeśli na jego czele staną ludzie, którzy od lat urabiają sobie łokcie w ich obronie, starają się im pomagać i organizować. Znam takich i wiem, jak wygląda ich praca. To tysiące kilometrów zjeżdżonych po kraju, żeby spotykać się z ludźmi i tworzyć lokalne oddziały organizacji biznesowej. To setki tysięcy godzin spędzonych na analizowaniu przepisów wspólnie z przedsiębiorcami, żeby znaleźć najlepsze dla nich rozwiązania. To występowanie w ich imieniu wobec władzy, również w RDS. Gdyby ci ludzie uznali, że wszystkie te metody mozolnej pracy są już kompletnie jałowe i trzeba wyprowadzić ludzi na ulice, wiedziałbym, że faktycznie tak jest. Ale tak się nie stało, a pan Tanajno w tej codziennej, mozolnej orce nigdy udziału nie brał. Postanowił natomiast paroma ogólnikowymi hasłami mianować się samemu ludowym trybunem tej grupy. Takie samonominacje są ogromnie wątpliwe.

W pierwszym tekście, opublikowanym na blogu WEI (od grudnia 2017 r. trochę się ich już zebrało i chyba trzeba je będzie w końcu połączyć w jakimś zbiorze) pisałem z szacunkiem i podziwem o ojcach polskiej przedsiębiorczości w zaborze pruskim. To ich uważam za wzór godny naśladowania. Nie wyprowadzali ludzi na ulice, ale mocowali się z zaborcą w sądach, w pruskim sejmie, w ramach rynkowej konkurencji, mimo prawodawstwa, które starało się utrudniać Polakom działalność. Polska dziś pod zaborami nie jest, ale przedsiębiorcy potrzebują wciąż wsparcia w swojej – niestety – wciąż wojnie z chciwym państwem, które uwielbia obdzielać ludzi nieswoimi pieniędzmi. Tyle że to wsparcie jest potrzebne w formie inteligentnego i celnego nacisku tam, gdzie zapadają decyzje, a nie w formie nielegalnych demonstracji, które robią więcej złego niż dobrego.

Nie byłbym jednak sobą, gdyby nie było w tym tekście „ale”. Obserwując bowiem reakcję na warszawski protest, trudno było nie odnieść wrażenia, że twardzi zwolennicy władzy wreszcie mogą dowieść, że przedsiębiorcom nie należy pomagać (choć sami przedsiębiorcy pomoc rozumieją nie jako przekazywanie pieniędzy, ale jako stworzenie optymalnych warunków dla biznesu), bo to banda agresywnych oszustów. Jednym z najczęściej pojawiających się „argumentów” było, że uczestnicy protestu przyjechali na niego „drogimi” samochodami. Ja tam nowych jaguarów nie widziałem, a oczekiwanie, że ktoś sprzeda swój wart kilkadziesiąt tysięcy samochód (o ile w ogóle jest jego właścicielem, a nie jedynie użytkownikiem w leasingu, co bardziej prawdopodobne), żeby przez moment podtrzymać upadający biznes, uważam za dziecinne.

Nie dziwi mnie jednak ta agresja wobec przedstawicieli biznesu, bo jak wielokrotnie pisałem również na blogu WEI – jednym z sentymentów czy może raczej resentymentów, na których żeruje obecna władza, jest niechęć wobec przedsiębiorców, a bardziej generalnie – wobec ludzi, którym coś się udało w czasach, które PiS generalnie zakwestionował – czyli w okresie sprzed 2015 roku. To oczywiście uproszczenie i schemat, gdy idzie o linię władzy, ale nie nieprawdziwy. PiS zbudował swój sukces na uproszczonym właśnie, wulgarnym wręcz przeciwstawieniu „zwykłych Polaków” „złej” reszcie. Do grona „zwykłych Polaków” nijak nie zaliczali się nigdy przedsiębiorcy poza krótkim epizodem mamienia ich w kampanii wyborczej 2015 roku. Jeśli pan prezydent chwali się przed wyborami podpisaniem paktu z „Solidarnością”, a w czasie swojej wirtualnej konwencji nie ma właściwie nic do powiedzenia ludziom, którzy mają opłacać jego kolejne obietnice, to jest to również znaczące.

Tanajno może być dętym projektem politycznym i zwykłym awanturnikiem, ale to nie znaczy, że przedsiębiorcy nie mają przeciwko czemu protestować ani tym bardziej, że są dziś szanowani. Nie są.