W niedzielę wybierzemy socjalizm
Jerzy Wysocki 22.10.2015

W niedzielę – po nudnej kampanii wyborczej – Polacy pójdą do urn wybrać socjalizm. Przy okazji kampanii i wyborczych wyników lepiej poznaliśmy społeczeństwo i jego potrzeby. Smutne, że po 26 latach od transformacji ustrojowej realny wybór, to socjalizm o zabarwieniu konserwatyno-narodowym i socjalizm postępowy. Zabawne, że medialnym bohaterem przedwyborczych dni został  jeden z liderów Partii Razem, niejaki Adrian Zandberg, facet z nurtu socjalizmu anachronicznego i utopijnego, znanego z opasłych dzieł Karola Marksa a obecnie grubego pustaka autorstwa Thomasa Piketty.

Trzeba założyć, że sztaby wyborcze przygotowują programy i przekazy po jakiejkolwiek analizie badań socjologicznych. Dochodzą do wniosku, że wyborców trzeba po prostu kupić. Obiecać im to, czego oczekują. A oczekują polepszenia swojego bytu. A jak już Marks stwierdził „byt określa świadomość”. A więc wychodząc z tej bzdurnej i szkodliwej idei, posypały się obietnice polepszenia bytu. Owo polepszenie ekonomiści podliczali skrupulatnie, choć na kalkulatorach brakowało miejsca na kolejne zera.

Zadziwiające, że po 26 latach wolnego rynku, który pchnął Polskę na ścieżkę imponującego wzrostu, wciąż trwały jest socjalny imperatyw. Skąd utrzymująca się wiara w pozornie opiekuńcze państwo? Dlaczego pracownicy na umowach cywilno-prawnych (zwanych pogardliwie śmieciówkami) opowiadają się za nałożeniem na nie składki  ZUS, wiedząc dobrze – a potwierdzają to badania – że zmniejszy to radykalnie kasę na rękę? Dlaczego tak nośna okazała się propozycja Prezydenta obniżenia wieku emerytalnego, która jak sam przyznał ostatnio prowadzi do obniżenia kwoty emerytalnych świadczeń?

Jest mały postęp. Partie głównego nurtu starają się wskazać źródła finansowania wyborczych fanaberii. Pewnie z badań wyszło, że lud nie jest już tak ciemny, gdy przed laty dawał wiarę w milion nowych miejsc pracy, 3 miliony mieszkań, 100 milionów dla każdego (przed denominacją), ale pewnie wyszło, że nadal jest tak ciemny, by dać wiarę w recepty typu: uszczelnienie systemu podatkowego, podatek od banków i sieci handlowych, podatek od milionerów. Można mnożyć przychodowe iluzje.

Dobrze, że ten marny spektakl już się skończy. Jestem prawie pewien, że nowy parlament i rząd szybko zapomną o obietnicach i prowadzić będą racjonalną politykę gospodarczą. Tak jak prowadził ją Leszek Miller, Jarosław Kaczyński i Platforma Obywatelska. Niezależnie jaka koalicja powstanie, będzie w miarę OK, wybrani socjaliści zejdą na ekonomiczną ziemię. Absurdy z kampanii pójdą w zapomnienie. Zapewne czeka nas pułapka średniego dochodu, ale o tym w kampanii nie było, bo kto niby ma znać ten termin. Trochę w kampanii było o nauce religii w szkołach, ich zasadności i finansowaniu. O lekcjach ekonomii nic nie było…