Wolność słowa jest jedna
Tomasz Wróblewski 12.04.2019

Twórca WikiLeaks, Juliana Assange siedzi w brytyjskim więzieniu. Wkrótce pewnie będzie deportowany do Ameryki. Tam usłyszy zarzuty o działanie w spisku i namawianie do włamania do systemu komputerowego rządu Stanów Zjednoczonych.

 

Niezależnie od tego, co kto myśli o samym Assange, jego bucie, narcyzmie i perypetiach z kobietami, WikiLeaks odegrał znaczącą rolę w historii naszej demokracji. Powstała w 2006 r. platforma, była początkiem nowej epoki – wymuszonej przejrzystości i demokratyzacji życia publicznego. Świat gdzie politycy i urzędnicy mają ograniczone możliwości ukrywania swoich decyzji, jest o ciut lepszy od świata tajemnic, bezsilności mediów i organizacji społecznych poszukujących prawdy.

Dla przypomnienia, wśród ujawnionych dokumentów znalazły się tajne dane Kościoła Scjentologicznego żerującego na ludzkich słabościach. Dokumenty Wydziału Badań Klimatycznych Uniwersytetu Wschodniej Anglii, który manipulował danymi tak, żeby wykazać znacznie katastrofalne skutki ocieplenia klimatycznego. W 2010 roku WikiLeaks weszła w posiadanie dokumentów wywiadu wojskowego. Wśród rzeczy, które wyszły na jaw znalazło się wideo z helikoptera amerykańskiego Apache zabijającego irackich cywilów i dwóch dziennikarzy Reutera. Ponad 90 000 stron notatek wojskowych, znanych obecnie jako Afghan War Diaries, które pokazały, że talibowie i rząd pakistański byli w stałym kontakcie, a liczba zabitych cywilów była znacznie większa niż oficjalnie przyznał to rząd USA; 400 000 stron dokumentów o wojnie w Iraku, w tym ujawnienie 15 000 niezgłoszonych zgonów cywilnych i brutalne represje ze strony sił irackich. Znalazły się tam również informacje o Polsce, o planowanej przez prezydenta Komorowskiego sprzedaży lasów państwowych dla pozyskanie funduszy na rekompensaty za nacjonalizacje nieruchomości. W 2016 roku WikiLeaks wydał zhakowane e-maile od przewodniczącego kampanii Hillary Clinton, które zdemaskowały nielegalne transakcje Partii Demokratycznej.

Nie ma wątpliwości, że wielu możnych i wpływowych tego świata ucierpiało z powodu opublikowanych dokumentów, ale świat jako taki, dzięki WikiLeaks jest lepszy i mądrzejszy a nie gorszy. Politycy, choć na chwile poczuli presję społeczną i zrozumieli istotę odpowiedzialności za swoje czyny. Czy to wystarczy, żeby kogoś skazać na długie lata więzienia?

Dziennikarze prasowi na co dzień ujawniają mnóstwo niepożądanych danych, podsłuchów i głęboko skrywanych dokumentów. To jest istota wolności słowa – nierozerwalny element demokracji i kontrolnej roli mediów. Czym różnią się przecieki Assangea od nagrań z „Sowy i Przyjaciele” czy ostatnio rozmów Jarosława Kaczyńskiego z niedoszłym deweloperem? Pewnie kaliber jest większy, ale wolność słowa jest jedna.

Istnieją oczywiście uzasadnione pytania co do relacji WikiLeaks z rosyjskim rządem, choć jak na razie nie ma na to żadnych dowodów. Wciąż najpoważniejsze zarzuty dotyczą oskarżenia o napaść na tle seksualnym w Szwecji. Ale i tu, rzekoma ofiara wycofała oskarżenie. Nie trzeba lubić Assangea, żeby rozumieć jak groźny może być precedens, skazania człowieka na wiele lat więzienia, tylko dlatego, że śmiał ujawnić pokrętne interesy polityków i rządowych agencji.