Wiadomości dnia – dziennik pandemiczny
Jerzy Wysocki 10.04.2020

9.14. e-mail od najemców mojego mieszkania na Tarchominie:

„…W danej chwili przez pandemie koronawirusa niestety straciliśmy pracę na okres co najmniej 2-3 miesięcy (pracujemy w branży gastronomicznej) co daje się bardzo odczuć w sferze finansów i niestety na ten moment przychodzi nam żyć z oszczędności. Na chwilę obecną staramy się zredukować wszystkie możliwe koszty do minimum, gdyż nie chcielibyśmy dopuścić do sytuacji, że będziemy zmuszeni wybierać co zapłacić a co nie… Bardzo zależy nam w dalszym ciągu na utrzymaniu dobrej relacji i pozostaniu w mieszkaniu na dłużej i w związku z tym kierujemy naszą prośbę a zarazem pytanie czy istnieje możliwość obniżenia czynszu na okres pandemii? Będziemy bardzo wdzięczni jeśli przemyśli Pan naszą prośbę. Oczywiście po zakończeniu tej nieszczęsnej sytuacji wrócilibyśmy do normalnego rozliczenia”.

9.45. Tu od miesiąca zmiana obyczajów. Jarając pierwszą fajkę przy pierwszym kubku kawy nie zaczynam od maili i Facebooka, ale przekopuje te portale, które najlepiej podają statystyki zakażeń i zgonów. Czytam nie tylko o Polsce. Śledzę inne kraje z komunikatów WHO. Najbardziej lubię wykresy i estymacje matematyków.

11.15. Pan Zbyszek przychodzi ze skrzynką pełną narzędzi. Skoro jestem w trybie home working, to dobry czas dokonać drobnych napraw w miejscu, w którym niestety spędzam zdecydowaną większość doby. Zgodnie z wytycznymi mogę się przewietrzyć, wyjść z psem (dziękuję Misiek, że dajesz mi alibi) i zrobić krótki spacer. Co znaczy krótki? Nie wiem. W więzieniach jest to jakoś określone. Pan Zbyszek opowiada, że klienci odwołują mu remonty i naprawy. Boją się – ubolewa i wyjaśnia, że to pandemia strachu. Podaje statystyki: w Polsce umiera około tysiąca osób dziennie, wirus ma wpływ statystycznie nieistotny. W jego opinii, Włosi znani z hulaszczego trybu życia i rodzinnych integracji, sami sobie są winni, Amerykanie umierają bo są otyli i wielu ma cukrzycę na skutek owej otyłości. Może ma rację. Nikt tego nie wie. Irytują mnie media robiące wywiady z wybitnymi specami od epidemii i wirusów. Każdy ględzi co innego. Myślałem naiwnie, że nauka i medycyna światowa jest na wyższym poziomie.

12.25. Partner biznesowy pisze. Ta firma od farb chce nam obciąć o połowę miesięczne wynagrodzenie, bo sprzedaż im siada, a eksport w zaniku. Ustalamy, że odłożymy ewentualną zgodę na przyszły tydzień. Ale raczej naszej zgody nie będzie. Najemcom mojego mieszkania dałem upust, bo to porządni ludzie, i nie chcę tracić klienta. I to żadna dobroczynność z mojej strony, tylko czysta kalkulacja. A niby kogo na ich miejsce teraz znajdę, i za ile?

14.20. Kuleje coraz bardziej. Znowu ten odcisk. W renomowanym salonie kosmetycznym, prowadzącym także pedicure leczniczy, automat informuje o zawieszeniu działalności do odwołania. Pocieszam się, że ludzie mają większe problemy. Patrz e-mail na górze tekstu.

15.00. Pisze Andrzej, mój trener od tenisa z pytaniem czy gramy? Wiem co kombinuje. Znalazł prywatny, położony w ustronnym miejscu kort w Serocku. Bez tenisa nie mogę żyć, odbijam tę żółta piłeczkę ponad 40 lat. Wiem, że Andrzej musi zarabiać. Nie zamieni rakiety na trzepaczkę do dywanów. Trudno, nie chodzi o moją kasę, ale nie mogę narazić innych na mandat policji, do 500 zł i groźbę 30 tysięcy kary, którą może nałożyć Państwowa Inspekcja Sanitarna. Jak czytam, bezprawnie. Rozporządzenie jest sprzeczne z Konstytucją, bez wprowadzenia stanu klęski żywiołowej lub stanu wyjątkowego, nie można ograniczać swobód obywatelskich. Jedna czwarta odmawia przyjęcia mandatów, często bzdurnych mandatów, sądy się zakorkują. Brawo decydenci od prawa i sprawiedliwości. Tak przy okazji, rządzący mają dużo szczęścia. Wyrok TSUE zawieszający działanie Izby Dyscyplinarnej ws. Sądu Najwyższego, to czołówki wszelkich mediów w czasach normalnych. Teraz, poszło to bokiem. Ale proszę nie otwierać szampana. Wróci. Mocno kontrowersyjne obniżenie stóp procentowych, czyli niewidzialny podatek od oszczędności w dobie narastającej inflacji. Sprytne, ale tu też rekomenduję pozostawienie szampana w lodówce.

15.50. Idę po wino. Nie przepraszam, idę na krótki spacer połączony z niezbędnymi zakupami. – To nie jest czas na budowanie formy – powiedział minister zdrowia Łukasz Szumowski, którego działania szanuję, ale w tym punkcie się nie zgadzam. Maniakalnie czytam wszystko i wydaje mi się, iż opinie medyczne są zgodne. Brak ruchu, porzucenie dbałości o formę fizyczną przekłada się na spadek odporności zdrowotnej i może wywołać problemy natury psychicznej. Wracając do sklepu z winem. To sieciówka. Najpierw ograniczyli godziny otwarcia, teraz redukują personel. Kierunek: prohibicja? Nie ze mną te numery, koszmarny czas stanu wojennego, na Brzeskiej w bramie serwis był lepszy, niż dziś w szpitalach. Oczywiście chodzi o asortyment.

16.50. Na Facebooku, czytam, że kolega kolegi dostał na konto kilka tysięcy Euro, bo ma tam zarejestrowaną działalność gospodarczą. Dostał i już, nawet nie zabiegał. W Polsce wprowadzono tarczę 2, mają uprościć procedury. Jeśli w poprzednich tekstach pierwszą tarcze antykryzysową nazwałem tekturową, to wprowadzając drugą, przyznaliście się do błędu. Lepiej się przyznać do błędu, niż w nim tkwić.

17.25. Dostaje e-maila od dewelopera, że 14 kwietnia mam się stawić u notariusza, na podpisanie umowy. Chodzi o to, że założyli już rachunek powierniczy i mam wpłacić 30 procent na budowę budynku mieszkalnego na osiedlu we Włochach. Niby firma solidna, ma fajne realizacje, wpłaciłem już 10 tysięcy w ramach umowy rezerwacyjnej. Ufam tej firmie, ale jak okaże się, że kolejnym rozporządzeniem zabronią prac budowlach, to kasy nie odzyskam. I tak mam zamrożone 9 tysięcy na koncie znanego biura turystycznego. Właśnie teraz powinien pisać do Was z Kanarów, np. o tym jak ciężki i wieloletni był podbój tego archipelagu przez Hiszpanów, albo jak świetnie wypoczywali tam faszyści podczas II wojny światowej. Zamiast pisać z Teneryfy, czytam pismo, że mogę zmienić rezerwację na inny termin, a w sprawie zwrotu kasy, to oni czekają na jakieś rozporządzenia. Słabe.

18.50. Czytam ciekawy tekst Roberta Gwiazdowskiego, o absurdalnym zakazie łażenia po lesie. Pełna zgoda. Tak na logikę, to chyba łatwiej zachować dystans w lesie, niż na wąskim chodniku. Poza tym, im więcej osobników w lesie, to mniej na chodniku.

19.40. Widzę, że będzie nakaz noszenia masek. Jako agnostyk, nie mam zdania, podobnie jak w sprawie istnienia Boga, z przymiotami w tej czy innej religii. Ale przypomina mi się filmik o tym, jak złudne jest szaleństwo z rękawiczkami w sklepach. Facet ubabrał sobie łapy w jakiejś niebieskiej substancji i wybrał się na wirtualne zakupy. Zdejmował te rękawiczki, gdy telefon dzwonił, gdy płacił kartą itp. Wrócił z twarzą pomazaną niebieską substancją.

19.50. Sprawdzam programy TV, jakiś film by się obejrzało. Stare wszystko lub głupawe. Prawie dwa miliardy poszło ma telewizję rządową. Mogą kupić najlepsze produkcje. Zapewnić podatnikom, czyli tym, co tę kasę z przymusu fiskalnego wyłożyli, nową jakość. Nic z tego. Wstyd.

20.20. Na koniec dnia nie sprawdzam, jak wielu, notowań giełdowych, tylko statystki wirusowe Polsce. Wczoraj 370 zakażeń, 15 zmarło. Łącznie 5575 zarażonych, 174 zmarłych. Co będzie dalej?