Ukłony dla Gierdroycia, teraz czas na wschodnie inwestycje
Jerzy Wysocki 19.10.2020

Nie interesujemy się na poważnie polityką zagraniczną. Nawet w kampaniach wyborczych pojawia się ona w karykaturalnej postaci. Zdjęcie prezydenta z – tym razem stojącym w tyle Donaldem Trumpem – jako iluzoryczny wyraz poparcia wielkiego mocarstwa, idiotyczne dyskusje o narzucanej nam przez Brukselę ideologii gender czy LGBT. Trudno się dziwić, takimi chwytami zdobywa się głosy.

 

Nie interesujemy się polityką zagraniczną, ponieważ przez lata nie była ona przedmiotem istotnego sporu. Można mówić wręcz o konsensusie głównych sił politycznych. W 1989 roku wspólnie odzyskiwaliśmy suwerenność, pragnąc zmierzać na Zachód. Do NATO i UE wchodziliśmy pod rękę z postkomunistami. Teraz rządzących i opozycję różni bardzo wiele. Stosunek do Ameryki Donalda Trumpa, do Unii Europejskiej, jej fundamentalnych zasad i kierunków rozwoju Wspólnoty. 

Może więc właśnie polityka wschodnia powinna być dziś i jutro tym, co łączy naszą całą klasę polityczną? Są ku temu ideowe i historyczne podstawy. Paweł Kowal był w PiS, teraz jest posłem PO, był eurodeputowanym, słusznie uchodzi za neutralnego eksperta od Wschodu. Poseł, podczas debaty w Galerii Delfiny, zauważa, że w III RP nie wymyślono nic nowego na kontynuację myśli Jerzego Gierdroycia i Juliusza Mieroszewskiego. Otóż twierdzili oni, iż należy uznać podmiotowość Białorusinów, Ukraińców i Litwinów, niezależnie od historycznych urazów wspierać te narody w odzyskaniu niepodległości, sam bowiem fakt istnienia niepodległych sąsiadów oddala od Polski niebezpieczeństwo ponownego starcia z sowiecką wówczas Rosją. 

Przekaz stał się faktem. W sprawy ukraińskie aktywnie zaangażowani byli polscy politycy skłóconych partii. Tam, na Majdanie, mówili jednym głosem. Podobnie jak teraz w sprawie wydarzeń na Białorusi. Choć w tym przypadku polska dyplomacja wydaje się bardzo pasywna. Choćby w porównaniu z głosem Litwy, co nie powinno nam jednak przeszkadzać, a nawet jest dla Polski wygodne w kontekście relacji z Moskwą. 

O ile, sytuacja na Litwie wydaje się stabilna, Ukraina to tykająca bomba z nierozwiązanym problemem Krymu i Donbasu. Białoruś to wielki znak zapytania, nie wiadomo co się tam wydarzy. Nie wiadomo nawet, jakiego państwa chce tamtejsza opozycja.  

Debata w Galerii Delfiny pt. Patrząc za Bug miała podtytuł: czy Polska ma wizję polityki wschodniej?. Tak, ma wizję kontynuacji dawnej myśli Giedroycia i Mieroszewskiego. Przy czym, powtarzając za Donaldem Tuskiem, w dzisiejszych czasach, jak ktoś ma wizje, to powinien iść do lekarza. A więc, pytanie nie dotyczy wizji, tylko możliwych działań na linii wschodniej. Uczestnicy dyskusji (oprócz Pawła Kowala, szefowa Biełsatu Agnieszka Romaszewska, ekspert od Wschodu i mój sąsiad blogowy Marek Budzisz oraz prezes Klubu Ronina, Józef Orzeł) są zgodni, że z działaniami jest słabo. Dominuje postawa sentymentalno-symboliczna. Wygodnie nam wierzyć, że to Unia rozwiąże za nas wschodnie problemy, a my siedźmy cicho, by nie drażnić rosyjskiego niedźwiedzia. 

Szkopuł w tym, że Unia ma problemy nawet z prostym, wydawałoby się, nałożeniem na Mińsk sankcji dyplomatycznych, bo Cypr łączy je z własnym konfliktem z… Turcją. Mimo ględzenia o wspólnej polityce zagranicznej, w kryzysach uwydatniają się własne geopolityczne i gospodarcze interesy członków. Niemcy i Francja mają swoje, z którymi nam często nie po drodze. Oczywiście możemy i powinniśmy stymulować, pobudzać Unię do większej aktywności na Wschodzie, lecz głos skłóconej z europejskimi instytucjami Polski może nie być traktowany poważnie. I przypomnijmy, nasza polityka wschodnia jest sprzężona z kwestią niepodległości Polski, polityka państw Zachodu to interesy. 

Co możemy więc zrobić na własną rękę? Prosty przykład. Reforma rolna na Ukrainie. Nie jesteśmy zainteresowani uczestnictwem w procesie prywatyzacji spichlerza Europy, Niemcy – tak. Doprawdy, nie trzeba oglądać się na Brukselę, żeby robić interesy z Kijowem. Bruksela nie pomoże nam w poszerzaniu gospodarczych wpływów. Na Ukrainie czeka na prywatyzację ponad 200 przedsiębiorstw. Dlaczego zachodni kapitał tak zaangażował się prywatyzację w naszym kraju? Bo widział w tym swój interes. A, że przy okazji był to nasz interes, to tym lepiej. – Przy tak niskim koszcie pieniądza, warto się zadłużyć na strategiczne inwestycje na Ukrainie – pisze Cezary Kaźmierczak w swoim mikro wpisie. Prezes ZPP proponuje konkrety, swój tekst pisał pewnie 4 minuty, debaty ciągną się godzinami, kończą ukłonami dla Giedroycia…