UExit. Kiedy Unia wyjdzie z siebie
Dariusz Matuszak 21.02.2020

Polexit – kraczą, kraczą, aż wykraczą. Tak jakby nie znali powiedzenia „Nie wywołuj wilka z lasu”. To będzie samospełniająca się przepowiednia.

 

Polska nie wyjdzie z Unii sama z siebie. To raczej Unia sama z siebie wyjdzie. Z nami będzie trochę tak jak z Kirgistanem, który prawie bez żadnego własnego udziału opuścił Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Oczywiście nie porównuję Unii Europejskiej do sowieckiego reżimu. Chodzi raczej o procesy, mechanizmy, strukturalną niezdolność do zreformowania się, chaos i biurokratyczną zapaść molocha, który chce sterować każdym aspektem ludzkiego życia i każdą ze swych peryferyjnych prowincji i w końcu upada pod ciężarem własnej niemożności.

Proces ten ze strony Polski, na miarę swych bardzo skromnych możliwości, przyspieszą ci, którzy teraz Polexitem straszą i wykorzystują to w propagandowej walce. Dlaczego? Po pierwsze przeniosą nasze polskie konflikty do Brukseli, i sprawią, że wyznawca PiS będzie miał jeszcze jednego wroga – nie tylko opozycję, ale i unijne towarzystwo.

Niezależnie od tego jak kto ocenia reformę sądownictwa Ziobry i kto ma rację, to mniej więcej połowa (wyborcy PiS), a może i większa część Polaków będzie miała przekonanie, że oto nasi politycy jeżdżą tam – do stolicy imperium i donoszą na swój własny kraj. Żadne zaklinanie, że Unia to my nie pomoże, bo to gadka dobra dla urzędników, partyjnego aparatu, mediów i intelektualistów. Tożsamości, a już zwłaszcza narodów, nie zmienia się w dziesięć lat. Tak samo jak hierarchii lojalności. Więzów się tak nie zrywa. Dla wielu z tych, którzy mieli doświadczenia z polskim wymiarem sprawiedliwości pomysł zatrzymania zmian, czy też nawet całkowitego rozwalenia dotychczasowego systemu może wydawać się abominacyjny. O ile do tej pory mieli do czynienia z polskim bezprawiem i to nasze państwo, jego służby były tego bezprawia i bezduszności ucieleśnieniem, o tyle teraz wroga poszuka sobie także w Brukseli.

Wyobraźmy sobie kogoś złupionego i doprowadzonego do bankructwa przez komornika, kogoś kto w wyniku latami ciągnących się spraw stracił wszystko, albo tylko bezdusznie został potraktowany przez jakiegoś sędziego. Do tej pory jego wrogiem było państwo polskie, nasz swojski rodzimy system. Teraz po interwencjach w Brukseli, próbach obrony dotychczasowego układu ona też się nim stanie. Przyczyną nieszczęść. A na dodatek jest obca. Piszę o uczuciach, emocjach, postrzeganiu rzeczywistości, a nie racjach, prawdzie obiektywnej. Potem eksperci będą mogli sobie paternalistyczne ględzić o tych, którzy nie rozumieją czym jest jakaś tam abstrakcyjna sędziowska niezależność podstawy państwa prawa. Żaden setny występ szanowanego profesora prawa nie pomoże.

Albo dajmy na to siada sobie taki zwykły polski obywatel, słucha i ogląda. I słyszy i widzi w tym swoim telewizorze: Unia marszczy brwi, Unia grozi paluszkiem, Unia przygląda się i nakazuje, zakazuje i co ona tam jeszcze robi. A wszystko to w obronie praworządności w Polsce. A potem ten sam obywatel widzi obrazki z Francji – cotygodniowe pałowanie na ulicach. Szczególnie malownicze są bratobójcze bitwy policji ze strażakami. Po jednej i drugiej stronie chłopy na schwał, w zbrojach, w pełnym rynsztunku. Z niecierpliwością czekam na to jak strażacy wytoczą swe wozy bojowe – sikawkowe, zaczną używać gaśnic, toporków, bosaków i co oni tam mają na wyposażeniu. Tu nie wystarczy psiknąć gazem, a nawet strzelić z gumowego pocisku w głowę, którą hełm osłania. To nie to samo co tłuc podstarzałych związkowców, albo jakichś studencików na bezradnych nóżkach.

Serial „Największe Europejskie Bitwy XXI Stulecia” wyświetlany jest od ponad roku i szykowane są kolejne odcinki. I tak sobie patrzy na to nasz obywatel z tapczanu w M-4 i słucha o europejskich wartościach. W telewizorze powiedzą mu jeszcze, że Jego Patetyczność Emanuel I „Micron” wygłosił coś podniosłego. To już nie będzie dysonans poznawczy. To będzie już całkowity rozjazd zmysłów i rozumu. Z jednej strony słyszysz o potrzebie ochrony konstytucji, niezawisłości, szacunku dla jakichś tam trybunałów i prawniczych autorytetów, a z drugiej widzisz policjantów szarżujących na sędziów w siedzibie francuskiego Sadu Najwyższego, albo jakiegoś w Lyonie. I scenki pokazujące jak sędziowie, adwokaci rzucają swe togi, czy jak mówi Gersdorf przedszkolne fartuszki pod nogi oficjelom Macrona. Jak sobie Szanowni Państwo myślą – co sobie myśli Bogdan siedząc na swym tapczanie „Emilka” w bloku Osiedla Pokoju w Radomiu. Wam się zdaje, że on przestanie kochać posła Suskiego, bo komisarz Jourova coś powiedziała? – A poszła mi won, bo psami poszczuję – wrzaśnie

Co sobie myślą wszyscy leśnicy, stolarze, drwale gdy rozmawiają przy wycinaniu lasu, albo ci, którzy są w jakikolwiek sposób związani z budową kanału przez Mierzeję Wiślaną – inżynierowie, projektanci, kierowcy, robotnicy, czy okoliczni mieszkańcy, którzy dowiadują się, że tam w Brukseli ktoś ma decydować czy mamy rżnąć i kopać, czy też nie.

Każdy nasz konflikt wyniesiony do Brukseli zaczyna mieć inny – tak pewnie wytęskniony – europejski wymiar. Do tej pory Polskę krojono nam – my plemię dobrej zmiany kontra oni plemię totalnej opozycji. Teraz do układanki doszło jeszcze jedno – obce, unijne plemię. Ja nie mam wątpliwości, że prędzej czy, później wielbiciele PiS swymi gorącymi uczuciami będą obdarzać nie tylko opozycje, ale także jej unijnych sojuszników

E, wy co tam biegacie z donosami do Brukseli. Róbta tak dalej, a wreszcie okaże się, że macie racje. Wyznawcy PiS nie będą chcieli Unii. To dopiero sukces odniesiecie. I nie pomogą tu żadne zaklęcia o europejskich wartościach, o sumach bajońskich do Polski płynących, bo i tak zwycięży lojalność plemienna.

Opozycja dokonała jeszcze jednej niezwykłej rzeczy. Oto skierowała oczy naszych obywateli na to, co się tam w tej Brukseli, czy Strasburgu wyprawia. Żylibyśmy sobie w błogiej nieświadomości, tego co oni sobie tam ględzą i co uchwalają, bo nasza chata skraja, więc nas to nie obchodzi. A tak to zanieśli nasze polskie, a właściwie europejskie posłannictwo do Unii i Polacy zaczną się przyglądać. Zobaczą chaos i bezbrzeżną głupotę, ale także podwójne standardy, łamanie traktatów, własnych zasad oraz demokracji i praworządności, którymi kto żyw w Brukseli gębę se wyciera. Poruta i nieróbstwo. Dowiedzą się o niejakim Griveaux, który był rzecznikiem francuskiego rządu, prawą ręką Macrona, co to się masturbował, występy nagrywał i taki zadowolony film paniom słał. Pornosy w sieci udostępnił rosyjski dysydent i jakiś tam artysta Piotr Pawlenski. Rosjanie go wsadzili, a potem puścili, to do Francji w 2017 roku wyjechał i tam uzyskał status uchodźcy politycznego. No to teraz tego Pawlenskiego wsadzili Francuzi. Dobre co? To się nadaje na oddzielną opowieść.

Oczywiście to jakiś skrajny przypadek nie do końca z unijnym dziadostwem związany. Ja mówię tylko, że im bardziej opozycja będzie z tą Unia kombinować, tym bardziej my będziemy jej się przyglądać i wreszcie i takie rzeczy zobaczymy. Obejrzą sobie nasi obywatele te wszystkie głupiutkie posłanki Zielonych w czasie ich popisów na sesjach Parlamentu Europejskiego. Zobaczą sobie kłamcę Biedronia, albo Spurek mówiącą o gwałceniu krów i o tym, że schabowy to powinien dwa razy więcej kosztować i pomyślą, że takich niedorzeczności to nawet w polskim Sejmie nie uświadczysz.

Weźmy sobie np. taką parę (za żadne skarby bym nie brał) – przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen i przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel. Ona najbardziej nieudolna minister w rządzie Merkel i najgorszy szef resortu obrony w powojennych Niemczech, on najbardziej nieudolny szef najbardziej nieudolnego rządu Europy. Skąd to wiemy? A po owocach poznaliśmy. Oczywiście można sobie pofilozofować. Czy można być nieudolnym niepremierem nieistniejącego rządu, tak jak to było w przypadku Michela. Kiedy w grudniu 2018 rozpadła się koalicja i upadł rząd, którego premierem był, Król Belgów Filip I powierzył mu funkcję zarządcy administracyjnego, czy jak tam tą funkcję niepremiera sobie nazwiemy. Belgia miała się doczołgać do majowych wyborów no i dopełzła. Po tej elekcji Michel pełzł dalej i miał sklecić rząd, czego oczywiście nie zrobił, ale dostawał wciąż prolongaty i do 1 grudnia sobie jako taki niby szef nieistniejącego rządu trwał. A potem płynnie po Donaldzie Tusku przejął przewodniczenie Radzie Europejskie. Belgia do dziś rządu nie ma bo od 1 grudnia kilku niepremierów zrezygnowało z misji stworzenia gabinetu. (To nawet napawa jakimś optymizmem. Może rządy w ogóle nie są nam potrzebne. Belgowie swego czasu nie mieli go przez 4,5 roku. Teraz od 15 miesięcy.)

I oto ta para – von der Leyen i Michael teraz Unią Europejska kieruje. Jakimi to nadzwyczajnymi talentami wykazał się Michael, który nie potrafił jednoczyć swojej Belgii, by teraz jednoczyć nam Europe, hę? Naiwnością jest sądzenie, że teraz nie doprowadzą do jakiejś kolejnej zapaści, katastrofy, że coś im się w rękach nie rozsypie. I że skoro już Polacy tej Brukseli się przyglądają to ich nieogarniętej niemożności jednak nie dojrzą. My jesteśmy tylko częścią tej układanki. Co sobie tam Katalonia, której posłów Parlament Europejski mandatów pozbawił, myśli, to ja nawet myśleć nie chcę. Albo Francuzi, których 65% uważa, że ich kraj – taki jaki znają – w ciągu 20 lat upadnie. Tak, tak – 65% sądzi, że coś co nazywają francuską cywilizacją przestanie w swym dotychczasowym wymiarze istnieć. A niby czemu nie? Mogły sobie Rosja, Imperium Osmańskie, czy Austro-Węgry zniknąć, to i Francja sobie zniknąć może. (Polecam książkę Normana Davisa „Zaginione Królestwa” i monumentalne dzieła Edwarda Gibbona – „Zmierzch Cesarstwa Rzymskiego” i „Upadek Cesarstwa Rzymskiego”. Niespecjalnie związane z tematem, o którym piszę, ale akurat przypomniały mi się).

O chaosie, bezmyślności, biurokracji, bezprawnym zawłaszczaniu kolejnych dzierżaw pisałem wielokrotnie i nie będę się tutaj więcej na ten temat rozwodził. I tak nie przykryję opowieści o wiekopomnych Unii zasługach. Twierdzę jedynie, że Polacy coraz częściej będą dostrzegać jej póki co nienaprawialne wady i zdadzą sobie sprawę, że jej krytyka w Europie jest już powszechna. A akcje opozycji tylko wyostrzą wzrok i słuch Polaków. I to jakoś jest tam dobre, choć wbrew intencjom eurogorliwców. Skoro już tak gonimy tę Europę to dogonimy ją i w poziomie eurosceptycyzmu, zwłaszcza, że zaczynają się kończyć kochane unijne pieniążki. W Polsce nie wydarzy się pewnie nic takiego co miałoby sprawić, że w jakimś szaleńczym zrywie, a może rozsądku doprowadzimy do Polexitu. Nie, to będą powolne ruchy rozsadzające, robaczkowe, a nawet frykcyjne takie jakie mają miejsce w całej Europie. Aż znów gdzieś, w jakimś kraju członkowskim coś pęknie, tak jak w Wielkiej Brytanii i wtedy wszystko nabierze przyspieszenia. A do tego doprowadzą ci, którzy chcą umacniać władztwo stolicy imperium Brukseli nad jego prowincjami.

Dziś Polacy są w czołówce euroentuzjastów. Poparcie dla Unii ma jakoby wciąż rosnąć. Ja twierdzę, że to ułuda. Ślepota na to co tam bulgoce pod gładką powierzchnią. Czy jeśli opozycji uda się przekonać Brukselę do stanowczej obrony praworządności w Polsce i eurokraci obetną nam kochane unijne pieniążki to zwiększy to nasz euroentuzjazm, czy też raczej nie?

Na koniec proponuję więc pewne ćwiczenie intelektualne, albo na wyobraźnię. W dwóch wariatach dla zachowania równowagi emocjonalnej. Pierwszy wariant to taki, że prezydent Duda wygrywa wybory i PiS tak jak tam potrafi, dalej rządzi, a opozycja dalej tam swoje wyprawia. I drugi wariant taki, że to kandydat opozycji zostaje prezydentem. W PiS jak to u nich, wszyscy wszystkich obwiniają o porażkę, gryzą się ze sobą, wszystko się rozsypuje i mamy przedterminowe wybory. Wygrywa je opozycja i pod światłym przewodnictwem PO zaczyna rządzić. I tu dochodzimy do naszego ćwiczenia. Wyobraźmy sobie, że w Europie dochodzi do takiego kryzysu jak dziesięć lat temu – załamuje się kompletnie gospodarka jakiegoś kraju – tak jak wtedy Grecji. Kandydatów nie brakuje. Zagrożona jest strefa euro i dlatego Unia tworzy specjalny fundusz dla ratowania Grecji i strefy euro. Wtedy – w 2011, by Unia uskładała 200 miliardów euro, dorzuciliśmy swoją składkę – dwadzieścia kilka miliardów złotych, jako niby pożyczkę (może ktoś poformowałby spracowany polski lud, czy odzyskał już te swoje pieniądze, czy nie). Czy Anno Domini 2020 którykolwiek rząd, jakikolwiek – w dowolnej konfiguracji odważyłby się, tak jak rząd Tuska wpłacić kolejne dwadzieścia kilka miliardów na ratowanie strefy Euro, czy jakiegoś tam innego kraju, (tak naprawdę to banków napakowanych toksycznymi obligacjami). Jak na propozycję zrzuty zareagowaliby Polacy? No właśnie.