Tutsi realizują projekty Hutu
Cezary Kaźmierczak 15.03.2016

Nowa władza już na dobre umościła się w gabinetach i limuzynach. Po okresie moszczenia się – teraz zażywa władzy, a realną władzę – tradycyjnie po 100-dniowym przyczajeniu się – ponownie przejmują dyrektorzy departamentów ministerstw.

W Ministerstwie Finansów już przejęli. Kontynuowane są wszystkie złe i szkodliwe projekty Platformy pod nowym sztandarem politycznym. Nie ma żadnych własnych i nowych pomysłów – 8 lat namysłu w opozycji i kilkadziesiąt milionów złotych wydanych przez podatnika na opozycję po to, żeby przyszła do władzy z gołymi rękami! Wcześniej było podobnie – Platforma też rozpoczęła rządy z pustymi szufladami, mimo pobierania wcześniej pieniędzy podatnika na to, żeby tak nie było! Czy jest jakiś silniejszy argument przeciw finansowaniu partii politycznych z budżetu państwa?

Najpierw resort finansów przystąpił do realizacji sztandarowego pomysłu sektora bankowego, czyli eliminowania gotówki z obiegu. Żeby nie było złudzeń – plan dotyczy eliminacji zupełnej. Ograniczenie z 15 tys. euro do 15 tys. zł to tylko etap na drodze do całkowitej eliminacji gotówki. Sektor bankowy odrobił lekcję z „walki o prawa LGBT” i idzie tą samą drogą, krok po kroku rozszerzając granice – jak widać powyżej z sukcesami! Dla banków ma to znaczenie ekonomiczne – poszerzy im bazę klientów i wpompuje im w trzewia więcej pieniędzy.

Dla państwa też – państwo fiskalnie na tym straci, bo część transakcji gotówkowych nie przeniesie się do banku, a mimo to zostanie dokonana. Wzorem Kisiela zapytam: – I co, myślisz, się stanie, Kotku? Stanie się to, że te transakcje po prostu nie zostaną poparte fakturami, a co za tym idzie, również nie zostaną od nich odprowadzone podatki! Czyli w zasadzie tradycyjnie: państwo traci, obywatele są prześladowani, zyskują banki. Ale w tej drodze banków do wyeliminowania gotówki jest też coś znacznie bardziej niebezpiecznego. To gigantyczne zagrożenie wolności i zagrożenie totalitarne, jak wyeliminują gotówkę z użycia. W Skandynawii są już blisko. Jest to groźba konfiskaty części lub wszystkich pieniędzy przez rząd – co będzie bardzo łatwe i będzie świerzbiło władzę – oraz groźba dorwania się do władzy jakiegoś Stalino-Hitlera i totalnej inwigilacji każdego. Tego powinniśmy się bać, a nie, że w wyniku głupoty rządzących nieznacznie spadną wpływy do budżetu i nieznacznie wzrosną wpływy banków.

Oczywiście wszystko to jest podawane w sosie walki z szarą strefą i wyłudzeniami podatkowymi. Problem tylko w tym, że jest to mało zgodne z prawdą. Największe wyłudzenia podatkowe w Polsce bowiem – VAT (ok. 50 mld zł rocznie) czy CIT (ok. 46 mld zł rocznie) są dokonywanie w 100 proc. przelewami! Nie słyszałem, by VAT wyłudzano gotówką czy żeby ktoś wywoził pieniądze z CIT za granicę w walizkach. Wszystko przelewami!

Obok tego niewydarzonego pomysłu planowany jest kolejny pasztet z zapasów po ekipie PO. Mianowicie „Klauzula obejścia prawa”. Też oczywiście pod powyższymi szczytnymi hasłami. Kto jest chętny założyć się ze mną, że w najbliższej kadencji ofiarą owej klauzuli będą wyłącznie małe i średnie firmy, i nie zostanie nią dotknięta żadna korporacja? Jest ktoś chętny? Mogę też przyjmować zakłady wielokrotne. Klauzula obejścia prawa podzieli los sławetnych cen transferowych, które miały ukrócić proceder wystawiania wysokich faktur przez centrale i transferowania zysków z Polski. Bezwzględna regulacja, która miała zatrzymać wypływ pieniędzy z Polski. No i wydano – zdaje się – trzy postanowienia w tej sprawie: wszystkie dotyczyły… sadowników z Grójca. Teraz będzie to samo.

Zatem ciągłość władzy została zachowana. Nowa władza już nawet zaczyna mówić językiem dyrektorów departamentów. Ostatnio od ludzi, którzy jeszcze do niedawna mówili, że uwolnią polskich przedsiębiorców od biurokracji, usłyszałem, że „nie ma prostego prawa w Unii Europejskiej”. Widocznie są dwie UE – ta, w której jest Dania, Estonia czy Irlandia, i ta, w której jest Polska! W międzynarodowych rankingach w tym zakresie zawsze jesteśmy w trzeciej dziesiątce w UE! Nie rozumiem też, jak można wydzierać się na wiecach przeciw „regulacjom Brukseli”, a następnie dodawać do regulacji brukselskich drugie tyle krajowych!

Podobno też „nie ma prostych podatków” – jak oświadczył mi niedawno dumny z siebie funkcjonariusz partii rządzącej. Na moją uwagę, że podatek rolny czy podatek Belki jest prosty i występuje w Polsce, i wszystkie inne podatki mogłyby też tak wyglądać – zmieszał się i zaczął bełkotać, że „to nie jest takie proste”. Ale odmówił wytłumaczenia dlaczego, mimo że deklarowałem, że chętnie się dowiem, mam czas i szybko się uczę.

Jedno tylko jest proste. Minister Kowalczyk oświadczył ostatnio, że „obniżenie podatków jest dobrym pomysłem, ale nie w tej chwili”. To już zdążyliśmy zauważyć. Jedyną dobrą chwilą na uproszczenie prawa, uproszczenie podatków czy ograniczanie biurokracji jest kampania wyborcza.

***
Felieton ukazał się we WPROST

Fot. Kancelaria Premiera/ na lic. Creative Commons/ flickr.com