Ukraina. Ale jaka?
Cezary Kaźmierczak 05.05.2014

Kiedyś spotkałem się z Oleksanderem Turczynowem i z tej rozmowy zapamiętałem dość dokładnie jedno zdanie: “Wy macie dobrze, bo macie kilka rzeczy, w których wszyscy się zgadzacie. My, na Ukrainie nie mamy takiej żadnej”.

Ukraina tożsamościowo była zupełnie rozbita. Występowały tam choć nie powszechnie, a nawet dość wstydliwie, dwie tradycje: sowiecka i UPAowsa. W uproszczeniu jedna zagnieżdżona na Wschodzie kraju, druga na Zachodzie. Jest też rachityczna i w zasadzie nieobecna politycznie tradycja kozacka, tradycja Siczy – zbyt odległa i mało zrozumiała, żeby jakaś większa grupa ludzi mogła się z nią identyfikować. No i oczywiście “tradycja” poskomunistyczno-błatno-oligarchiczna, której np. przedstawicielem był Janukowycz, no ale to już zupełnie nieistotne, bo na niej to można było budować majątki prywatne garstki ludzi, a nie tożsamość narodu.

Tradycja sowiecka i nacjonalistyczna są ze sobą absolutnie sprzeczne i nie do pogodzenia. Wzajemnie uznają się za czyste zło i nie ma między nimi żadnej możliwości współpracy.

Przed ostatnimi wydarzeniami przeważała opinia, że musimy się pogodzić z tym, że na Ukrainie zapanuje tradycja upowska – bo (a) jest lepsza niż sowiecka, (b) jest antyrosyjska, a nie antypolska, (c) innej nie ma. Mimo bardzo bolesnej dla nas sprawy ludobójstwa wołyńskiego dokonanego przez UPA. Dobrze to przedstawił Andrzej Talaga w tekście w Rzeczpospolitej.

Jednak ostatnie wydarzenia dają szansę, na ucieczkę z tego zaklętego kręgu. Wydaje się, że mitem założycielskim nowej Ukrainy, może być krew przelana na Majdanie krew. Ta krew może się stać fundamentem, na którym stanie nowe państwo ukraińskie. Filarem, na którym zostanie oparta nowa ukraińska tożsamość, pod którą będzie w stanie podpisać się większość Ukraińców.

Jest to możliwe, jak nie dojdzie do jakieś kompromitacji Majdanu, w skali Pomarańczowej Rewolucji. Nie musi się ani wszystko, ani nawet wiele udać. Nie może natomiast dojść do blamażu. Pewne nadzieje na to są.

Wówczas łatwiej nam będzie też z drażliwą dla nas kwestią wołyńską, choć ją powinniśmy rozwiązać ukraińskimi rękami, wydając parę milionów dolarów na konferencje, filmy, książki, teksty etc – jak to czyni przodujący naród niemiecki na całym świecie przez różne “fundacje”. Pisałem o tym w jednym z poprzednich wpisów.

Majdan stwarza szanse na wydobycie się z cienia ludobójstwa wołyńskiego, które wciąż nad nami wisi.

Nie uda się to bez gospodarki. W tym zakresie polecam bardzo dobry tekst Andrzeja Sadowskiego z dzisiejszej “Rzeczpospolitej” – http://www.rp.pl/artykul/1090106.html.

Ukraina jeśli chce mieć sukces – musi go oprzeć na własnych siłach, a nie na pożyczkach i kredytach.

Co do zadłużenia – uważam, że Ukraina powinna ogłosić bankructwo. Co niby takiego się stanie? Co takiego stało się Rosji czy Argentynie? Trudno. Problem będą mieli wierzyciele. Po ogłoszeniu niewypłacalności łatwiej rządowi będzie z nimi rozmawiać. Oczywiście, ma to sens jeśli po ogłoszeniu bankructwa wdroży się reformy gospodarcze oraz postawi mocno na własnych przedsiębiorców, a nie będzie robiło się to co doprowadziło do takiej sytuacji. Trudno robiąc to samo oczekiwać innych rezultatów.