To wszystko. To koniec. Odchodzimy
Dariusz Matuszak 31.01.2020

No i dokonało się. Kiedy architekt Brexitu Nigel Farage kończył swe pożegnalne wystąpienie w Parlamencie Europejskim prowadząca obrady Mairead McGuinness odłączyła mu mikrofon. Jakież to było małostkowe. I symboliczne. Farage ośmielił się na pożegnanie pomachać małą brytyjską chorągiewką, a to jest w unioparlamencie zabronione. Jeszcze tylko dobiegły z tła ostatnie wypowiadane przez Farage’a słowa: „To wszystko. To koniec. Odchodzimy”.

 

Irlandzka wiceprzewodnicząca parlamentu wyraźnie zła powiedziała, że jak chce może sobie iść już teraz i zabrać swoją flagę. I to też było liche. I symboliczne.

Borysowi Johnsonowi, gdy z okazji opuszczenia Unii będzie wygłaszał swe orędzie, nikt mikrofonu nie odłączy. Zwłaszcza, że wygłosi je z pominięciem tradycyjnych mediów, tylko przez internet – w społecznościowych. Piękny i wymowny sposób zwrócenia się wprost do ludu bez pośrednictwa tych, którzy uważają, że mają monopol na serca i umysły Brytyjczyków.

Czy Unia cokolwiek zrozumiała z tego co się stało. Nie. Kompletnie nic. Guy Verhofstadt zapowiedział, że trzeba zreformować Unię. Jak? Ma być jeszcze więcej tego samego. Jeszcze większa integracja, żadnych wyjątków. Unia ma być taka, żeby nie dało się jej opuścić. 3,5 roku minęło od dnia w którym Brytyjczycy zdecydowali o Brexicie. Przez ten czas nikt z Unii nie zadał nawet takiego pytania: co zrobiliśmy źle, na czym polega nasza wina, że druga gospodarka Europy i piąta na świecie, kraj o tak wielkich tradycjach demokracji i parlamentaryzmu zdecydował się na opuszczenie naszej wspólnoty. Wygląda na to jakby Wielka Brytania była jakimś podstarzałym lowelasem, któremu nagle z krocza na mózg się rzuciło i postanowił pozostawić rodzinę, szczęśliwe, spokojne życie, by uganiać się za jakimiś wypindrzonymi młódkami. Rano zmyją makijaż, przyjdzie kac, sił na balowanie zacznie brakować, minie zachwyt iluzoryczną wolnością i Zjednoczone Królestwo zapłacze jak ów ojciec marnotrawny. Ale będzie za późno. Więc sobie będzie gdzieś tam dogorywał w nędzy i upokorzeniu czekając aż ktoś się zlituje. Bez złudzeń. Codziennie będziemy się o tym dowiadywać. Krowa w Ayrshire padnie – dowiemy się, że to przez Brexit. Dzieci w przedszkolu w Lowestoft się podtrują i dostaną biegunki – przez Brexit. Studzienkę wywali i zaleje ulicę w Exter – wszystko przez to, że już nie ma Unii. Będziemy słyszeć o klęskach niesłychanych, widzieć katastrofy niewidziane , bo trzeba będzie udowadniać Europie, że opity piwskiem Brytol nie radzi sobie.

Nie ma wątpliwości, że w na samych Wyspach na ulice wyjdą przeciwnicy Brexitu i będą wrzeszczeć coś o faszyzmie, rasizmie, populizmie, zaprzepaszczonej przyszłości młodego pokolenia. Może narodzi się jakaś tamtejsza Greta. Dzieci bardzo dobrze nadają się do wzbudzania paniki i histerii. Kilka gwiazdek obwieści, że przeprowadza się na Lazurowe Wybrzeże, albo na Costa del Sol. Do Ameryki nikt nie pojedzie, bo tam Trump.

Pierwsze wielkie akcje oporu już są planowane. Na nowej monecie 50-pensowej, którą wybito z okazji opuszczenia Unii malować będą swastykę. Ci, którzy byli przeciwnikami referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii, będą jeszcze głośniej domagać się referendum w sprawie opuszczenia Zjednoczonego Królestwa przez Szkocję. Brytyjską Królową unioentuzjastów zostanie teraz tamtejsza premier Nicola Sturgeon. W Euronews, Deutsche Welle i CNN będą ją pokazywać częściej niż Johnsona.

W Polsce zaś opozycja przez wszystkie przypadki będzie odmieniać słowo Polexit. Głupie to niemożebnie, sensu żadnego nie ma, ale nie szkodzi. Tak im ktoś z powodów propagandowych wymyślił, to tak będą gadać i PiS-em straszyć. Ten nie ma najmniejszego zamiaru wyprowadzać nas z Unii. Akurat obojętne mu jest czy ta Unia dobra, czy zła, istotne jest to, że Polacy uważają że wspaniała. Ale, ale – Budka kracze i w końcu ten Polexit wykracze. PiS może nas wyprowadzić z Unii niechcący. Z nimi wszystko jest możliwe. Wymyśla np., że przystąpimy do nowego porozumienia pomiędzy USA, Kanadą i Meksykiem – USMCA, coś tak im się pokręci i zamiast nas tam zapisać, to nas przez pomyłkę z UE wypiszą.

W sprawie Brexitu wypowiedziała się też przyszła niedoszła prezydent Kidawa-Błońska. „Wielka Brytania stała się symbolem przedłożenia interesu partyjnego nad państwowy, wychodzi z Unii Europejskiej. Jako prezydent zrobię wszystko, by Polska nie była następna” – uspokoiła nas. I ja jej akurat wierzę. Wszystko co zawiera zbiór pusty to nic. Więc jak ona nie będzie tą prezydent i nic nie zrobi, to tak, jakby wszystko zrobiła.

Bardziej interesująca jest jednak pierwsza część wypowiedzi. Chodzi w niej o to, że gdyby Cameron nie był głupi i nie przeprowadził referendum, by wreszcie w łonie własnej partii zdusić zwolenników Brexitu, to Wielka Brytania by z Unii nie wystąpiła. To proste: wystarczyło o nic obywateli nie pytać i po problemie. U nas to jest dopiero prawidłowa demokracja. Żadne referendum by się nie odbyło. A jeśli już jakimś cudem doszłoby do niego, to w razie nieodpowiedniego wyniku tak by się zamotało, zagadało, poprzekręcało, że pozostałoby po staremu.

Ja na temat naszej członkostwa w Unii wypowiadał się tutaj nie będę. Moje poglądy są tak fantasmagoryczne, że póki co szkoda na nie internetu. Niby dorzeczne, ale bez sensu. Coś jak wizje na temat tego, że fajnie byłoby gdyby Polska miała broń atomową. Powiem tylko, że nic, a nic nie rozumiem z tej naszej współczesnej Europy. Ot, pierwszy z brzegu przykład. Po dwóch miesiącach rozpaczliwych wysiłków wreszcie sklecono niepełnosprawny rząd w Hiszpanii. 14 stycznia zaprzysiężono gabinet socjalistów i jeszcze bardziej lewego Podemos. Piszę niepełnosprawny, bo w liczącym 350 posłów Kongresie Deputowanych ma zaledwie 155 głosów. I niech sobie Szanowni Państwo wyimaginują jaka jest pierwsza sprawa jaką zajęła się ta kaleka władza. Brawo, zgadli Państwo: zgłosili projekt legalizacji eutanazji.

Ale jak mawiają Francuzi revenons a nos moutons – powróćmy do naszych baranów z Wysp. Obejrzałem sobie film Brexit. Zgrabny i pusty i głupi niemożebnie. Twórcy nie silili się na jakąś epopeję pokazująca Wielką Brytanie u progu nowej ery. I to jest dobre. Nie ma w nim wielkich idei, rozpalających namiętności sporów, rozterek bohaterów mielonych przez historię. Ot zręczna opowiastka niby o politycznej kuchni, o manipulacji i cynicznych graczach – jeśli po stronie Brexitu to o ryczących ze śmiechu prymitywach. Tak pokazany jest np. Farage, który wprowadził największa liczbę posłów do Parlamentu Europejskiego, ale za to wyprowadził Wielką Brytanię z Unii. Wesoły kretyn w tle, a na pierwszym planie diaboliczny Dominic Cummings, który sprytem, marketingiem, z pomocą baz danych i algorytmów zmienił dotychczasowy sposób uprawiania polityki. Największym jego grzechem było dotarcie do ludzi, którzy nigdy nie interesowali się polityką, którzy poturbowani życiem dogorywali sobie gdzieś na uboczu w wymarłych po zniknięciu biznesu, który za globalizmem wywędrował sobie gdzieś w świat dzielnicach. I to było to wielkie fałszerstwo Brexitu, który film niby obnaża. Tych ludzi nie powinno w życiu politycznym być. Oni nie powinni się odzywać, mieć prawa głosu. Głupi, niewykształceni, sfrustrowani, widzący tyle co za oknami – gruzowiska fabryki, którą im zamknięto. Jacyś tam robotnicy z walcowni, nieważni rybacy, roztyte baby ze szwalni. Pewnie i ci, których połamała Thatcher przetrącając kręgosłup ciągnącym Wielką Brytanię na dno socjalizmu związkom zawodowym. Główny oponent Cummingsa, prowadzący kampanię zwolenników pozostania w Unii Craig Oliver szef propagandy premiera Camerona, jeden z szefów BBC zarzuca brexitowcom prowadzenie toksycznej polityki, dzielnie kraju, rozpalanie namiętności. A przecież mogło być tak jak dawniej, po staremu. Zapomniani poumieraliby sobie w zapomnieniu i wszyscy mieliby święty spokój. Najwyżej gdzieś padłyby kolejne lokalne biznesy, a ich właściciele i pracownicy staliby się jałmużnikami uzależnionymi od państwowego socjalu. A tu cyniczny Cummings i prymitywny Farage wszystko zepsuli.

To postrzeganie obywateli, mechanizmów społecznych jest wciąż obecne. Pewnie już nie na Wyspach, ale po drugiej stronie Kanału. Tam gdzie dzień w dzień tłuka się na ulicach francuskich miast i w samej Brukseli. „ Nie potrzebujemy Komisji Europejskiej. Nie potrzebujemy europejskich sądów. Nie potrzebujemy tych wszystkich instytucji i ich władzy – mówił Farage w swym ostatnim wystąpieniu w Parlamencie Europejskim. – Mam nadzieję że to początek końca tego projektu (Unii Europejskiej). To zły projekt. On nie jest niedemokratyczny. Jest antydemokratyczny. Daje przywileje, daje władzę ludziom, którzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności.. W Europie, w Ameryce, gdzie indziej toczy się historyczna bitwa. Globalizmu z populizmem. Możecie brzydzić się populizmem, ale powiem wam zabawną rzecz. On staje się coraz bardziej popularny i daje wielkie korzyści…Nigdy więcej traktowania z wyższością.