Unijny taniec Greka Zorby
Dariusz Matuszak 04.03.2020

Mało która wiadomość zrobiła na mnie ostatnio takie wrażenie jak ta niewinna z pozoru informacja, iż Komisja Europejska chce przyspieszenia negocjacji z Albanią i Macedonią Północną w sprawie wstąpienia tych krajów do Unii. Bardzo złe, bardzo złe zrobiła. Do tego stopnia, że coś się we mnie łamie i z umiarkowanego eurosceptyka powoli staję się przeciwnikiem Unii Europejskim.

 

Ja się staram jak mogę. Widzę te wszystkie wstęgi szos i autostrad, ciągnące się wzdłuż nich dziesiątkami kilometrów ekrany akustyczne chroniące przed hałasem błotne pola i lasy, te chodniki z kostki Bauma na wioskach, żółte łańcuchy oddzielające je od jezdni. Te wszystkie mosty, aqua parki, ścieżki rowerowe, gospodarstwa agroturystyczne, autobusy niskopodłogowe i budynki, które podobno mi zafundowała. W uszach brzęczą mi monetą miliardy euro Polsce przekazane. Znam te wszystkie argumenty, że jeśli nie Europa to Azja z Putinem na czele. Nasłuchałem się już o tych wartościach, praworządnościach, demokracjach i ludzkich godnościach. No nie, już nie, mam dość, nie będę się łudził i oszukiwał. To wszystko zmierza ku katastrofie.

Jakież to symboliczne. Na greckiej wyspie Lesbos od 7 dni trwają starcia mieszkańców z policją i imigrantami. Łodzie z przybyszami płyną przez Morze Egejskie, eskortują je tureckie jednostki. Na granicy lądowej niemal toczą się walki, a Unia obwieszcza, że Albania spełniła jakieś tam warunki, więc jak najszybciej podejmijmy rozmowy z nią. Unia, która nie potrafi się zmobilizować, ochronić swej południowo-wschodniej granicy, teraz jeszcze oznajmia, że chce ją jeszcze bardziej rozciągnąć – o Albanię. Ja nie mam nic przeciwko Albańczykom, kocham ich i życzę im jak najlepiej. Dlatego dla ich dobra nie wpuściłbym ich teraz do tego unijnego bajzlu. To jak częstowanie wódką małolata. Ale szczęśliwy bo nawalony. A już na pewno nie zajmowałbym się akurat teraz szykowaniem im przyjęcia powitalnego.

Po 6 dniach od rozpoczęcia inwazji Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen przeleciała się nad granicą helikopterem i popatrzyła sobie z góry. Tyle dobrego, że obiecała Grecji 700 milionów euro i nie ględziła o człowieczeństwie. Obudził się i Verhovstadt i wzywa: „Musimy stanąć razem i walczyć z szantażem Erdogana”. On, jego Unia i ich walka. Co się stało temu Verhovstadtu, że już nie śle płomiennych apeli o człowieczeństwie, solidarności, wartościach europejskich. Teraz też mu się przypomniało o potrzebie przygotowania wspólnej dla Unii polityki imigracyjnej i azylowej. Po 5 latach. Tak, czy owak chyba po raz pierwszy unijni oficjele powiedzieli, że trzeba bronić granic. Powiedzieli. Po wycieczce nad pograniczem grecko-tureckim von der Leyen zapakowała się i poleciała na pilne spotkanie do Brukseli. Z Gretą Thunberg.

Zaś Frontex, czyli niby taka europejska straż graniczna obwieszcza, że chce wysłać do Grecji posiłki. I tak państwa członkowskie mają 5 dni by oddelegować swoich funkcjonariuszy i 10 dni, by ich wyposażyć w sprzęt. Półtora tygodnia więc minie jak Frontex ruszy swą biurokratyczną dupę na granicę Grecji i Turcji. Ale i to bajka. Wszyscy wiemy, że nie żadne 10 dni, tylko co najmniej miesiąc, bo tak właśnie Unia działa.

Gdy to piszę szturm na lądzie i na greckie wyspy trwa szósty dzień. Prezydent Turcji otworzył nie tylko granice, ale i areszty i więzienia. I pakuje towarzystwo do autobusów i pociągów, policyjnych bud i wiezie je nad granice. Cały eurokratyczny aparat ma tego świadomość. Szantażysta Erdogan od lat mówi Unii: płaćcie, bo inaczej napuszczę na was imigrantów. I przez lata Unia płaci, a teraz bezradnie patrzy jak jego marynarka wojenna eskortuje łodzie z przybyszami na greckie wody przybrzeżne.

Ja wiem – uchodźcy. Żadni uchodźcy – zwykli imigranci, młode byśki, które pozostawiały swe rodziny i szukają łatwiejszego życia. Kto płynie przez morze, przedziera przez lasy, przeprawia przez rzeki? Starcy, staruszki, dzieci? Dzieci są dla zdjęć i propagandy. Najpierw okadzi się je dymem, żeby płakały i łzy leciały, a potem podtyka pod obiektyw kamery i aparatu. Czytam o dziecku, które utonęło u wybrzeży Lesbos. Imigranci na łodzi widzą jednostkę greckiej straży przybrzeżnej. Wywracają łódź, by wymusić akcję ratunkową i wszyscy lądują w wodzie – 48 osób. W tej grupie jest dwoje dzieci. Grecy wszystkich wyławiają. Dzieci nieprzytomne, jedno umiera w szpitalu. Drugie w sali obok nadal przytomności nie odzyskało.

Oglądałem ostatnio wywiad z jordańskim ministrem edukacji. Opowiadał o obozach uchodźców w jego kraju i pokazywał je. Matki i dzieci. I mówił, że Jordania nie jest już w stanie zapewnić im opieki medycznej, edukacji, że goni resztką sił. Tam są uchodźcy – matki i dzieci i starcy. Niech mi ta cała Unia pokaże staruszków, dzieciaki i matki na łodziach płynących przez Morze Śródziemne, przedzierające się przez zasieki, szturmujące posterunki graniczne, to może jej uwierzę. Na razie widzę tylko młodych mężczyzn w sportowych ciuszkach. Tak wiem – mają prawo do lepszego życia. A jakie prawo maja mieszkańcy Lesbos, czy Chios stłoczeni na małych wyspach z dziesiątkami tysięcy imigrantów.

Zdaje się, że mit o uchodźcach europejscy politycy zaczynają porzucać. Powtarzają go tylko dziennikarze i członkowie przestępczych organizacji pozarządowych zajmujących się szmuglowaniem ludzi. Dzielni mieszkańcy Lesbos pogonili z wyspy przemytników i żurnalistów. Przy okazji w mediach na całym świecie pokazały się zdjęcia jak to Grecy wrzucają do wody uchodźcę. Chyba, żeby płynął do Turcji, albo się utopił. Potem okazało się, że to był dziennikarz.

Przez 5 lat ta potężna i przepełniona humanitaryzmem, wzniosłymi ideałami Unia nie potrafiła nakłonić napuchniętych od pieniędzy jak bąki krajów Zatoki Perskiej – Arabii Saudyjskiej, Emiratów, Kuwejtu, Kataru do przyjmowania uchodźców, tylko dilowała z szantażystą Erdoganem.

I to ma być ta wielka, trzecia potęga świata? Przez 5 lat też nie potrafiła się przygotować na to co Erdogan przyszykował. Nie wiedzieli o tych wszystkich ludziach w Turcji, czy Grecji? O obozach w Bośni i Serbii? Myśleli, że wszystko zniknie, rozpłynie się w cudowny sposób. Tak wiem – były propozycje, żeby krajom członkowskim narzucać kogo maja przyjmować i kto miałby w nich mieszkać. Pamiętam te pomysły przymusowego osiedlania.

A może sięgniemy do źródeł i przypomnimy sobie jak to się wszystko zaczęło? O tak. Zachciało się Unii razem z Obamą i Clinton jutrzenkę demokracji nieść, Arabską Wiosnę wspomagać. No więc słali broń, bombardowali Syrię bo Assad zły, bombardowali Libię, bo Kadafi. No więc teraz nie ma Libii, a pożoga wojenna przetoczyła się przez Irak i Syrię wypędzając nieszczęśników z domów. I teraz mamy obozy uchodźców od Jordanii po Bośnię, a między tą niby Libią i Włochami kursują promy organizacji pozarządowych, a w rzeczywistości przestępczych, zajmujących się szmuglowaniem ludzi i przerzucają imigrantów do Europy. A Unia patrzy, chwali, pieniądzem swych obywateli wspomoże i umoralnia nas usty usłużnych dziennikarzy. Prawi nam o wartościach i człowieczeństwie. Niech nam też ktoś opowie jak to się Unii wsparcie demokracji na Ukrainie udało? Jakież to wspaniałe efekty obalenia Janukowycza i osadzenia Poroszenki były? Demokracja zakwitła? Korupcja ustała? Gospodarka z kopyta ruszyła?

A może szanowni Państwo słyszeli o jakichś zdecydowanych działaniach Unii w sprawie koronawirusa? Tylko we Włoszech ponad 2 tysiące osób zarażonych, blisko 80 nie żyje. Ktoś widział te zlatujące z całej Europy i lądujące w Rzymie, czy Mediolanie samoloty pełne sprzętu, masek, ubrań ochronnych, środków dezynfekcyjnych, ekspertów, lekarzy? Wszak wspólnotą jesteśmy. Ktoś słyszał o jakichś skoordynowanych przedsięwzięciach, by wirus nie hulał po całym kontynencie? Trump to chociaż miesiąc temu zablokował loty z Chin. Ja tylko przypominam sobie apokaliptyczne przepowiednie przekazywane przez 3 lata jak to Wielka Brytania odcięta od agencji monitorowania tego i owego, zapobiegania temu i owemu padnie ofiarą jakiejś epidemii. Eurokraci może by chcieli coś zrobić, ale nie wiedzą co i jak. To tylko tępi urzędolnicy. Ponadto oni nie ponoszą żadnej odpowiedzialności. Nikt ich nie rozliczy za zaniechanie, czy głupie decyzje.

Do Unii wstąpiliśmy w 2004 roku. Po 3 latach wybuchł kryzys, który trwa praktycznie do dziś. 13 lat – dłużej niż rządził Jaruzelski i jego junta. Czy coś w tym czasie się naprawiło? Może w jednej Irlandii. Całe południe ciąży ku przepaści. Kiedyś mówiło się o Bałkanach jako miękkim podbrzuszu Europy. Teraz to Grecja, Włochy, Hiszpania, Portugalia, a nawet Francja. Koronawirus niezależnie od tego jak groźny, już dewastuje gospodarkę. A prognoz są takie, że Unia będzie pełzła rozwijając się w tempie mniejszym niż 1%. Jaki efekt wywrze wirus na gospodarkę Włoch, tego nikt nie ośmiela się zgadywać. W Grecji za 2 miesiące rozpoczyna się sezon turystyczny. All inclusive z dodatkowymi atrakcjami. Greg Zorba może już rozpocząć swój taniec katastrofy. Hopsa, hopsa podskakuje Zorba i nogami wymachuje świętując zawalenie się budowanej kolejki linowej. Wiem też, że Grecja poza Unią nie zbankrutowałaby i potrafiłaby się teraz obronić, a nie rozpaczliwie miotała się między Brukselą, a własnymi obywatelami.

Przyjrzeć się można poszczególnym krajom. We Francji niekończące się protesty i starcia na ulicach. W Hiszpanii ledwo sklecony mniejszościowy rząd. Podobnie w Szwecji i Finlandii. Belgia nie ma go wcale. We Włoszech koalicja lewaków z lewicą ledwo się trzyma. W Niemczech polityczny chaos po wyborach w Turyngii i Hamburgu. Następczyni Merkel już się zepsuła i trzeba ja zastąpić. Jak to się przekłada na Unię? Nie ma nikogo kto by ciągnął ten wóz, nadawał kierunek, bo przecież nie jest tym kimś śmieszny w swym patosie i bezradności Macron. Nie ma nikogo kto mógłby na świecie stanąć i mówić w imieniu całej Wspólnoty. Jakże aktualne jest stare powiedzenie Kissingera: do kogo w Europie zadzwonić jak się chce coś załatwić. Pozostali tylko słabi i nieudolni von der Leyen i Michel, których nawet własne kraje się pozbyły. Czy ktoś widzi te postaci, które miałyby powieść 440 milionów mieszkańców Unii?

Władze poszczególnych prowincji czują przynajmniej jakiś minimalny respekt przed obywatelami. Ci mogą naciskać, zaprotestować, mają jakieś kartki wyborcze i mogą wyrzucić z krajowego parlamentu, w landzie, w regionie, z merostwa, departamentu etc. Przed kim odpowiada unijny aparat? Jaki jest tryb odwołania jakiegoś komisarza, albo szefa Rady Europejskiej Michela, czy przewodniczącej Komisji von der Leyen. Ten twór żyje w szklanej bańce całkowicie oddzielony od ludów, którymi włada. Jak każda za nic nieodpowiadająca biurokracja żyje sam dla siebie. Kto i w jaki sposób miałby rozliczyć unijny aparat za to czy coś zrobił, czy nie zrobił w sprawie koronawirusa. Gdyby nie daj Boże sytuacja wymknęła się spod kontroli tak jak w Chinach, to obywatele państw mogą przynajmniej swych władców na taczkach wywieźć. Eurokraci zaś nadal będą sobie spokojnie w Brukseli tkwili.

Łudzimy się, cały czas udajemy, nie potrafimy wybudzić się z pięknego snu o wielkiej, silnej wspólnocie, Europie bez granic, wolnych obywatelach układających swe życie wedle wyboru czy to w Dublinie, na Krecie, czy w Lizbonie. Ale tu nic nie działa tak jak powinno. Nawet pieniędzy w tym interesie nie będzie. Już się o nie kłócą, bo w kasie brakuje po tym jak wiadomo, że Wielka Brytania nie będzie płacić. A ambicje i wielki projekty pozostały, tyle, że mało kto się kwapi, by dziurę załatać i łożyć na nie. My tu sobie możemy dla propagandowych celów nazywać Holandię, czy Austrię skąpcami, ale słabe są nadzieje na to, by zgodziły się dorzucać więcej. Oczywiście eurokraci sklecą jakiś tam budżet na lata 2020-2027, jakąś prowizorkę, którą nazwą owocem rozważnego kompromisu, ale my możemy zapomnieć o tych wszystkich pieniądzach, które do nas płynęły. Powoli zaczyna brakować argumentów za Unią.

Kończę czytać wstrząsającą książkę Swietłany Aleksijewicz „Czarnobylska Modlitwa. Kronika Przyszłości”. Z tysięcy rozmów które noblistka przeprowadziła wyłania się straszliwy obraz ludzkiego nieszczęścia i całkowitej niewydolności socjalistycznego systemu. Wielokrotnie pojawia się teza, iż Związek Radziecki upadł przez katastrofę w Czarnobylu. Nie chodziło nawet o straty gospodarcze, o setki tysięcy ewakuowanych i chorych, o obnażenie monstrualnych kłamstw i bezduszności, ale o to, że reżim pokazał jak bardzo bezradny jest wobec takich kryzysowych sytuacji. Jak wszystko na każdym szczeblu zawodzi.

Białorusini opowiadają, iż nikt nie był gotowy na taką katastrofę. I to można zrozumieć. Szykowano się na wojnę, nawet jądrową, ale nikt nie wyobrażał sobie, że sprawcą apokalipsy może być „ujarzmiony w pokojowych celach atom”. Ale okazało się, że nie tylko na ów „pokojowy atom” nie są gotowi, ale nawet na wojnę. Pootwierano tajne schrony i magazyny, sięgnięto po strategiczne zapasy i wtedy wyszło na jaw, że nic nie działa, wszystko sparciałe, zepsute, rozkradzione, nie pasuje. I Związek Radziecki runął. Okazało się, że trwał tylko dzięki złudzeniu, iż jest potężny, wszechmocny. Gdy złudzenie prysło wszystko się rozsypało.