Walka o miedź
Robert Gwiazdowski 06.05.2014

Wybuchła kolejna awantura o rozprzedawanie majątku narodowego. Dlatego, że jedna ze spółek z grupy Lumina (Leszno Cooper) otrzymała koncesję na poszukiwanie złóż miedzi w Polsce.

Zacznę od tego, że nie pracuję dla Luminy. Z Ross’em Beaty – szefem całej grupy – rozmawiałem raz. Rzeczywiście robi wrażenie – w odróżnieniu od wielu menadżerów polskich „spółek Skarbu Państwa”. Jak mówi, że chce w Polsce zbudować kopalnię miedzi, to sądzę, że ją zbuduje, jak znajdzie odpowiednie złoża. I to będzie prawdziwe nieszczęście dla KGHM & Co. (zgadnij kotku – jak mawiał Kisiel – kto to jest ten „Co.”). Bo można będzie wówczas porównać koszty funkcjonowania „polskiego czempiona” z zagraniczną konkurencją i zadać krępujące niektórych pytanie na co KGHM wydaje tak dużo. I pewnie to zaniepokoiło niektórych.

Wbrew temu co można przeczytać w mediach, Ministerstwo Środowiska nie „oddało” ani nawet nie sprzedało Kanadyjczykom żadnych złóż. Pozostają one własnością państwa. Przedsiębiorstwa górnicze, w tym KGHM, mogą jedynie je eksploatować, za co są zobowiązane płacić podatki – jak wprowadzony dwa lata temu idiotyczny „podatek od KGHM”, którzy nazwano podatkiem od wydobycia niektórych kopalin. Pisałem o tym w Rzepie już w lutym 2012 roku: www.rp.pl/artykul/811765.html broniąc KGHM przed pazernością i głupotą fiskusa. Ale to nie znaczy, że należy też bronić KGHM przed prawami rynku.

Podatki nie muszą wcale być idiotyczne. Trzeba tylko umieć je należycie skonstruować. To, że polski rząd tego nie umie jest tylko i wyłącznie winą rządu. I to nie tylko tego rządu, ale wszystkich dotychczasowych rządów. Jakoś w Ameryce to nie dzięki „spółom skarbu państwa” dokonuje się rewolucja energetyczna w obszarze gazu i ropy! Tylko dzięki „prywaciarzom”. Polskich „prywaciarzy” niestety nie stać na sfinansowanie poszukiwań i wybudowanie kopalin. Ja bym się chętnie zgłosił po którąś koncesję, ale były zarzut, że dostał ją ktoś, kogo nie stać na poszukiwania. Kanadyjczyków stać, wiec zarzut jest taki, że to Kanadyjczycy (choć niektórzy na Twiterze powątpiewają że to Kanadyjczycy – nie wiem, nie wychodziłem z Rossem do toalety).

Pojawiły się zarzuty, że Kanadyjczycy otrzymali koncesję w „niejasnych okolicznościach”. Trzeba by więc uznać, że KGHM też otrzymywało koncesje w „niejasnych okolicznościach” – bo wszystkie postępowania koncesyjne są prowadzone podobnie. Podobnie źle. Jakby KGHM otrzymał koncesję w tych „okolicznościach”, nie byłoby problemu? A wcześniej otrzymywało w podobnych!

Lament nad „spółką Skarbu Państwa” jest o tyle niezrozumiały, że KGHM nie jest nawet na liście spółek o strategicznym znaczeniu dla państwa. Jest spółką giełdową, w której Skarb Państwa posiada niespełna 32% kapitału zakładowego. Resztę udziałów przehandlował, żeby mieć na przykupywanie wyborców. Zostawił sobie tylko taki pakiet, który pozwala mu wybierać radę nadzorczą, która wybiera prezesa, który musi robić co chce Minister Skarbu Państwa, albo go wywalą. Tak jak onegdaj wylali profesora Stanisława Szpecika, który był prezesem KGHM, a teraz pracuje dla Kanadyjczyków.

Pojawiające się twierdzenia, że Ministerstwo Środowiska ma dbać o interesy poszczególnych spółek, choćby to były spółki z dominującym udziałem Skarbu Państwa, to nawoływania do popełnienia przestępstwa. Zabrania tego zarówno prawo unijne, podpisana z Kanadą umowa o ochronie inwestycji, jak i przepisy prawa polskiego! Po co są przepisy regulujące postępowanie koncesyjne, jak koncesję miałby móc otrzymać jedynie KGHM, albo inna „spółka Skarbu Państwa”?

Podobno na terenach objętych koncesją przyznaną Kanadyjczykom, znajduje się „8 mln ton miedzi wartej od 700 mln do ponad miliarda dolarów”. Jeśli ktoś posiada taką wiedzę specjalną, którą przekazał mediom, to dlaczego nie udostępnił jej KGHM, żeby nasz narodowy czempion mógł złożyć od razu wniosek o koncesję wydobywczą a nie poszukiwawczo-rozpoznawczą?

Skoro KGHM, miał „pod nosem” takie dobre złoże, to dlaczego się nim wcześniej nie interesował??? Moim zdaniem wynikało to z typowej buty monopolisty. Konkurencja ze strony Kanadyjczyków wyjdzie mu na dobre. No chyba, że w sprawie jest jakieś „drugie dno”. Ale na razie poza działaniem „Co.” go nie widać.