Wolność potrzebuje adwokatów
Damian Kossakowski 24.04.2019

„Litwo, ojczyzno moja, ile cię trzeba cenić ten tylko się dowie kto cię stracił” pisał Adam Mickiewicz. Z Ojczyzną jest jak z wolnością – póki jest jej pod dostatkiem, staje się ona dla nas tak naturalna, że przestajemy ją dostrzegać i doceniać. W momencie gdy ją tracimy zwykle to dostrzegamy i zaczynamy jej bronić. Problemem współczesnego człowieka żyjącego w cywilizacji zachodniej, w której otrzymał on wiele wolnościowych przywilejów, jest to, że wolność odbierana mu jest na tyle małymi krokami i w takich okolicznościach, iż nie zauważa jej utraty lub nawet popiera ograniczenia wyrzekając się wolności na przykład w imię bezpieczeństwa. Wyrzeczenie się wolności dla bezpieczeństwa z kolei ma taki sam sens jak wyrzeczenie się tlenu dla życia – odrzucając jedno dla drugiego, stracimy oba.

 

Dlatego też wolność potrzebuje swoich adwokatów. Obrońców, którzy w wielu sytuacjach staną po jej stronie i nie dopuszczą do kolejnego jej bezzasadnego ograniczenia. Słowem przypomnienia, wolność to po prostu możliwość podejmowania działań według własnego upodobania w zakresie w jakim nie wyrządzamy krzywdy drugiemu człowiekowi, czyli nie wchodzimy z butami w jego sferę wolności. Liberałowie klasyczni, do których myśli nie sposób się w takim felietonie nie odnieść, sklasyfikowali kilka rodzajów wolności – osobistą, gospodarczą, zarządzania własnością, sumienia, myśli, twórczości, poglądów, zrzeszania się. Dla przykładu Benjamin Constant uznawał, iż liberalizm powinien być integralny tzn. wszystkie wolności będą zagwarantowane jednocześnie, albo nie będzie ich wcale.

Integralne spojrzenie na wolność praktycznie nie dotrwało po dziś dzień czego najlepszym przykładem jest podział obecnej sceny politycznej w Polsce – ci, którzy obiecują więcej wolności obyczajowej jednocześnie spieszą z propozycjami zamykania ust swoim krytykom nie wspominając już o tym, że są oni dalej od wolności gospodarczej niż Ziemia od niedawno „sfotografowanej” czarnej dziury. Jeden z liderów pewnej partii zapowiedział kary więzienia za „mowę nienawiści”, w tym homofobię. Odebranie wolności wypowiedzi poprzez niejasne przepisy, pod które będzie można podciągnąć krytykę rozwiązań typu karta LGBT+ to najlepszy przykład instrumentalnego podejścia do wolności. Wystarczy skonstruować przepis karny w taki sposób, by zinterpretować w jego świetle każde krytyczne stanowisko wobec działań politycznych. Nie podoba się finansowanie z publicznych pieniędzy specjalnej infrastruktury dla mniejszości seksualnych i faworyzacja w miejskich przetargach firm wg kryterium „różnorodności”? To znaczy, że jesteś homofobem, bo skoro jesteś przeciwny karcie LGBT+, która ma zapewnić bezpieczeństwo mniejszościom to znaczy, że jesteś przeciwnikiem bezpieczeństwa mniejszości, więc zostaniesz wysłany do paki, żeby tam się zresocjalizować, zrozumieć swój błąd i więcej nie krytykować. Sceptyk powyższego rozumowania może mi zarzucić, że przecież nie o to w tym wszystkim chodzi – patrząc jednak na deklaracje polityczne, patrząc na to, że w Wielkiej Brytanii mową nienawiści jest stwierdzenie istnienia dwóch płci czy nazwanie osoby transpłciowej per Mister albo Miss kiedy on/o/a życzy sobie odwrotnie (ale osoba pisząca o tym nie wie), wcale nie zdziwię się gdy niniejszy tekst trafi do akt prokuratury gdy w październiku zawieje ciepły, wiosenny wiatr.

Z kolei zwolennicy wolności gospodarczej, którzy utworzyli szeroki sojusz wcale nie spieszą się z równie ochoczym gwarantowaniem wolności personalnych. Partia, która wcześniej nazywała się liberalną dziś liberalizm utożsamia z równie wybrakowanym w wolność modelem liberalizmu zachodniego. Głos wolnościowy zamilkł z chwilą podania sobie rąk z organizacją, która liberalizmem się brzydzi. Stąd też oferta wolności gospodarczej, choć kusząca w rzeczywistości tak drastycznego niedoboru partii szczerze wolnorynkowych, nie może przysłonić tego, że zamordyzm i front antywolnościowy uderzyłby z drugiej strony – zamiast flagi tęczowej, nadeszłaby flaga zielona z ręką trzymającą miecz. Na szczęście jeden z kandydatów tej koalicji mnie uspokoił i już wiem, że w przypadku ich zwycięstwa nie zostanie wprowadzone prawo na wzór Brunei. Zamiast kamieniowania, niektórzy z moich znajomych byliby ledwie wychłostani. Ale nie powinni się tego obawiać, ponieważ (być może) zostałaby odmówiona modlitwa w ich intencji.

Trzecia siła z kolei uderza w wolność na wszystkich frontach. Ale niekoniecznie z przekonań antywolnościowych. To znaczy po części tak, gdyż niektórzy z posłów przecież wprost powiedzieli, iż przeżywają „socjalistyczną ekstazę”. Głównie jednakże antyliberalne podejście tej partii bierze się z czystej matematyki. W końcu żeby spełnić kiełbasiane obietnice 13+, 500+, krowa&tucznik+ (obiecane z jeszcze niewynegocjowanego budżetu!) trzeba uderzyć w czyjeś wolności tj. podebrać nieco więcej tym, którzy i tak na nas nie głosują. Stąd też nadchodzą duże zmiany. Niegdyś odrzucony przez TK pomysł zniesienia limitu na składki ZUS, tzw. test przedsiębiorcy, który jest typową pułapką legislacyjną, również budzącą wątpliwości konstytucyjne czy aby na pewno państwo, które zagwarantowało legalne rozwiązanie opodatkowania może je teraz arbitralnie zmienić to tylko pojedyncze przykłady tego, jak postępuje erozja praworządności i jak szybko spadają maski przyjazności dla biznesu, pod którymi kryją się nakazowo-rozdzielcze sympatie. Na całe szczęście partia ta nie doskwiera tak bardzo w sferach wolności twórczości, zgromadzeń, słowa czy sumienia – jest to raczej domeną zachodniej „tolerancyjnej” lewicy gdzie regularnie wycofuje się z obrotu książki, które w mniemaniu dzisiejszych wykształconych głów utrwalają krzywdzące stereotypy płciowe, w USA wyrzuca się studentów o konserwatywnych poglądach z uniwersytetów czy pacyfikuje siłą demonstracje pro-life (Belgia).

Nie mniej jednak wolność jest zagrożona praktycznie w każdym wariancie układanki w przyszłym europarlamencie i sejmie. Kluczowe jest zrozumienie, że na dłuższą metę nie może funkcjonować wolność wybrakowana, a powinna być ona zagwarantowana integralnie. W demokracjach liberalnych to właśnie prawo jest narzędziem ochrony naszej wolności gospodarczej, swobód obywatelskich i prywatnych preferencji co do stylu życia i dbanie o wolność w pełnym zakresie leży w interesie nas wszystkich. W innym przypadku, jeżeli będziemy wspierać tych, co do wolności podchodzą instrumentalnie, sami szybko utracimy tę część wolności, którą cenimy najbardziej. Wystarczy, że wojna radykałów nabierze rozpędu, a każdy kolejny rząd uzasadni odebranie wszystkim na przykład swobody wypowiedzi w ramach walki z treściami terrorystycznymi, ustanowi kolejne podatki lub zabawi się treścią prawa tak, by zaspokoić głód obietnic wśród swoich wyborców. Dlatego też wolność potrzebuje w dzisiejszych czasach adwokatów, którzy wyjdą na scenę polityczną by stanąć w jej obronie i będą w swoim działaniu równie nieustępliwi jak ci, którzy w wolnościach widzą zagrożenie dla swoich partykularnych celów i ideologii.