W nowej Europie też można się umościć
Andrzej Talaga 29.08.2018

Sygnały płynące z Niemiec i Francji zwiastują czarne chmury nad polską wizją bezpieczeństwa europejskiego. USA oddalają się od serc i umysłów zachodnich Europejczyków, Rosja zaś przybliża. Nie ma jednać co złorzeczyć, skoro takie właśnie są trendy w polityce głównych państw Starego Kontynentu, a brak nam mocy, by je powstrzymać. Trzeba wypracować model, który zapewni Polsce bezpieczeństwo w nowych realiach. To jak najbardziej możliwe, bo ani Niemcy, ani Francja nie działają przeciw Polsce, lecz w imię swoich interesów narodowych; w wielu punktach są one zbieżne z polskimi.

 

Rozdźwięk pomiędzy Paryżem a Berlinem w sprawie przyszłości UE wydaje się należeć do przeszłości, obie stolice będą teraz działały ręka w rękę, ponieważ mają podobną diagnozę sytuacji, co praktycznie uniemożliwia powstrzymanie realizacji ich planów. To niemiła rzeczywistość, ale rzeczywistość, sztuka polityki zaś polega na tym, by jak najlepiej spozycjonować swój kraj w realiach jakie są, a nie jakie chcielibyśmy, aby były.

Oni to zrobią

Zarys nowego ładu przedstawili minister spraw zagranicznych Niemiec Heiko Maas i prezydent Francji Emmanuel Macron na niemal równoległych odprawach dla ambasadorów swoich krajów.

Gdyby streścić ich zamysł do najbardziej fundamentalnych punktów, brzmiałyby one następująco: a) zachód nie jest już jednością, b) pęknięcie pomiędzy USA a Europą to nie tymczasowa wypadkowa polityki prezydenta Trumpa, ale trwałe zjawisko, c) w takiej sytuacji Niemcy i Francja muszą prowadzić samodzielną politykę w zakresie bezpieczeństwa, d) taka polityka będzie najskuteczniejsza na forum zreformowanej Unii Europejskiej, d) elementem nowej europejskiej układanki bezpieczeństwa powinna stać się także Rosja, jako balans dla związków Europy z USA, e) dalekosiężnym celem jest europejska samodzielności  gospodarcza, polityczna i obronna, zajęcie miejsca trzeciego gracza światowego obok USA i Chin.

Patrząc na rzecz chłodno, takie podejście – z punktu widzenia Paryża i Berlina – stanowi logiczną i konsekwentną odpowiedź na obecną sytuację geopolityczną. Obie stolice mogą liczyć na poparcie większości państw UE, które podzieląją ich diagnozę. Wyjątkiem są kraje wschodniej flanki, włączając Szwecję i Danię. Gdyby nawet działały one jako zwarty blok (a nie działają, wręcz przeciwnie – mają rozbieżne interesy) posiadają za małą liczbę głosów w Radzie UE i za mały potencjał gospodarczy oraz militarny, by ich stanowisko przeważyło.

Konkluzja z tego prosta, jeśli Francja i Niemcy zechcą przebudować Unię w myśl powyżej wymienionych punktów, istnieje duże prawdopodobieństwo, że to zrobią.

Jest miejsce i dla nas

Jeśli plan ten będzie realizowany, Polska stanie przed nieprzyjemnym wyborem strategicznym: trwać po stronie USA, największej potęgi militarnej świata, gwaranta siły NATO czy iść z Niemcami i Francją, które w ramach UE są z kolei gwarancją naszego bezpieczeństwa politycznego, rozwoju gospodarczego i dobrobytu.

Nie można odrzucić tej alternatywy, ale można spróbować ja ominąć. Zachód jeszcze nie rozpadł się całkowicie, obie jego połówki wciąż nie są do siebie wrogo nastawione. Sprawy nie stanęły na ostrzu noża, zostało więc spore pole na manewrowanie pomiędzy USA i UE, tak, by mieć po swojej stronie zarówno Waszyngton, jak i Berlin oraz Paryż.

Paradoksalnie, najwięcej możliwości stwarza właśnie bezpieczeństwo podnoszone przez Maasa i Macrona. Samodzielność Francji i Niemiec, czy szerzej UE, w tym zakresie jest pieśnią dalekiej przyszłości, o ile w ogóle kiedyś się ziści. Ani niemiecki minister, ani francuski prezydent nie kwestionował sensowności istnienia NATO, czy zaangażowania swoich państw w działania Paktu. Francja i Niemcy wywiązują się z postanowień ostatnich trzech szczytów Sojuszu korzystnych dla Polski. Więcej, Niemcy deklarują chęć zwiększenia wydatków na obronności i większego zaangażowania militarnego w zapewnienie bezpieczeństwa Polsce i innym państwo wschodniej flanki. Może to tylko słowa, ale chęci też mają znaczenie.

Aby powstała skuteczna obrona europejska Niemcy musiałyby radykalnie podnieść wydatki na obronność, co jest wykluczone z powodów politycznych. Francja z kolei ma realistyczne podejście i dobrze wie, że nie ma szans na powstanie czegoś na kształt unijnej armii, jest tak naprawdę zainteresowana profitami dla swojego przemysłu obronnego i stworzeniem europejskich sił interwencyjnych do prowadzenia ewentualnych operacji na miękkim podbrzuszu Europy, głównie w Afryce.

W naszym przypadku wyobrażalna jest zatem zażarta obrona zaangażowania NATO, w tym amerykańskiego, na wschodniej flance oraz aktywne uczestnictwo w tworzeniu unijnego korpusu ekspedycyjnego, do którego moglibyśmy delegować np. siły specjalne i samoloty transportowe bez wielkiego uszczerbku dla obronności kraju.

Paryż i Berlin nie chcą wykluczyć Warszawy z nowego porządku europejskiego, ale nie będą się na nas oglądać w realizacji swoich interesów narodowych z użyciem Unii. Musimy zatem sztuką manewru umościć dla siebie bezpieczne miejsce w nowych realiach. Nie dając nic, nie osiągniemy tego celu.

 

Powyższy tekst wyraża prywatne poglądy autora