Teraz Trump-Putin
Tomasz Wróblewski 06.07.2017

Trump wyleciał z Warszawy i świat już żyje spotkaniem z Putinem. Stosunki z Rosją są dziś najgorsze od Zimnej Wojny i mała szansa żeby coś tu się zmieniło. Na pewno nie po wystąpieniu Trumpa w Warszawie.

Twarzą w twarz staną naprzeciwko siebie dwaj politycy nabuzowani testosteronem. Obaj mistrzowie  gry ciałem, symbolami i obaj zaprawieni w manipulowaniu rozmówcą. Trump jedzie jednak do Hamburga mocno osłabiony. Awantury w Kongresie, śledztwo w sprawie rosyjskich manipulacji przy wyborach prezydenckich. Dodatkowo ma związane ręce swoimi własnymi wypowiedziami z przeszłości, wychwalaniem  Putina i zwodzeniem opinii publicznej co do tego czy kiedykolwiek się z nim spotkał czy nie. Najmniejszy gest przyjaźni, zbliżenia z Putinem, zbyt szeroki uśmiech, serdeczny uścisk, natychmiast zostaną odczytane jako ukłon, słabość, czy cień zaszłości we wzajemnych stosunkach. Amerykańskie media od kilku dni pełne są spekulacji, a te Trumpowi wrogie wprost mówią, że czekają na objaw słabości. Stąd też twarde, wyprzedzające wszelkie spekulacje, słowa Trumpa na Placu Krasińskich – „Rosja musi zaprzestać destabilizacji Ukrainy i innych państw na świecie”.  Stąd też twarde słowa na temat artykułu piątego Paktu Północno Atlantyckiego i gotowościStanów Zjednoczonych do obrony innych członków paktu. Nawet jeżeli europejskich polityków mogły irytować kolejne przytyki w kwestii zaniżonych wydatków na zbrojenia,  albo Angelę Merkel to że Trump konsekwentnie mówił o niemieckich zbrodniach wojennych, a nie o zbrodniach nazistów, to jednak słowa padły i były jednoznaczne. Trump, wbrew ogromnym wysiłkom Moskwy, stoi za piątym artykułem.

To pierwsze tak zdecydowane słowa Trumpa, choć czyny i wszystko to co już i tak dziś dzieje się na świecie mówią same za siebie. Amerykańskie wojska stacjonują dzień drogi od Smoleńska. Amerykańskie okręty i samoloty niemal ocierają się o rosyjskie w Syrii i na Bałtyku. W odpowiedzi na zmasowane manewry na Białorusi, Amerykanie wysyłają 14 tys. żołnierzy do udziału w manewrach ciągnących się od Bułgarii po Węgry. W innych miejscach na świecie toczą się wojny zastępcze, z północno-koreańskim konfliktem na czele, gdzie Waszyngton zostawia coraz mniej złudzeń, co do swojej zbrojnej reakcji.

Łatwo dziś możemy sobie wyobrazić eskalacje konfliktu. Niemal w dowolnym miejscu na świecie. Trudniej o jego deeskalacje. Historia rosyjsko-amerykańskich stosunków nie pamięta wielu przypadków, gdzie dwustronne rozmowy mogą więcej zaszkodzić niż pomóc.