Warzywniak Narodowy, czyli rządowe plany budowy państwowej sieci sklepów spożywczych
Jerzy Wysocki 01.06.2020

Pierwszą taką palcówkę proponuję otworzyć na warszawskim Żoliborzu, w okolicach domu Jarosława Kaczyńskiego. Warzywniak ów będzie dobrze strzeżony, w asortymencie znajdzie się karma dla kotów i Gazeta Polska w gratisie. Czasami zabraknie bułek, czasami owoców. Powrócą polskie papierosy: Sporty, Klubowe, Giewonty i Extra Mocne bez filtra, z alkoholi dominować będą polskie wina z dużą zawartością siarki, które wykrzywiają twarz nawet wytrenowanym i doświadczonym alkoholikom. Powróci PRL.

 

W rządzie kiełkuje pomysł stworzenia sieci państwowych warzywniaków czy tam, spożywczaków. Zamiar jest taki: na bazie Krajowej Spółki Cukrowej powstaje Narodowy Holding Spożywczy. To, konsolidacja rolno – spożywczych aktów państwa. Nowy podmiot, który ma już państwowy cukier i zboża, ma kupować prywatne firmy produkujące i przetwarzające produkty rolne. Docelowy etap, to przejęcia i/lub budowa państwowej sieci handlu detalicznego. Projekt ma swoją historię: pod koniec 2018 roku wicepremier Piotr Gliński mówił w RMF FM: „ Przydałoby się, żeby Lidl był polski”. Jeden z rządowych promotorów projektu twierdzi, że państwowe spożywczaki płaciłyby uczciwe ceny rolnikom i oferowały „nieprzesadnie wygórowane ceny” polskim konsumentom.

Zostawmy kwestię przejęć, jako mało realną. Wczytajmy się w głoszoną ideę. Jak wynika z deklaracji, państwowe sklepy będą kupować od rolników jabłka i buraki za kwotę bardziej uczciwą, czyli wyższą niż prywatne sieci. Dlaczego, wyższą. Nie wiadomo, pewnie po to, by rolnikom sprawić przyjemność i zyskać ich sympatię przeliczalną na głosy wyborcze. Dalej, owe ziemniaki i buraki będą w owych placówkach państwowych sprzedawane po „nieprzesadnie wygórowanych cenach”, czyli taniej, niż w prywatnej konkurencji, znowu po to, by obywatel był zadowolony i wdzięczny władzy. Sprytne? Drogo kupić, tanio sprzedać. Szkoda, że marksiści nie mają swojej nagrody Nobla.

Nawet nie wiadomo, jak z tym polemizować. Moja zawodowa koleżanka, zajmująca się sieciami handlowymi, zwraca uwagę, że nie chodzi tylko o socjalistyczną idee fixe tego rządu, ale o intratne posady dla działaczy partyjnych i ich rodzin. Narodowy Holding Spożywczy, to z sześć miejsc w radzie nadzorczej, pięciu członków zarządu oraz 15 – osobowa rada programowa, z kupionym, emerytowanym profesorem na czele. Do tego delegatury wojewódzkie z analogicznym składem. Te ciała, na plenarnych obradach, ustalać będą cenę skupu wiśni i kalafiorów, oraz ustalać urzędową cenę sprzedaży. Te kolegialne ciała będą też przyznawać licencje na prowadzenie państwowych warzywniaków i spożywczaków. Mile widziane pochodzenie robotniczo – chłopskie i przynależność partyjna.

Państwowa sieć zostanie zobligowania do przeprowadzenie kampanii promocyjnej. Zajmie się tym Polska Fundacja Narodowa, ta od rejsu promującego Polską wśród mew i delfinów. Reklamy pójdą w TVP i Polskim Radio, Gazecie Polskiej, Telewizji Trwam i w Radio Maryja. Konkurs na kreację haseł promujących nową sieć rozpisze Rada Mediów Narodowych, instytucja od powoływania i odwoływania Jacka Kurskiego.

Mam głęboką nadzieję, że ów projekt będziecie realizować ze skutecznością równie porąbanego projektu: Mieszkanie plus. Nie potrafiliście być sprawnym deweloperem, nie dacie rady poprowadzić warzywniaka, tym bardziej sieci. Ale ten pokazowy, na Żoliborzu warto postawić. Upamiętnijcie swoją głupotę.