W Gazpromie rewolucja kadrowa. Pytanie z jakiego powodu?
Marek Budzisz 07.04.2019

W Rosji tak wszystko się plecie, że najpierw pojawiają się informacje o prywatnym życiu managerów firm wziętych na celownik. A to można przeczytać o „rozkosznej willi” którą jakiś prezes państwowego holdingu kupił sobie np. w Toskanii, a przy okazji kilka hektarów przednich winnic, a to o „studenckiej kawalerce”, w której na powierzchni 1983 m² gniecie się w Petersburgu Aleksiej Miller, prezes Gazpromu. Może dlatego co jakiś czas musi jeździć do Moskwy, gdzie ma drugi, nie do wiary, ale jeszcze mniejszy lokal (775 m²), za to położony naprzeciw siedziby rządu, więc może zaoszczędzić na przejazdach. Zanim pojawiły się przecieki o warunkach mieszkaniowych prezesa Gazpromu, został on odznaczony przez Putina, jesienią ubiegłego roku, najwyższym rosyjskim odznaczeniem państwowym, co już winno być istotnym powodem do niepokoju. Miller odznaczenie dostał jesienią ubiegłego roku, informacja o mieszkaniu pojawiła się ostatniego dnia stycznia, a już pod koniec lutego gruchnęła wieść, że z zarządu koncernu odchodzi dwóch top managerów.

 

Odchodzą dwaj top managerowie, wiceprezesi firmy – odpowiadający za zaopatrzenie rosyjskiego rynku wewnętrznego Walerij Gołubiew oraz nadzorujący eksport Aleksandr Miedwiediew. Obserwatorzy tego co dzieje się w koncernie porównują te zmiany do trzęsienia ziemia. Nie tylko dlatego, że ostatnie ruchy kadrowe na tym szczeblu miały miejsce w Gazpromie w 2011 roku, ale również z tego powodu, że pozycja zdymisjonowanych, w strukturach firmy, ale również i państwa rosyjskiego, była znacznie wyższa niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Odejście Gołubiewa wiąże się chyba z ostatnimi wielkimi aferami – pierwszą, ojca aresztowanego senatora Arszukowa, który będąc głównym regionalnym managerem koncernu na płn. Kaukazie zmyślnie okradał firmę, ponoć łącznie na kilkaset milionów dolarów i drugą, gazociągiem w guberni Petersburskiej, za który koncern sporo zapłacił (bo chodzi o kilkaset kilometrów), ale gazociągu nie ma i nikt się tą sprawą nie interesuje. Jakiś niedyskretny dziennikarz śmiał zapytać o to w czasie ubiegłorocznych, odbywających się grudniu, „rozmów Putina z narodem” samego rosyjskiego prezydenta.

Obserwacja, że być może mamy do czynienia z trzęsieniem ziemi w centrali koncernu, dotyczy w szczególności Miedwiediewa, który przyszedł do Gazpromu wraz z jego obecnym szefem Aleksiejem Millerem w 2001 roku, choć wcale nie należał do jego ekipy. Mało tego, ich wzajemne relacje były na tyle złe, że Miedwiediew po przyjacielsku doradził w swoim czasie aby Miller „nie pokazywał się” w siedzibie odpowiadającej za eksport rosyjskiego gazu firmie Gazprom – Eksporcie, którym kierował Miedwiediew. Rosyjscy dziennikarze są przekonani, że pozycja tego ostatniego wynikała z protekcji, jaką cieszył się na najwyższych szczeblach rosyjskiej władzy, a nazywają rzeczy po imieniu, poparcia Putina. Na początku lat dziewięćdziesiątych, młody Miedwiediew mający za sobą pracę w austriackim Donau Banku (został tam wysłany w wyniku decyzji najwyższych władz ZSRR) zaczął pracę w firmie IMAG, której zadaniem było m.in. wspieranie władz Petersburga w próbach ściągnięcia zagranicznych inwestycji. A jak wiadomo od lata 1991 za ten obszar aktywności petersburskiego merostwa odpowiadał późniejszy prezydent Rosji. Właśnie wtedy Miediwediew zaczął współpracę z firmą Kineks, w której swe kroki w biznesie rozpoczynał Giennadij Timczenko, przyjaciel Putina, obecnie jeden z najbogatszych rosyjskich oligarchów (5 miejsce na liście Forbes), współwłaściciel Novateku, największej prywatnej firmy gazowej Rosji. Warto też pamiętać, że założony przez Timczenkę Kineks (w 2014 roku, w związku z sankcjami, Timczeko sprzedał swój pakiet 44% akcji firmy), z czasem stał się firmą Gunvor, jednym z trzech największych światowych traderów ropy naftowej. Trzeba też pamiętać, że jeśli myślimy o Gazpromie jako o narzędziu państwa rosyjskiego w jego imperialistycznej i agresywnej polityce podporządkowywania sobie słabszych państw i dyktowania niekorzystnych warunków, to za te działania odpowiadał właśnie Miedwiediew, on negocjował kontrakty eksportowe, on uprawiał politykę dziel i rządź, on uczynił z Gazpromu użyteczne narzędzie rosyjskiej ekspansji. Jego odejście jest, jak można przypuszczać, nie tylko symboliczne. Był on znany ze swej twardej i bezkompromisowej postawy w trakcie negocjacji. To on odpowiadał za brutalne rozmowy z Ukrainą oraz przerwanie w ich trakcie dostaw paliwa. Miał też na swoim koncie ewidentne sukcesy, takie jak rozmowy w sprawie postępowania antymonopolowego prowadzonego przez Komisję Europejską, które skończyło się dla Gazpromu nader ulgowo.

Wydawało się, że zmiany personalne na tym się zakończą, co byłoby świadectwem umacniania się pozycji Aleksieja Millera, ale nie, idą głębiej. Właśnie poinformowano, że z firmy odchodzi Andriej Krugłow, odpowiadający za finanse człowiek „z ekipy Millera”, mianowano dwóch nowych wiceprezesów (Oleg Aksiunin i Elena Burmistrowa), a samą strukturę, tzn. centralę giganta, czeka pierwsza od dwudziestu lat głęboka, jak zapowiedziano, reorganizacja. Nowy wiceprezes (Aksiunin) ma nadzorować inwestycje, w tym i remonty istniejących sieci. Z jego nominacją ma miejsce inny istotny fakt, a właściwie dwa – odchodzi na emeryturę Sergiej Prozorow, który przez lata nadzorował, będąc członkiem zarządu firmy, ten obszar oraz koncern planuje odkupienie od rosyjskich oligarchów (Rottenberg i Timczenko) firm, które przez lata budowały dla niego, nieźle z tego żyjąc. Zmienia się też kierownictwo bloku „przetwórstwa” odpowiadające za energetykę oraz prezes kluczowej dla Gazpromu spółki córki – Gazprom – Niemcy.

Na razie brak jest odpowiedzi na oczywiste pytanie, czy zmiany dotrą na najwyższy szczebel i obejmą wieloletniego prezesa firmy. Ale znacznie ciekawsza jest inna kwestia – jaki jest powód tej rewolucji kadrowej? Co przygotowuje Moskwa. Warto sytuację w koncernie śledzić.