Ubezpieczenie od głupoty
Jerzy Marek Nowakowski 09.03.2020

Wyobraźmy sobie, że dwie polskie rodziny, z czwórką małych dzieci, wybrały się na wczasy, gdzieś w północnej Afryce. Do ośrodka wczasowego wdzierają się terroryści i porywają Polaków. Następnie informują, że zabiją wszystkie dzieci o ile nie otrzymają okupu. Skromnego, ot dwa miliony dolarów. Wszystkie telewizje od rana do wieczora podają informacje o tych rodzinach. Są wywiady z krewnymi i znajomymi, rząd powołuje specjalną grupę kryzysową. MSZ mobilizuje konsulów, wysyłamy negocjatorów. I – oficjalnie zaprzeczając – szybko i sprawnie państwo płaci okup. Następnie rodziny powracają do Polski, wysłanym po nich rządowym samolotem. Witają ich ministrowie, przyjmuje Prezydent, następny tydzień wszystkie media są pełne wywiadów, o tym co jedli, jak się czuli w niewoli itd.

 

A teraz – tu już nie musimy wysilać wyobraźni – takie same dwie rodziny, mają czworo dzieci, chorych na rzadką chorobę. Operacja (czy cykl leczenia) jednego dziecka kosztuje półtora miliona złotych. I zrozpaczone rodziny poprzez fundacje, facebooka, przez znajomych zbierają pieniądze. Nie udzielają wywiadów niczym bohaterowie poprzedniej historyjki, zwykle muszą się upokarzać opowiadając publicznie o mniej lub bardziej intymnych szczegółach swojego życia, bo wówczas szansa na sukces zbiorki rośnie. Brukowce gdzieś fotografują jedną z mam z drogą torebką… i od razu jest fala hejtu; „oszuści, naciągają nas, na biednego nie trafiło”. A koszty leczenia są sporo mniejsze od okupu, który bez mrugnięcia powieką i ze społeczną aprobata zapłacilibyśmy terrorystom.

Dyskusja o miliardach z naszych podatków, które mamy wydać na publiczne media, lub jak chciała tego opozycja, na leczenie onkologiczne, powinna skłaniać do tego rodzaju eksperymentów myślowych.

W gruncie rzeczy jest to pytanie o to, czego oczekujemy od państwa. Skażenie socjalizmem sprawia, że większość Polaków oczekuje od państwa wszystkiego. Obawiam się, że na pytanie „czy rząd powinie ustalać ceny pietruszki?” spora część rodaków by odpowiedziała – „tak, oczywiście”. A niemało jest takich, co sądzą, iż władza te ceny ustala. Wygodna i sensowna zmiana nakazująca Urzędom Skarbowym obliczanie naszego PIT-u zmartwiła mnie ze względów społecznych. Konieczność złożenia zeznania podatkowego uświadamiała obywatelom, że państwo ma tylko tyle pieniędzy ile nam zabierze w formie podatków. Kowalski zatrzymany przez policjanta mógł spokojnie wyciągnąć swój PIT i powiedzieć „hola, hola to ja cię utrzymuję, twój mundur i twoja pensja zostały kupione za te konkretne pieniądze, oczekuję od ciebie pomocy a nie bycia panem władzą”. Teraz już o tym nie pamięta, bo znów zarabia tyle ile dostaje netto, o podatkach nie pamiętając.

Państwo grabi nas niemiłosiernie. W przybliżeniu połowę swoich dochodów oddajemy budżetowi w postaci różnego rodzaju podatków. W zamian oczekujemy w gruncie rzeczy jednego – bezpieczeństwa. Bezpieczeństwa rozumianego jako obrona granic i policja. Ale także – a może nawet przede wszystkim – jako pewności, iż umowy spisane zgodnie z prawem będą wykonywane, iż sądy będą działać sprawnie i sprawiedliwie, że złożone w banku pieniądze nie przepadną a w razie zagrożenia naszego życia czy zdrowia otrzymamy wsparcie instytucji państwowych.

Ten ostatni przypadek to właśnie historyjka opowiedziana na początku. Mamy na świecie z grubsza dwa modele opieki zdrowotnej. Amerykański, w którym służba zdrowia jest całkowicie prywatna, a obywatel musi sam troszczyć się o opłatę ubezpieczenia lub odkładać pieniądze na zapłacenie za leczenie, oraz skandynawski z publiczną służbą zdrowia i obowiązkową, bardzo wysoką składką podatkową. W Polsce mamy teoretycznie model skandynawski. Teoretycznie, bo chroniczne niedoinwestowanie opieki zdrowotnej sprawia, że system jest kompletnie niewydolny.

Warto dodać dwie uwagi. Po pierwsze postęp w medycynie sprawił, że leczenie jest coraz droższe. Po drugie ten sam postęp doprowadził do ogromnego wydłużenia życia. A ludzie starsi czy wręcz starzy chorują częściej i na bardziej skomplikowane choroby. Problemy ze sfinansowaniem procedur medycznych ma cały świat. Nie bez powodu socjalista Sanders okrętem flagowym swojej kampanii wyborczej w USA uczynił wprowadzenie powszechnych ubezpieczeń zdrowotnych. Kłopoty mają zarówno bogaci Skandynawowie jak Brytyjczycy czy Hiszpanie. Nasi rządzący odpowiadają, nie bez racji, że aby więcej pieniędzy włożyć w opiekę zdrowotną musieliby podnieść składkę (czyli podatek). A i tak na wszystko by nie starczyło.

Jedynym zadaniem państwa jest zagwarantowaniem obywatelom bezpieczeństwa. Na najbardziej kosztowne procedury medyczne stać w Polsce mniej więcej 20 tys. ludzi. Tylu zgodnie z oficjalnymi danymi dysponuje gotówką w wysokości miliona złotych. W pozostałych wypadkach musimy liczyć na państwowe lub prywatne ubezpieczenie. Tylko to prywatne jest opodatkowane dwa razy. Opłacamy je z dochodu netto, a sama usługa medyczna jest kolejny raz opodatkowana jako prywatny biznes. Poza tym gdy prywatne ubezpieczenie ma obejmować najbardziej kosztowne procedury np. onkologiczne to kosztuje tyle, że przeciętnego obywatela na nie nie stać. Tenże przeciętny obywatel wściekłością reaguje na jakiekolwiek próby wprowadzenia opłat za niektóre usługi medyczne, nie mówiąc już o ich prywatyzacji.

Pytanie brzmi, czy ktokolwiek z polityków zdecyduje się na powiedzenie, ze król jest nagi i należy zrezygnować z mitu darmowej służby zdrowia na rzecz zasady częściowej odpłatności za podstawowe usługi medyczne. Jesteśmy na tyle zamożnym społeczeństwem, że 10 złotych za wizytę u lekarza nie zrujnuje nawet bardzo biednej osoby, że opłacenie wyżywienia w szpitalu także nie przekroczy możliwości chorego a to są wydatki które pochłaniają sporą część naszych składek ubezpieczeniowych.

Jest hańbą skazywanie na śmierć (albo męczarnie – nie wiem co gorsze) dziesiątek tysięcy ludzi. Ostatnio usłyszałem opowieść lekarza pracującego w hospicjum, który usłyszał od kolegów, iż jednemu z chorych nie ma sensu podawać leku bo i tak jest umierający. Każdy z nas pewnie słyszał o demoralizujących dylematach lekarzy czy drogi lek podawać stojącemu nad grobem starcowi czy zachować go na leczenie kogoś młodszego z lepszymi rokowaniami. Obecny system utrzymać się nie da. Dosypanie miliarda czy dwóch do systemu to leczenie raka aspiryną. Konieczna jest odwaga polityków, zamiast udawania, że „państwo daje” darmowe leki czy darmowe leczenie, ktoś musi powiedzieć, że anginę czy przeziębienie musimy leczyć za swoje pieniądze a w zamian instytucje państwowe gwarantują, że w sposób najlepszy na jaki pozwala medycyna będą chronić obywatela przed ciężkim kalectwem i przedwczesną śmiercią. Zarówno płacąc pielęgniarkom i lekarzom tyle, by najlepsi nie uciekali z Polski jak w razie potrzeby opłacając leczenie za granicą i gwarantując dostęp do kosztownych leków czy procedur.

Podatki we współczesnym świecie są swego rodzaju opłatą ubezpieczeniową. I tak powinni je traktować politycy. Na razie zachowują się jak zły ubezpieczyciel, który po rozbiciu samochodu stara się wmówić klientowi, że to lekka stłuczka. Pomaluje się, zaszpachluje i będzie jak nowy. Cały system podatkowy w Polsce przypomina właśnie Volkswagena, którego „niemiecki emeryt z płaczem sprzedawał”. Zamiast gwarantować bezpieczeństwo funduje nam za nasze pieniądze Zenka w telewizji.

Teraz proponuje jeszcze jeden eksperyment myślowy. Oto wyobraźmy sobie, że żyją Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski. Obaj Panowie udają się do dowolnej stacji telewizyjnej proponując „Kabaret starszych Panów”. Dokądkolwiek by przyszli to włodarze stacji telewizyjnych by ich zabili śmiechem. To samo spotkałoby najpewniej twórców radiowego „60 minut na godzinę”. No chyba, żeby mieli właściwe polityczne poparcie. To wtedy mogliby robić (emitowane o drugiej w nocy) ambitne programy.

A skoro o telewizji mowa. Tak, telewizja publiczna jest potrzebna. Ale skoro płacimy na nią podatki to darujmy sobie „Sylwestry w Zakopanem”. Z publicznych pieniędzy róbmy to, czego nie zrobią telewizje komercyjne. Wyślijmy korespondentów w ważne miejsca świata, opłaćmy porządne filmy dokumentalne, pokażmy (co robi od czasu do czasu TVP Kultura) wybitne filmy fabularne, zamiast powielać głupkowate „Tańce z…” spróbujmy tworzyć własne formaty ambitnej rozrywki. Obrona przed głupotą to też forma zapewniania bezpieczeństwa. Jeżeli rząd chce mieć kanał informacyjny to niech go ma. Ale płacenie z podatkowych pieniędzy na Jedynkę i Dwójkę to zwyczajne okradanie obywatela.

Koronawirusowa histeria i dyskusja o dwóch miliardach na telewizję powinna być okazją do rozsądnej dyskusji o ratowaniu systemu opieki zdrowotnej i o zadaniach publicznych mediów. Zamiast tego dostajemy na razie chorobliwą dawkę demagogii i obietnic bez pokrycia. A król nie tylko jest nagi. Wbrew narracji o globalnym ociepleniu szczęka zębami z zimna.