Trudne rozmowy z Zachodnimi mediami
Tomasz Wróblewski 31.07.2017

Bloomberg to twardy gracz na rynku mediów gospodarczych. Bywa, że stąpa po kruchym lodzie analizując i prognozując zachowania rynków. Chcąc – nie chcąc – wpływa na notowania walut czy papierów wartościowych. Tak długo, jak zachowuje bezstronność, unika konfliktu interesów i pilnuje, że wszystkie fakty są poprawne, bierzemy to za dobrą, bardzo dobrą monetę. Ale Bloomberg to też twardy gracz na rynku mediów politycznych. Nie po raz pierwszy pochyla się z troską nad naszą demokracją, chcą nie chcąc… no właśnie – nie chcąc czy chcąc wpływać na kurs naszej waluty i oceny agencji ratingowych?

 

W poniedziałkowym tekście Jonathana Stearnsa „Wschodnioeuropejskie rebelie wyznaczają nowe przeszkody Unijnym przywódcom” . Tekst jest w zasadzie zbiorem argumentów za odpaleniem 7 artykułu unijnego traktatu i ukarania Polski. Teoretycznie dotyczy wszystkich państw Europy Środkowej pogrążonych w  „ autorytarnym dryfie”, najwięcej uwagi autor poświęca jednak Polsce.  Cytując byłego komisarza unijnego dowodzi, że sankcje i obcięcie dotacji są najlepszym sposobem wymuszenia demokracji – „ To jedyne co oni rozumieją” . „Oni” to hurtem wzięci Węgrzy, Polacy, Słowacy, Rumuni i inni, którzy „odrywają się od mainstreamu”. Bloomberg przyznaje, że dotychczas unijne pogróżki nie miały większego wpływu na ekonomiczne notowania Polski, choć pojawiło się światełko w tunelu – Agencja kredytowa Moody’s wskazała na możliwe straty dla inwestorów jeżeli pogłębiać będzie się konflikt Warszawy z Brukselą.

Tekst nie udaje obiektywnego opracowania, ani nawet ekonomicznej depeszy. To raczej opinia.  Choć portal na jakim ją zawieszono i odniesienia do notowań walutowych, indeksów, czy wielkości wsparcia jakie Polska otrzymuje od UE, powodują, że ktoś  z łatwością może wziąć to za twardą  analizę dla inwestorów.  Również dla tych, którzy na co dzień nie obserwują notowań polskiej waluty, tylko szukają wyjątkowych okazji, możliwości kupna czy szybkiego zakładu dla jeszcze szybszego zysku. Obok apelu o jak najszybsze narzucenie sankcji na Polskę  znalazła się, wrzucona od niechcenia, niby przypadkiem,  informacja o notowaniach złotego.  Autor pisze, że choć Złoty wciąż ma doskonałe notowania to odnotował w zeszłym tygodniu największy spadek względem dolara,  od listopada („The zloty posted its biggest decline since November last week, though is still one of the best-performing currencies in the world this year”). Ktoś może odebrać to jako  sugestię, że skoro zaraz zaognią się relacje Kaczyńskiego z Junckerem czy Timmermansem to  Złoty znowu poleci w dół, jak tydzień wcześniej, albo i bardziej. Wniosek – kto żyw sprzedawaj,  albo graj na krótko, czyli na spadek.  Ten poprzedni tydzień, o którym piesze Bloomberg, zaczął się 24 lipca i dolar wyceniany był wtedy na poziomie 3,65 złotego. Tydzień skończył się 28 lipca i dolar wyceniany był na 3,61 złotego. Czyli poszedł w górę. Nieznacznie, ale jednak w górę. Może  Bloomberg pomylił tygodnie ? Może chodziło mu o czas ulicznej burzy i naporów?  Tydzień wcześniej, czyli  17 lipca dolar wyceniany był 3,65 a jak się tydzień skończył 24 lipca to wyceniany był na… 3,65 złotego. No, to jak –  chcąco czy niechcąco?

https://www.bloomberg.com/news/articles/2017-07-30/europe-s-eastern-rebels-expose-next-fault-line-for-eu-leaders