Widziane znad morza. Biznes morski czeka na CETA i TTIP
Artur Kiełbasiński 26.10.2016

Zamieszanie z negocjacjami z Kanadą, wątpliwości dotyczące porozumienia z TTIP? Jest w Polsce co najmniej jedna branża, która na obie umowy czeka. I inwestuje już dzisiaj.

 Znad morza wszystko widać inaczej? Może nie wszystko, ale akurat sprawy CETA i TTIP, czyli porozumień handlowych z Kanadą i USA, z perspektywy gospodarki morskiej są widziane w dość specyficzny sposób. W branży morskiej panuje bowiem przekonanie, że zarówno polskie stocznie, jak i porty zyskają na ewentualnych umowach z USA i Kanadą. Polskie stocznie są już obecne na rynku kanadyjskim – dostarczają tam m.in. nowoczesne promy do przewozu samochodów i ludzi.

Nie inaczej jest z portami. Ożywienie w handlu z USA i Kanadą musi przełożyć się na wzrost obrotów handlowych. W Gdyni powstaje właśnie nowa obrotnica – strefa w porcie pozwalająca manewrować większym niż do tej pory statkom. W Gdańsku w poniedziałek oddano drugie nabrzeże w terminalu kontenerowym DCT. Wartość inwestycji – ponad 1 mld zł. Na nabrzeżu nowoczesne, największe na Bałtyku suwnice.

Branża morska już dziś inwestuje w przyszłe potencjalne korzyści. Nikt nie ma złudzeń, że porozumienia handlowe w jakiejś formie wejdą w życie i ożywią wymianę handlową. Większy problem – kiedy. Branża morska jest jednak cierpliwa.

A jeśli się nie doczeka? Polskie terminale – w Gdańsku, Gdyni, a także planowany w Świnoujściu – staną w szranki z Hamburgiem czy Rotterdamem. Do tej pory ogromne ilości kontenerów do polski szły przez te porty. Jeśli więc nie CETA i TTIP, to walka o ładunki z Chin. Co najważniejsze – te inwestycje mamy dzisiaj, nie za 5 lat. Na morzu Polak szuka okazji z wyprzedzeniem. Bardzo to w Polsce rzadkie.