Układ zamknięty
Robert Gwiazdowski 06.05.2014

Sprawiedliwość jest ostoją mocy i trwałości Rzeczypospolitej. W imieniu Rzeczypospolitej pani sędzia Dorota Sośnicka-Gurbiel uznała za winnych zarzucanych im czynów Lecha Jeziornego i Pawła Reya – na kanwie historii których powstał film Układ zamknięty.

Nie jestem adwokatem żadnego ze skazanych. Nie znam całości akt sprawy. Ale jeśli są oni rzeczywiście winni – jak orzekła pani sędzia – to wyrok (dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata) jest niewspółmierny.

Uzasadnienie wyroku pani sędzia zaczęła dość freudowsko – od stwierdzenie, że nie pisał go układ zamknięty, tylko ona sama. Dlaczego sądzę, że freudowsko? Bo się dowiedziałem, że to ona sama orzekała 10 lat temu w sprawie aresztu tymczasowego wobec niektórych podejrzanych w tej sprawie! A to właśnie zastosowanie tego aresztu, po bestialskim sposobie zatrzymania, nadało tej sprawie „filmowy” wymiar.

Trzeba być doprawdy pewnym własnej świętości, żeby w takich okolicznościach nie wyłączyć się z orzekania w sprawie. A jako, że sprawa toczyła się w Sądzie Rejonowym dla Krakowa Nowej Huty, w którym orzeka także żona pana prokuratora Andrzeja Kwaśniewskiego, może właściwym byłoby wystąpienie do Sądu Najwyższego o przekazanie sprawy innemu sądowi? Zwłaszcza po premierze filmu, który dodatkowo rozgrzał emocje? Owszem termin premiery – przed wyrokiem nie był fortunny. Ale oskarżeni nie mieli na to wpływu. Może filmowcy pracowali zza szybko? A może sąd pracował za wolno? Ale skoro już się tak stało, to może pani sędzia, która, jak widać po ustnym uzasadnieniu wyroku, ma z tym psychiczny problem, a która wcześniej „klepnęła” mężowi koleżanki z pracy areszt tymczasowy, powinna się jednak była wyłączyć? A już na pewno nie powinna zaczynać uzasadnienia tak, jak zaczęła – bo tylko pogorszyła sytuację.

Podobno w ustnym uzasadnieniu wyroku pani sędzia plotła jeszcze, że nie mogło dojść do wykupu menadżerskiego bo kupujący „miał za mało pieniędzy i za mało menadżerów (sic!) a kierowało nim męskie ego”! Ciekawe czy potwierdzi to w uzasadnieniu pisemnym, bo ja ze swoim ego to się będę bał pojechać do Krakowa.

Poniżej mowa końcowa Lecha Jeziornego:

Załącznik do protokołu rozpraw

/fragmenty/

A. WSTĘP

Wysoki Sądzie!

Mowę końcową chciałbym zacząć od tego co powiedziałem na pierwszym i jedynym spotkaniu z prokuratorem Kwaśniewskim – w dniu zatrzymania 25 września 2003 roku.

Chciałbym, po 10 latach, powtórzyć: jestem przemysłowcem i przedsiębiorcą, a nie przestępcą gospodarczym.

Cóż dzisiaj znaczą te słowa w kontekście aktu oskarżenia, w kontekście tego 8-letniego postępowania?

Znaczą dwie rzeczy:

– że zarówno na początku procesu jak i na jego zakończenie mam czyste sumienie, ponieważ nigdy w swojej działalności nie podejmowałem działań sprzecznych z prawem i nie działałem na szkodę kogokolwiek – ani osób ani podmiotów gospodarczych;

– te słowa znaczą też, że nigdy nie musiałem przyjmować żadnej tzw. linii obrony, poza jedną: mówieniem i ujawnianiem prawdy.

Tylko prawda o zdarzeniach, prawda o ludziach – ich motywacjach oraz inspiracjach, czasem nawet marzeniach, prawda o kontekście makro oraz mikro gospodarczym podejmowanych na przestrzeni lat 1995 – 2003 działań może być podstawą do obiektywnej oceny zarzutów opisanych w akcie oskarżenia.

Mam poczucie, że dołożyłem najwyższej staranności i podjąłem ogromny wysiłek, aby prawdę mógł poznać zarówno Wysoki Sąd jak i pozostałe strony występujące na tej sali i że wszystko co merytorycznie najważniejsze zostało już przeze mnie Wysokiemu Sądowi powiedziane i opisane – w jednym celu: wyjaśnienia wszystkich faktów i okoliczności związanych z aktem oskarżenia.

Wysoki Sądzie!

Wobec tego co powiedziałem, pragnę stanowczo oświadczyć, że jestem niewinny w świetle stawianych mi zarzutów:

pełniąc funkcje w radach nadzorczych spółek prawa handlowego nie działałem na ich szkodę,
nie nakłaniałem do działania na ich szkodę,
nie pomagałem w przestępstwie,
nie udzielałem rad mających wyrządzić szkodę,
nie nadużyłem udzielonych mi uprawnień, nie popełniłem niedopełnienia ciążących na mnie obowiązków,
swoim działaniem nie wyrządziłem szkody majątkowej,
nie odniosłem żadnej korzyści majątkowej ani osobistej, w wyniku rzekomo przestępczej działalności.
Nie zawierałem i nie wchodziłem w żadne przestępcze porozumienia z żadnym ze współoskarżonych.

Tak więc uważam, że w aktach sprawy znajdują się dowody mojej niewinności.

Wysoki Sądzie!

Patrząc na skutki działań podjętych w 2003 roku przez krakowską prokuraturę, przez 10 lat, niemal codziennie, z różną tylko intensywnością zadawałem sobie pytanie: QUI BONO?

Dla jakiego dobra prokurator domagał się aresztowań i zarządził prawdziwy szturm paraliżujący funkcjonowanie prywatnych podmiotów gospodarczych, rujnujący życie wielu ludziom i wielu rodzinom?

Czyż nie bardziej prawidłowym i logicznie uzasadnionym działaniem, byłby porządek czynności jaki przedstawił w 2009 roku w swoim orzeczeniu dotyczącym przewlekłości śledztwa w sprawie Zakładów Mięsnych Sąd Apelacyjny pod przewodnictwem sędziego Andrzeja Seremeta:

„podnieść należy, że przyczyną długiego prowadzenia postępowań przygotowawczych w sprawach gospodarczych jest niewłaściwa praktyka polegająca na przedstawianiu podejrzanym zarzutów, a następnie weryfikowanie przy pomocy biegłych czy określone zachowania zostały dokonane z naruszeniem przepisów prawa bądź zasad obrotu gospodarczego. Bezspornym jest, że porządek czynności winien być odwrotny. W pierwszej kolejności należy zweryfikować czy określone praktyki w zakresie szeroko rozumianego obrotu gospodarczego stanowią naruszenie określonych reguł rządzących obrotem gospodarczym i wyczerpują znamiona czynów karalnych, a dopiero w dalszej kolejności przedstawiać zarzuty osobom, które podejrzewa się o ich popełnienie”.

Po 10 latach efektem gospodarczym działań prokuratora oskarżającego jest:

– zniszczenie wybudowanych olbrzymim wysiłkiem Krakowskich Zakładów Mięsnych „Krakmeat”, dających pracę 300 osobom;

– sparaliżowanie działań grupy krakowskich menedżerów z grupy NIKE Investments S.A., mających ambitne plany biznesowe i realne możliwości ich realizacji, co w efekcie skutkowałoby tworzeniem nowych miejsc pracy,

– wrogie przejęcie własności spółki Polmozbyt Kraków S.A. przez „uzurpatora” jak go nazywa w swojej opinii profesor Sołtysiński – jeden z najwybitniejszych znawców prawa handlowego (w opinii sporządzonej – dodajmy – pro bono).

Opisane skutki były możliwe wyłącznie poprzez aresztowania kluczowych osób, a przykładając miarę z aktu oskarżenia można powiedzieć i oskarżyć, że to prokuratura – świadomie lub nieświadomie – działała na szkodę konkretnych osób i podmiotów gospodarczych, z uzasadnionym podejrzeniem, że w celu przysporzenia korzyści innemu podmiotowi. Nie ulega wątpliwości, że jedynym gospodarczym beneficjentem prokuratorskich działań jest obecny właściciel Polmozbytu Kraków S.A., który za bezcen przejął akcje „bezpańskiego” Polmozbytu, z tylnego siedzenia kierowanego przez Jerzego Jakielarza i wspieranego przez K. Skawiańczyka. Polmozbytu mającego w sobie prawdziwy skarb: wartą obecnie być może nawet 100 mln zł nieruchomość przy Alei Pokoju.

KOMENTARZ DO MATERIAŁU DOWODOWEGO I PRACY PROKURATURY

Wysoki Sądzie!

Do tego procesu nigdy nie byłem oskarżonym w procesie karnym. Stąd nie wiem jaka jest ustalona praktyka postępowania urzędu oskarżyciela publicznego, ale jako obywatel przyjmuję – za ustawą – że „prokuratura stoi na straży praworządności oraz czuwa nad ściganiem przestępstw”. Stąd moje zdziwienie wywołuje fakt, że prokurator dla którego 10 lat temu nie liczyły się udzielone za mnie poręczenia ani strategiczne interesy zarządzanych przeze mnie spółek, w swojej mowie końcowej ograniczył się praktycznie do streszczenia aktu oskarżenia i przywołania jego tez. Prokurator, najwyraźniej wciąż uważający, że nie byłem przedsiębiorcą, ale szefem zorganizowanej grupy przestępczej piorącej brudne pieniądze, zupełnie pominął materiał dowodowy który został zebrany w ciągu 8 lat ogromnej pracy osób biorących aktywny udział w procesie – w żaden sposób się do niego nie odniósł i nie skomentował go.

W szczególności np. nie odniósł się do Postanowienia o umorzeniu śledztwa dotyczącego Krakowskich Zakładów Mięsnych w którym inny prokurator na 96 stronach – bardzo wnikliwie i szczegółowo odniósł się do postawionych mnie i moim wspólnikom zarzutów, których charakter był bardzo zbliżony – jeśli nawet nie tożsamy – z głównymi zarzutami zawartymi w akcie oskarżenia z 30 czerwca 2005 roku, a dotyczących Polmozbytu Kraków S.A.

Umorzenia, które kończy się następującym stwierdzeniem:

“Materiał dowodowy zgromadzony w tej sprawie nie daje podstaw do przyjęcia, że podejrzani założyli i kierowali grupą zorganizowaną mającą na celu popełnianie przestępstw w tym przestępstw skarbowych. Zebrane dowody nie pozwalają na stwierdzenie, że podejrzani mieli na celu popełnianie okazjonalnie lub stale przestępstw. W związku z tym ich współpracę na gruncie gospodarczym trudno uznać za działalność w ramach zorganizowanej grupy przestępczej. Powiązanie podejrzanych poprzez spółki prawa handlowego bez wykazania, że celem ich działalności było popełnienie przestępstw nie może być uznane za działanie w ramach zorganizowanej struktury. Niemożność wykazania popełnienia przez podejrzanych wyżej opisanych przestępstw powoduje, że nie można uznać istniejących pomiędzy nimi powiązań za stworzenie grupy mającej na celu popełnianie przestępstw.

Warunkiem popełnienia przestępstwa z art. 258 §1 i 3 k.k. jest działanie sprawcy z winy umyślnej. Brak tego elementu strony podmiotowej w zachowaniu sprawców powoduje, że czyn nie wyczerpuje znamion występku zakładania, kierowania i udziału w grupie przestępczej. Zgromadzone w toku śledztwa dowody nie potwierdziły podejrzenia aby podejrzani chcieli założyć i kierować grupą mającą na celu popełnianie przestępstw.

Mając na uwadze powyższe okoliczności, śledztwo przeciwko podejrzanym Lechowi Jeziornemu, Pawłowi Reyowi i Czesławowi Bańdo, zgodnie z art. 17 § 1 pkt 2 k.p.k., należało umorzyć wobec stwierdzenia, że czyn zarzucany podejrzanym nie zawiera znamion czynu zabronionego. “

W kontekście stwierdzenia o podobieństwie zarzutów dotyczących Polmozbytu i Zakładów Mięsnych, trzeba przytoczyć ważne zdania z aktu oskarżenia potwierdzające ten fakt:

„w podobny sposób jak Polmozbyt Kraków S.A., w latach 1999 – 2003 prywatyzował Zakłady Mięsne ZMK S.A. w Krakowie”.

Czy brak odniesienia się prokuratora Kwaśniewskiego do tych wszystkich materiałów i zgromadzonych dowodów jest przejawem tej samej postawy, która spowodowała, że przez prawie 9 miesięcy tymczasowego aresztowania, poza krótkim spotkaniem w dniu zatrzymania, nie zostałem tak naprawdę przesłuchany i nie brałem udziału w żadnych istotnych czynnościach procesowych? I to pomimo zapowiedzi prokuratora z tego pierwszego spotkania 25 września, że zaraz przystąpi do intensywnych czynności procesowych z moim udziałem (przesłuchania, konfrontacje, itp.). Postawy, która jest zamknięta na dowody potwierdzające wersję inną niż ta, do której raz na zawsze przekonał się prokurator prowadzący od kwietnia 2003 roku śledztwo? Nic nie stało na przeszkodzie, abym te wszystkie szczegółowe wyjaśnienia i opracowania, jakie przedstawiłem Wysokiemu Sądowi przedstawił w trakcie prowadzenia śledztwa 10 lat wcześniej.

Czyż nie jest powinnością prokuratora ustalenie prawdziwego przebiegu zdarzeń – obiektywnego, pozbawionego uprzedzeń i tendencyjności? Wydawało by mi się, że właśnie zebranie wszystkich dowodów obrazujących sprawę i dających możliwość dojścia do prawdy jest obowiązkiem i zadaniem oskarżyciela publicznego.

Czy oczekując rzetelnego śledztwa oczekuję za dużo?

Jeżeli spojrzy się na drastyczne skutki postępowania prokuratora (dotykającego przecież nie tylko podejrzanych, ale i ich rodziny) jest to oczekiwanie powiedziałbym elementarne, wynikające nie tylko z przepisów prawa, ale jeszcze bardziej ze zwykłej ludzkiej przyzwoitości.

Jeżeli słyszę żądanie prokuratora ukarania mnie 5 latami więzienia i karami na kwotę 2,5 mln zł, to mam całkowitą pewność, że tenże prokurator :

– domaga się uczynienia ze mnie współczesnego niewolnika, który do końca swoich dni musi pracować na rzecz uzurpatora z Polmozbytu,

– domaga się dla mnie i mojej rodziny swoistego dożywocia, bo jest rzeczą oczywistą, że do końca życia nie byłbym w stanie zarobić na takie kary, szczególnie przebywając w więzieniu przez 5 lat.

Wydaje mi się, że dla funkcjonariusza zaufania publicznego żądającego drakońskich, całkowicie rujnujących życie kar, dołożenie najwyższej staranności w wygłaszanych opiniach, weryfikowanie podstawowych faktów na jakich się opiera w swoich wnioskach, interpretowanie wątpliwości na korzyść oskarżonych – to powinna być kwestia fundamentalna, oczywista i zasadnicza, bez czego prokuratorska praca nie może być uznana za miarodajną i możliwą do zaakceptowania.

Moje zdziwienie budzi fakt, że bardzo poważne zarzuty, dotyczące dużych kwot i skomplikowanych transakcji – dokładnie znanych ze zgromadzonych umów i dokumentów – w świetle mowy prokuratorskiej mają być udowodnione głównie poprzez jakieś znalezione odręczne, wyrywkowe notatki czy też jakiś wyciągnięty z komputera, nie podpisany i enigmatyczny schemat. Nasuwa się oczywisty pogląd, że to jakieś gigantyczne nieporozumienie.

Wysoki Sądzie!

Podczas mojego aresztowania Krakowskie Zakłady Mięsne zostały zamknięte i upadły. Upadł projekt gospodarczy, który kosztował 10 mln euro oraz wiele lat ciężkiej pracy. Równocześnie kilkaset osób w kompletnie bezsensowny sposób, straciło swoje miejsca pracy!

Tak więc zamiast renomowanego inwestora i zbiorowego sukcesu (Zakładu, Krakowa, regionu), zafundowano Zakładom ruinę, a aresztowanym osobom wiele miesięcy obciążającej podatnika bezczynności.

W trzech różnych aresztach, w ciągu prawie dziewięciu miesięcy, przebywałem z osobami chorymi psychicznie, podejrzanymi o morderstwo i gwałt ze szczególnym okrucieństwem, o rabowanie z bronią w ręku. Otrzymałem status specjalnie groźnego przestępcy ze zorganizowanej grupy przestępczej i zapewne „na wszelki wypadek” przez pierwsze 3 miesiące pozbawiony zostałem widzeń z żoną i dziećmi, a list który napisałem po osadzeniu w areszcie szedł do domu blisko miesiąc. Takie są fakty!

Naszym rodzinom przyszło przeżywać traumę, z której nie wszyscy potrafili się podźwignąć. Wiele życiorysów zostało zrujnowanych i przetrąconych – na lata, a czasem na zawsze. Bez wyraźnych podstaw i powodów. Może dla osobistych ambicji, a może działając na czyjeś polecenie?

C. UWAGI NA TEMAT DZIAŁANIA PROKURATURY

Wysoki Sądzie!

Po agresywnej kampanii prokuratorskiej, która pojawiła się w mediach po aresztowaniach w 2003 roku i która przedstawiała opinii publicznej całkowicie jednostronny i nieprawdziwy obraz sytuacji – zarówno dotyczącej Polmozbytu Kraków jak i Krakowskich Zakładów Mięsnych, zmuszony zostałem do obrony swojego dobrego imienia. Albowiem 25 września 2003 roku stałem się Lechem J. W jednej chwili straciłem nazwisko i dobre imię na które pracowałem przez całe życie.

Wobec tego typu działań medialnych jedyną obroną może być osobista wiarygodność i realność przedstawianych zdarzeń.

Wysoki Sądzie!

Na zakończenie procesu powinny zostać przypomniane przykłady nadużywania uprawnień czy wręcz łamania prawa, jakie moim zdaniem miały miejsce w postępowaniu prokuratorskim i skarbowym. Oto najważniejsze z nich:

Przejęcie spółki Polmozbyt Kraków S.A. i faktyczny upadek Krakowskich Zakładów Mięsnych w efekcie działań służb prokuratorsko-skarbowych;
Nadużywanie środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania, a nazywając rzecz po imieniu: aresztu wydobywczego, któremu towarzyszyło:
brak przesłuchań niektórych podejrzanych,
odmowa widzeń dla małoletnich dzieci,
przetrzymywanie korespondencji,
ignorowanie i lekceważenie sytuacji rodzin podejrzanych, udokumentowanych odpowiednimi świadectwami i dokumentami,
ignorowanie skutków gospodarczych wywołanych prokuratorskimi działaniami;
Postawienie nieprawdziwych zarzutów, bez żadnych podstaw i przesłanek – co zostało potwierdzone prawomocnym Postanowieniem o umorzeniu śledztwa dotyczącego Krakowskich Zakładów Mięsnych;
Posługiwanie się przez przedstawicieli prokuratury stwierdzeniami oraz opiniami nieprawdziwymi, nie mającymi faktycznych podstaw – zarówno w obiegu wewnętrznym (pisma nadrzędnych prokuratorów nadzorujących śledztwo) jak i zewnętrznym – np. przekazywane do mediów stronnicze informacje konsekwentnie obciążające podejrzanych;
Uwłaczające działania wobec rodzin niektórych osób osadzonych w tymczasowym areszcie.
wojna propagandowa w prasie i telewizji, daleko wykraczająca poza zwykłe informowanie opinii publicznej;
Kłamstwa i manipulacje zawierane w dokumentach z postępowania w celu uwiarygodnienia decyzji (np. o przedłużeniu aresztu).

Wysoki Sądzie!

To co mnie spotkało ze strony polskich organów powołanych do stania na straży praworządności miało bardzo bolesne konsekwencje nie tylko dla mnie osobiście i dla firm którymi zarządzałem, których byłem współwłaścicielem. Nigdy nie korzystałem z tzw. rajów podatkowych, ani kont zagranicznych i do dziś nie ustanowiłem rozdzielności majątkowej z żoną, jednak wszystko co w swojej działalności gospodarczej wypracowałem – straciłem, zostało mi zabrane lub utraciło swoją wartość!

Mogę powiedzieć, że „w życiu po życiu” czyli w okresie po wyjściu z aresztu sprawą podstawową stało się utrzymanie rodziny. Było to trudne zważywszy, że miałem prokuratorski zakaz pełnienia funkcji w spółkach prawa handlowego. Dopiero dzięki decyzji Wysokiego Sądu z wiosny 2009 roku cofającą ten zakaz, mogłem mozolnie – miesiąc po miesiącu, rok po roku, odbudowywać swoją pozycję na rynku menedżerskim. Od paru miesięcy mogę mieć osobistą satysfakcję, że zaufało mi grono akcjonariuszy powierzając stanowisko w zarządzie poważnej, liczącej się na rynku spółki. Dla jasności dodajmy: akcjonariuszy dobrze znających moją sytuację prawną i zarzuty postawione przez krakowską prokuraturę.

To co się wydarzyło boleśnie dotknęło całą moja rodzinę, w szczególności moje dzieci. Dzieci które razem z żoną staraliśmy się wychowywać w duchu obywatelskiego patriotyzmu, który w sposób nowoczesny, pozytywistyczny czuje się odpowiedzialny za polskie, odzyskane po latach zniewolenia, państwo.

Stracone zaufanie do tego państwa, jak choroba popromienna, naznaczyło i poraniło moje dzieci.

Pozwolę sobie na dygresję osobisto-historyczną. Otóż tak się złożyło, że dwa razy byłem w więzieniu: w stanie wojennym zostałem internowany na ponad 7 miesięcy. Drugi raz – 22 lata później, w wolnej Polsce.

Za pierwszym razem nie stawiano mi zarzutów, jednak bardzo dobrze wiedziałem za co siedzę.

Za drugim razem przedstawiono mi kilkanaście zarzutów, ale do dzisiaj nie rozumiem za co siedziałem.

W trakcie internowania kilka razy chcieli ze mną rozmawiać funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa, za każdym razem odmawiałem.

Przez prawie 9 miesięcy aresztu w wolnej Polsce nikt nie chciał ze mną rozmawiać i wyjaśniać sprawy.

W stanie wojennym pierwsze widzenie z żoną miałem po 2 tygodniach, teraz – po 3 miesiącach.

W czasie internowania odmówiłem przyjęcia paszportu emigracyjnego.

W 2004 roku kiedy wychodziłem z więzienia paszport mi zabrano.

Po wyjściu z internowania w 1982 roku, natychmiast powróciłem do działalności opozycyjnej, z pełną świadomością konsekwencji dla mnie i mojej rodziny.

Kiedy 7 czerwca 2004 roku opuszczałem areszt, zakazano mi wykonywania zawodu menedżera, z pełną świadomością konsekwencji dla mnie i mojej rodziny.

Takie, Wysoki Sądzie, są różnice, o które często pytają mnie ludzie.

D. ZAKOŃCZENIE

Wysoki Sądzie!

W trudnych warunkach zmieniającej się – często bardzo dynamicznie i nie zawsze w przewidywalny sposób gospodarki, trzeba było szukać różnych możliwości rozwoju.

Tak jednak, aby zachowując pozytywne aspekty, nie oddawać zagranicznym firmom wszystkich szans na budowę lokalnych struktur właścicielskich.

Uważałem i nadal uważam, że interesie Polski było i nadal jest tworzenie bardzo potrzebnej naszemu krajowi klasy średniej.

Z uwagi na historyczną przyczynę braku polskiego kapitału, uważałem za szczególnie uzasadnione, aby propagować i w praktyce stosować wykupy menedżerskie i lewarowane, wszędzie tam gdzie była szansa, że przyczynią się one do rozwoju przejmowanych firm i wzrostu ich wartości.

Dziś mogę z całą pewnością powiedzieć, że zamysł ten się w pełni powiódł i przyniósł ogromny sukces w przypadku Krakowskich Zakładów Mięsnych i Towarzystwa Inwestycyjnego SAFRI. Niestety, z tą sama pewnością mogę też powiedzieć, że sukces ten został unicestwiony przez działanie prokuratury, wspieranej przez krakowski aparat skarbowy, mający w przypadku śledztwa dotyczącego Polmozbytu Kraków, T.I. Safri oraz Krakowskich Zakładów Mięsnych destrukcyjne umocowanie na najwyższym szczeblu rządowym w Warszawie.

Wysoki Sądzie!

Żyjemy w czasach wielkich przemian cywilizacyjnych, w których bardzo wyraźnie widać, jak – szczególnie w obszarze gospodarki – nic nie jest stabilne, a tym bardziej niezmienne. I to zarówno w sferze makro jak i mikro ekonomii. Cenne aktywa – akcje, nieruchomości, obligacje, których wartość liczona bywa w milionach czy nawet miliardach, potrafią niemal z dnia na dzień stracić kilkadziesiąt procent swojej wartości. I odwrotnie – aktywa na które nikt początkowo nie stawiał potrafią w krótkim czasie powiększyć swoją wartość kilkaset czy nawet kilka tysięcy procent.

Historia gospodarcza ostatnich ponad 20 lat polskiej transformacji oraz historii gospodarczej na świecie, pokazuje najgłębszą prawdę o sferze ekonomicznej i jej bardzo skomplikowanych uwarunkowaniach, gdzie często najlepsze nawet prognozy w kilka miesięcy czy nawet tygodni tracą aktualność i lądują w koszu, gdzie często intuicja, zdolność do szybkiej reakcji, odwaga do podjęcia ryzyka może dać ekonomiczny sukces i doprowadzić do przewagi konkurencyjnej.

W skomplikowanych relacjach panujących w świecie nowoczesnej gospodarki, kluczową rolę odgrywa wolność gospodarcza – aby każdy przedsiębiorca mógł – w granicach prawa i zgodnie ze swoją wiedzą, doświadczeniem i pomysłowością – realizować swoje pomysły, projekty i marzenia. Gdzie przedsiębiorca zmaga się tylko z „rynkiem” i nie jest narażony na urzędniczą bezduszność opartą na wrogiej interpretacji prawa.

Właśnie z tym zjawiskiem mieliśmy do czynienia w rozpatrywanej przez Wysoki Sąd sprawie. Wroga interpretacja, to interpretacja która wszystkie okoliczności uznaje na niekorzyść przedsiębiorcy, a samo prawo wykorzystuje do jego pognębienia.

Przez te 8 lat procesu przewijała się często kwestia Programu NFI oraz prywatyzacji – zawsze bardzo negatywnie ocenianej i nadinterpretowanej przez stronę oskarżającą. Pomyślałem, że może nie jest całkowitym przypadkiem, że to krakowska prokuratura bezpodstawnie oskarżała jednego z ojców polskiej prywatyzacji i Programu NFI – ministra Janusza Lewandowskiego, od wielu lat działającego z sukcesami na arenie Komisji Europejskiej zabiegając tam o polskie interesy gospodarcze? Uniewinnionego – dodajmy – po 17 latach bezsensownego szarpania, pochłaniającego energię i czas.

Czy to jakaś negatywna „specjalizacja” prokuratury krakowskiej z oporem akceptującej reguły gospodarki wolnorynkowej?

Wysoki Sądzie!

Charakter zarzutów i sposób postępowania w tej sprawie prokuratury powoduje, że można symbolicznie powiedzieć, że proces, który dobiega końca jest swoistym sądem nad wolnością gospodarczą i zakresem w jakim organy ścigania mogą w nią ingerować. Dodałbym jeszcze, że jest także sądem nad innowacyjnością i przedsiębiorczością.

Okoliczności działania prokuratury czy aparatu skarbowego, stanowią ważne tło, a może nawet podtekst historii naszego oskarżenia.

Wysoki Sądzie!

W podsumowaniu: proszę Wysoki Sąd o uniewinnienie mnie ze wszystkich stawianych mi w akcie oskarżenia zarzutów.

Przez ostatnie 10 lat mojego życia, walczyłem o dobre imię. Nie byłem sam, stała przy mnie moja Rodzina, moi Przyjaciele, wielu ludzi dobrej woli.

Wiem, że tego co utraciłem nie da się odzyskać, ale nikt nie zabierze mi wiary w sens przedsiębiorczości, wolności gospodarczej, i wiary w ludzką solidarność.