Wódka. Kto nie pił Vistuli i Bałtyku, ten nic o życiu nie wie
Cezary Kaźmierczak 06.03.2016

Znajomy z opozycyjnego domu, który za PRL był dzieckiem powiedział mi, że opozycja kojarzy mu się z kłębami dymu: kuchnia, stado brodaczy, dyskusje i kłęby dymu. Gdyby był bardziej spostrzegawczy dodałby jeszcze: wiaderko wódki. Piło się w zasadzie wszędzie. W sumie nie było spotkań towarzyskich bez wanienki wódki. Obrzydliwej wódki. Kto się nie wychował na Vistuli czy Bałtyku (płyn o barwie białej i trwałym zapachu…) ten nic nie wie o życiu.

W ostatniej dekadzie PRL picie wódki przez polski naród to była już plaga grożąca narodową katastrofą, a na pewno prowadząca do dorównania do najwyższych standardów radzieckich w tej dziedzinie. Zapewne z tego powodu powstało restrykcyjne prawo dotyczące produkcji alkoholu.

Otwarcie w Polsce małej gorzelni jest właściwie niemożliwe  lub nieopłacalne. Wytworzono tyle przepisów, obostrzeń, nakazów i zakazów, że jest to zabawa w zasadzie wyłącznie dla korporacji. Z około 500 gorzelni 25 lat temu pozostało obecnie 100. Zabetonowano rynek. Bardzo zabetonowano.

Zbyszek Kmieć z Zielonego Niedźwiedzia , który o jedzeniu i alkoholu wie wszystko, mówi, że w Polsce obecnie produkuje się zaledwie kilka Marek prawdziwej wódki. Reszta to woda mieszana z najtańszym spirytusem z Rumunii. Trwa wyniszczająca wojna cenowa miedzy koncernami.

Polska wódka, która mogła być naszą eksportową wizytówką, z której mogliśmy być dumni, jak Szkoci z whiskey, która mogła być wielkim promotorem Polski w świecie i wielkim generatorem ruchu turystycznego do Polski, staje się polskim obciachem, który przestają pić nawet Polacy.

Do tego doprowadziło de facto zamknięcie i zabetonowanie rynku, które uniemożliwia konkurencję i wejście na rynek małych pretendentów. Bariera wejścia na ten rynek, w postaci niewiarygodnego gąszcza przepisów, doprowadziła do jego degeneracji. Jakościowo wracamy do poziomu Vistuli i Bałtyku.

Nie ma turystyki kulinarno-alkoholowej do Polski, jak do Szkocji, bo kto będzie jechał żeby napić się rumuńskiego spirytusu wymieszanego z wodą?

Pewien pasjonat gastronomii powiedział mi, że ostatnim momentem na szybkie odrodzenie polskiej gastronomii były lata sześćdziesiąte, ponieważ żyli jeszcze ludzie, którzy terminowali w przedwojennych knajpach. Po ich śmierci – widzimy to teraz – będzie to trwało 2-3 dekady.

To samo jest z Polską wódką – żyją jeszcze ludzie, którzy potrafią ja robić. To trochę trudniejsze niż wymieszanie wody ze spirytusem.  Gdybyśmy zderegulowali ten rynek i dopuścili konkurencję, to polski żywioł gospodarczy odrodziłby ten produkt w Polsce i na świecie.

To jednak nie nastąpi, reakcja urzędników jest łatwa do przewidzenia. Jakość jest zła, bo “standardy” za niskie… Trzeba je zaostrzyć… I tak, w trzy dekady, dokonamy niemożliwego: “przebijemy” “jakością” Vistulę i Bałtyk razem wzięte .

Za chwilę, to samo co z wódką, politycy mogą zrobić z polskim rolnictwem. Ma bowiem wejść restrykcyjne prawo – ktoś zamrozi obrót ziemią. Skutki łatwe do przewidzenia.  Zniszczenie rolnictwa za dwie dekady. O ile bowiem obecni rolnicy się znają i chcą, to ich dzieci już raczej niekoniecznie. Ponadto demoralizująca każdego prawna bariera wejścia i konkurencji – nie trzeba się będzie starać. Starać się będą musieli Ci, co chcą kupić.

Nie wieszcze, jak niektórzy, że za 1-2 dekady dojdzie do głodu. Nie dojdzie. Dojdzie do ostatecznego wykończenia polskiego rolnictwa. Jakość pójdzie ostro w dół, ceny ostro w górę. A za miedzą, na Ukrainie, właśnie zaczyna się tworzyć mordercza konkurencja dla polskiego rolnictwa. Mieszanka czarnoziemów, pieniędzy oligarchów (zaczęli inwestować), zachodnich technologii i de facto niewolniczej siły roboczej. To śmiertelne zagrożenie dla polskiego rolnictwa. Po tej serii ciosów, jak tania, dobra żywność z Ukrainy i ustawa de facto zamykająca zawód, polskie rolnictwo w 1-2 dekady przestanie istnieć w formie jaką znamy.

Zdaję sobie oczywiście sprawę z problemu, jakim jest ryzyko masowego wykupu ziemi przez obcokrajowców, z powodu drastycznej różnicy cen, ale mam wrażenie, że wybrano metodę nie oddamy kury poprzez jej zarżnięcie.

Mieliśmy kojarzony z nami, światowy produkt – wódkę. Dzisiaj mamy wodę ze spirytusem. Mamy jeszcze światowej klasy rolnictwo i za chwilę możemy go nie mieć. Wszystko na własne życzenie. Niech politycy dalej urządzają nam życie.

***

Felieton ukazał się we WPROST

Fot. Peter Morgan/ na lic. Creative Commons/ flickr.com