To tylko prawda
Tomasz Wróblewski 22.02.2016

Po co mierzymy się z historią? Po co burzymy mity i kwestionujemy świętości? Ano po to, żeby kłamstwa nas więcej nie prześladowały. Żeby nie kładły się cieniem na współczesności, która bez odkłamania historii szybko zaczyna powielać scenariusze, od których chcieliśmy uciec.

Kraje, które – jak w skrajnym przypadku Rosja – nie podjęły próby rozliczenia, dziś są w tym samym miejscu, gdzie były przed swoją rewolucją. Polska, rezygnując z natychmiastowego otwarcia piekielnych akt, przez ćwierć wieku szarpana była konwulsjami kolejnych przecieków, insynuacji i dziwnych zdarzeń prześladujących naszą politykę i gospodarkę.

Przez blisko 27 lat nie uporaliśmy się z dziejami zarania wolnej Polski. Pewnie nie powinno nas to dziwić, z kartami zbrodni na Żydach zmagaliśmy się przez ponad pół wieku. Nie możemy się jednak zgodzić, że prawdy, jak te o udziale Polaków w mordach na ludności żydowskiej, nas wzbogacają, a te o wpływie służb na pierwsze rządy III RP nas zubażają, że mamy moralny obowiązek drążyć problem pedofilii w Kościele, ale z troski o dobre imię Polski mamy spuścić kurtynę milczenia nad wstydliwymi kartami polskich elit. Nacechowane jest to partykularnym interesem grupy polityków, że pewnie szkoda by się nad nim pochylać, gdyby nie to, co wpisane zostało w niego drobnym drukiem. Czyli strach, że runą kolejne autorytety, a z nimi mit demokratycznych czy rynkowych początków polskich. Strach często sięgający postaci wciąż roszczących sobie prawa do moralizowania.

Lepiej, że zabierzemy się do tego dopiero teraz, bo rany przyschły i emocje nieco opadły, a Polska jest już w zupełnie innym miejscu swoich dziejów. Ale oczywiście nie ma na to dobrego momentu i nie da się przez ten proces przejść bezboleśnie. Kolejne tygodnie pełne będą pewnie historycznych wstrząsów, dlatego zanim zabierzemy się do tego, co jest w samych teczkach, warto przeanalizować racje tych, którzy za wszelką cenę chcieliby odwlec ten moment.

Najczęściej powtarzany argument dotyczy hańbienia narodowych symboli i zohydzania najbardziej rozpoznawalnego Polaka w świecie. Zacznijmy od tego, że – na dobre i na złe – Lech Wałęsa pozostanie symbolem narodzin III RP. Tyle tylko że jak wiele historycznych ikon przed nim i pewnie wiele po nim bardziej będzie uosabiał realia tamtych czasów niż legendę, jaką wokół niego stworzono. Tragiczną postać, jeszcze jednego złamanego człowieka, który na pewnym etapie życia postanowił przejść na dobrą stronę mocy, ale do końca bardziej cenił sobie karierę polityczną niż moralną potrzebę rozliczenia się z przeszłością. Wałęsa pozostanie symbolem wielu polityków i autorytetów tego pokolenia. Ludzi zmagających się z podobnymi dylematami i na koniec dokonujących podobnych cynicznych wyborów.

Dla nas i dla historyków pytaniem pozostanie to, jaki ci ludzie mieli wpływ na przebieg zdarzeń w Polsce po 1989 r. I tu kolejny zarzut twardych zwolenników „spalenia wszystkich teczek” – dochodzenie prawdy historycznej to negowanie osiągnięć ostatnich 27 lat. Trudno o bardziej obłudny argument niż sugerowanie, że dorobek milionów Polaków ostatniego ćwierćwiecza zawdzięczamy kłamstwu historycznemu. Stawianie znaku równości między rozwojem Polski a wybranymi jednostkami, które uniknęły rozliczenia z przeszłością. Mniejsza o fałsz logiczny takiego wywodu, ciekawsze, że stawiający taką tezę najwyraźniej wierzą w sprawczą moc tajnej policji w formowaniu się III RP. Każą nam wierzyć, że dawny aparat opresji dzięki swoim powiązaniom i wpływom na dawnych agentów stworzył silne spółki nomenklaturowe, zapewnił bezpieczeństwo swoim oficerom i kontrolował naszą rzeczywistość. Bo jak inaczej wytłumaczyć twierdzenie, że odbierając wiarygodność postaciom takim jak Wałęsa, negujemy całą historię wolnej Polski. Co za bufonada. Nawet jeżeli niecała historia polskich przemian gospodarczych to romantyczne opowieści o handlu na łóżkach polowych, nawet jeżeli część wczesnych fortun zawdzięczamy esbecko-partyjnym układom, to półtora miliona małych i średnich firm, którymi stoi dziś Polska, to zasługa ciężkiej pracy a nie reżimowym układom. Niezależnie od tego, czego jeszcze dowiemy się z tych teczek, będziemy tą historią tylko silniejsi. Nawet jeżeli ubożsi o kilka mitów i fałszywych stereotypów. Nie za nie ostatecznie Polska będzie ceniona w świecie.

Felieton ukazał się w najnowszym wydaniu tygodnika “Wprost”

Fot. Isaac Bowen/ Creative Commons/ flickr.com