Walka dopiero się zaczyna
Tomasz Wróblewski 26.10.2015

To żaden przewrót, czy zawracanie dziejów polskiej polityki. Zaledwie korekta. Wyborcy odebrali władzę partii, która z konserwatywno-rynkowej formacji przedzierzgnęła się w etatystyczno-lewicową.

Te wybory pokazały, że na lewicę nie ma miejsca. Ani na pogrobowców PRL ani na wydanie laicko-lewicujących elit europejskich. PiS i cała prawicowa formacja otrzymała poparcie w bardzo konkretnym celu – odbudowania umiarkowanego konserwatyzmu. Państwa słuchającego wyborców, wspierającego najbardziej przedsiębiorczą część społeczeństwa i nie narzucającego nikomu norm moralnych w szkole czy w domu. 

Pierwsze, co przyszły rząd musi zrobić, to zdefiniować konserwatywne wartości. Każdą decyzją personalną, każdym projektem ustawy, musi nas utwierdzać w przekonaniu, że w miejsce chaosu i oportunizmu politycznego, tworzone są nowe zasady gry. Ten komunikat musi nadejść szybko. Wyraźnie odciąć nową formację od tego, co było i od wyobrażeń, jakie pokutują na konserwatystach przez lata dezawuowanych przez lewicę. 

Dla tych, którzy na PiS nie głosowali, to była partia, która chciała wszystko wywrócić do góry nogami. Wszystkie sukcesy PO przemianować w porażki i rozmontować to, co przez osiem lat udało się w Polsce stworzyć. Odsunąć tamtych i obsadzić swoich. PiS musi szybko pokazać, że wie, po co wziął władzę. Pokazać, że docenia to, co dobrze służy Polakom i chce zmieniać to, co ich irytuje, a nie to, co łatwo zmienić.

Pokusa zmian personalnych będzie silna, ale nie można zapominać, że to nie politycy budowali drogi, otwierali firmy, tworzyli miejsca pracy i trzeba wyłuskać tych, którzy tworzyli, a nie zamieniać tymi, którzy im tylko zazdrościli. 

Przy budowaniu nowego zaplecza urzędniczego, PiS musi pamiętać, kim są ludzie, którzy naprawdę podzielają jego konserwatywne ideały, a kim są elity, które oferują swoje wsparcie tylko po to, żeby dostać wsparcie i robić wszystko tak samo, jak dotychczas. Musi szybko odsunąć je od siebie żeby nie stracić wiarygodności. 

Zmiana musi być zauważalna, ale nie może być zmianą dla zmiany. PiS musi się nauczyć przyciągać dobrych ludzi, a nie kierować się selekcją negatywną, jak to się partii zdarzało w przeszłości. Awansować tych, którzy mają programy i doświadczenie w działaniu, a nie zasłużonych w miotaniu oskarżeniami o zdradę i spiski.

Dla milionów Polaków polityka straciła sens. O tym też trzeba pamiętać. Brak wiary w moc sprawczą polityków i przekonanie o ich moralnym relatywizmie stanowić będzie wyzwanie nie mniejsze niż dotrzymanie obietnic wyborczych. PiS nie może jawić się jako jeszcze jedna partia kuglująca kompromisami dla doraźnych korzyści politycznych i porzucająca wartości dla zaspokojenia kolejnych grup nacisku. Nie może rozmywać reformy dla uciszenia krytyki. 

Nie ma co liczyć, że Polacy po wyborach staną się lojalnymi wyznawcami PiS. Euforia opadnie za kilka tygodni. Po doświadczeniach z PO, żadna partia nie zaskarbi sobie poparcia, jeżeli jej politycy będą bardziej wierni urzędnikom niż swojemu suwerenowi – narodowi. Tak, jak to robiła PO nadając słowu „państwo” magicznej niemal osobowej cechy i usprawiedliwiając tym uciążliwą biurokrację, nieprzyjazne podatki czy nieudolne sądownictwo, rozbudowując administrację i zawsze stając po stronie urzędnika, a nie obywatela.

Nowym elitom rządzącym ciężko będzie hamować rządzę odwetu, ale od dojrzałości liderów będzie zależała trwałość formacji. PiS musi wznieść się na wyżyny i zapewnić otwartą debatę ze wszystkimi, niezależnie od tego, jak sami byli traktowani w przeszłości. Zamiast wdawać się w wojnę podjazdową z lewicowymi mediami, PiS musi się koncentrować na wspieraniu silnych polskich mediów. Nawet jeżeli to będzie oznaczało, że części z nich nie uda się przekonać do programu, ludzi i konserwatywnego PiS. Wartości muszą być ponad osobistymi słabościami. Również kiedy zagraniczni wydawcy zaczną garnąć się pod skrzydła władzy, zmieniać linie pisma i starać się o wsparcie reklamowe. Celem jest przebudowa struktury mediów, a nie kupowanie sympatii dla poszczególnych polityków. 

To samo dotyczy polityki gospodarczej. Miejsca pracy są ważne, ale nie za każdą cenę. Żeby wyrwać Polskę z systemowej zależności od Niemiec i stworzyć warunki do poszerzania klasy średniej, rząd musi nauczyć się patrzeć przez pryzmat polskiego biznesu i przedsiębiorczości. To nie oznacza preferowania spółek skarbu państwa. Przeciwnie, doświadczenia ostatnich lat takie jak budowa autostrad i stadionów pokazują nam, że wielkie państwowe konglomeraty są hamulcowym rozwoju niezależnej przedsiębiorczości. 

Konserwatyzm musi zacząć się kojarzyć Polakom z kolorową alternatywą dla sztucznej pastelowej lewicy i PO. Szarzyzna i ponuracka morda przylepiona prawicy musi zostać zastąpiona otwartą, przyjazną i bliską aurą. Skoro udało się to Cameronowi i  Thatcher, skoro udało się Reaganowi w Ameryce, to może też udać się w Polsce. Wolności gospodarcze, wartości rodzinne, szacunek dla indywidualnych przekonań i wiary, muszą być jednoznacznie kojarzone z silniejszą, bardziej demokratyczną i wolną Polską. 

Odzyskać Polskę dla konserwatywnych wartości będzie trudniej niż wygrać wybory. 

Teskt ukazał się we WPROST