Więcej awantur, mniej spekulacji
Tomasz Wróblewski 07.12.2015

“Wielka wizja potrzebuje silnych antagonistów, a program zanim stanie się prawem, powinien przejść przez ogień krzyżowy przysięgłych wrogów jego projektodawców”.

Nie wiem, czy Ronald Reagan powtarzając te mądrości Lincolna, szydził ze swojej demokratycznej opozycji, a może obaj z przekąsem pili do swoich przeciwników politycznych. Ale faktem jest, że najtrwalsze prawa i najsilniejsze demokratyczne instytucje w chwili, kiedy powstają, przechodzą legislacyjne piekło. Stąd też batalia o Trybunał Konstytucyjny nie budzi w nas tyle trwogi, co wśród każdej ze stron konfliktu. W tym rozdzieraniu szat, histerii medialnej i twitterowym pohukiwaniu widzimy mozolny proces przekuwania mocno niedoskonałej upolitycznionej instytucji, jaką jest Trybunał, w organizm spełniający zadanie, do jakiego go ustanowiono. I choć po awanturniczych doświadczeniach to może się wydać przewrotne, to podobnego procesu życzylibyśmy przy naprawie większości instytucji państwowych – brutalnej wymiany argumentów, niech nawet będą bardzo osobiste, niech padają bolesne oskarżenia.

To nie awantura o kształt Trybunału Konstytucyjnego jest zagrożeniem demokracji, przeciwnie – jej brak. Kompromisy, erzace, niedomówienia, rozwiązania tymczasowe, które po ośmiu latach rządów doprowadziły do zapaści systemu podatkowego, rekordowego zadłużenia i pułapki średniego rozwoju.

Tylko autentyczny spór, polityczna jatka może zmusić rządzących do uporządkowania swojego programu i spójnej odpowiedzi na wątpliwości. Nie chodzi o to, żeby się wycofać, zabić program naprawczy. Nie. Chodzi o to, żeby go uodpornić. Coś, czego zabrakło przed ogłoszeniem planu uzusowienia wszystkich umów i podnoszenia składek małym przedsiębiorcom. Zmiana, która może i skutecznie zasiliłaby budżet, ale na krótko. Przy takim wzroście obciążenia firmy wynosiłyby się z kraju albo padały jak muchy. Ktoś ten projekt niby zgłosił, potem niby wycofał, ale nikt nam nie powiedział, o co tak naprawdę rządowi chodzi. O niszczenie czy – jak twierdziła premier Beata Szydło w czasie exposé – wzmacnianie przedsiębiorczości. Czy 500 zł ma być na każde, czy tylko biedne dziecko? Co jak co, ale sztandarowy projekt, który będzie też głównym chłopcem do bicia opozycji, jak już ma być narażony na starcie, to przynajmniej niech znane będą jego kardynalne założenia.

Czy zapowiadany podatek od sklepów wielkopowierzchniowych ma być inicjatywą poselską, jak zapewniał minister Szałamacha, czy ministerialną, jak zapewnia minister Kowalczyk. Rząd zapowiada, że kwota wolna od podatku ma być podnoszona sukcesywnie. Czy deficyt ma wzrosnąć o 4 czy o 10 mld? Mija dzień i prezydent wysyła projekt do Sejmu zakładający wprowadzenie od razu pełnej kwoty – 8 tys. zł. No i kolejna awantura. O co? Jak nas wzbogaca?

A niech się kłócą, wyzywają w Sejmie i na ulicach, ale o to, jak ma wyglądać system podatkowy, walka z zapaścią demograficzną, z deficytem – ten spór nie może dotyczyć tylko spekulacji i pomówień.

Mamy za sobą osiem lat zastępczych sporów i akumulowania prawdziwych problemów. PO przegrała wybory właśnie dlatego, że autentyczne spory zastępowała małostkowymi problemami, a poparcie kupowała przywilejami i dotacjami. Płacąc klakierom, dziennikarzom, artystom. Dając przywileje górnikom, sędziom, bankom. Bo taka była potrzeba chwili, bo brakowało nam kapitału, bo chcieliśmy na unijne salony. Bo coś trzeba było dać rolnikom.

Za takie unikanie sporów płacimy teraz jednym z najgorszych wymiarów sprawiedliwości w Europie, jednym z najgorszych systemów podatkowych w OECD. Dlatego z utęsknieniem czekamy na więcej takich produktywnych awantur jak ten o model Trybunału Konstytucyjnego.

***
Tekst ukazał się we WPROST