Tracimy wielkie rynki na Wschodzie
Cezary Kaźmierczak 07.03.2015

Jednym z głównych kierunków agresji propagandowej Moskwy – obok niezwyciężonej Armii Czerwonej, o czym pisałem już – są rzekomo wielkie, gigantyczne rynki zbytu na Wschodzie, które w skutek nieodpowiedzialnych działań rządów tracą państwa z Europy.

Jest to oczywista brednia, w którą wierzy jedynie mniej ogarnięta część PSL, czyli ta od niejakiego Jarubasa, lemingi i kuce oraz ludzie zupełnie nie interesujący się gospodarką – Rosjanie bowiem są mistrzami w rozpowszechnianiu swoich fałszywych memów wśród ludności.

Zacząć należy od tego od tego, że wielkość na mapie świata nijak się ma rzeczywistej siły gospodarczej. Nawet przed agresją na Ukrainę była to gospodarka rozmiarów Hiszpanii. Teraz po spadku PKB w 2014 i prognozowanym jeszcze większym 2015 (szacunki mówią o -5%) – najprawdopodobniej zbliży się wielkością do Meksyku. Dodać przy tym należy, że jest to gospodarka niezwykle prymitywna, która w połowie opiera się na wydobyciu i sprzedaży nieprzetworzonych surowców, których cena obecnie gwałtownie spada.

Jeśli chodzi natomiast o dochód per capita – Rosja ze swoimi 20 tysiącami dolarów (a teraz znacznie mniej po padaczce rubla) lokuje się na około 45 miejscu na świecie, a gdybysmy odjęli przychody z ropy i z gazu, z których zwykły Iwan na bardzo małe lub wręcz żadne pożytki – wówczas Rosja ląduje w grupie najbiedniejszych krajów światach w okolicach 80-100 miejsca.

W siłę rosyjskiej propagandy wierzy nawet część zachodnich polityków. Sankcje przeciw Rosji były pomyślane jako wykręcenie jednej ręki Putinowi, żeby się zastanowił. Okazało się, że te “delikatne ostrzeżenie”, to dla rosyjskiej gospodarki, ostre rzucenie o ziemię. Sytuacja makroekonomiczna w Rosji wygląda bardzo źle. Dobrze i szczegółowo opisał to Jerzy Rutkowski w Obserwatorze Finansowym. Zainteresowanym polecam. Słowem “połnyj pizdźiać”,  jak mawiają Rosjanie.

A teraz spójrzmy cóż to takiego my niby na tym Wschodzie tracimy, że według kandydata Jarubasa, aktorki wynajętej przez Milera oraz paru innych planktonowych kandydatów, powinniśmy w zasadzie poddać się Moskwie?

Otóż całkowity udział polskiego eksportu do Rosji w całym polskim eksporcie to w roku 2014 zaledwie 4,3% (rok wcześniej gdy mieliśmy rzekomo poprawne stosunki było to 5,3%). Większym partnerem handlowym dla Polski są malutkie Czechy (10,3 mld USD) niż “wielka” Rosja (7 mld USD).

Może niech kandydat Jarubas ogłosi w swoim programie, że “kluczowy i strategiczny” jest nasz eksport do Włoch (7,4 mld USD) lub Holandii (6,8 mld USD). Bo są to zbliżone wielkością do “niezmierzonych rosyjskich rynków zbytu” – rynki.

Najwięcej do Rosji eksportowaliśmy czegoś, co Ministerstwo Gospodarki określa jako “Żywność i zwierzęta żywe” – to 14,6% naszego eksportu do Rosji o wartości 1,18 mld USD. Tu również kandydat Jarubas powinien poczynić pewne zmiany programowe i ogłosić na przykład Czechy (0,98 mld USD) czy Holandię (0,88 mld USD) naszymi “kluczowymi, niemierzonymi rynkami zbytu”.

Można tą żonglerkę cyframi mnożyć w nieskończoność. Wynika z niego jedno – Rosja jest dla nas bardzo mało atrakcyjnym partnerem handlowym. (Co innego oczywiście dla koncernów – a kto inny niby kupi jakąś “kolej magnetyczną” za gigantyczne pieniądze, których nie ma żadnych szans odrobić w 100 lat, jak nie Putin czy inny dyktator?)

Ministerstwo Gospodarki szacuje straty z tytulu eksportu do Rosji na 500 mln USD. Ale okazuje się, że raczej na tym zarobimy. Zewsząd dochodzą wieści, że polscy eksporterzy znajdują nowe rynki w Afryce i Azji i straty z tytułu utraty kierunku rosyjskiego zostały juz właściwie zniwelowane. Powtarza się z Gruzji – po agresji rosyjskiej i embargu – gruzińskie wino można było kupić w Tblilisi taniej niż wodę mineralną. W następnych 2 latach gruzińscy winiarze znaleźli odbiorców w USA i Europie i zarabiają znacznie więcej niż wcześniej.

Siła rażenia rosyjskiej propagandy jest jednak ogromna i wielu jej ulega. W sprawie “niezmierzonych rynków zybtu” jest ona mniejsza niż w przypadku “niezwycieżonej Armii Czerwonej”, która przy wydatkach na zbrojenia 70 mld USD – mniejszych niż Arabia Saudyjska 81 mld USD – została wykreowana na “drugą armię świata”, ale jednak trzeba to prostować. Właśnie zaraz zlecę stworzenie jakiegoś raportu na ten temat – obszerniejszego i głębszego niż wpis na blogu.

Od razu też się odniosę do zarzutu – że nie umiemy tam sprzedawać, co jest kolejną śpiewką propagandy. Zeby kupować trzeba mieć pieniądze – a jak głosi moskiewski dowcip w 2015 roku w Rosji o 1000 rubli wzrosła średnia płaca, czyli z 220 Euro do 180 Euro.