Wybory trzeba przenieść na jesień?
Jerzy Wysocki 18.03.2020

Piłkarskie mistrzostwa Europy przełożone na następny rok, Liga Mistrzów nie gra, podobnie jak ligi krajowe. Majowy, Europejski Kongres Gospodarczy w Katowicach – wrzesień. Wcześniej odroczono już Welconomy Forum w Toruniu. To decyzje przykre, ale oczywiste i przyjęte z całkowitym zrozumieniem. Całkowicie niezrozumiały jest zaś opór rządzących w sprawie dyskusji o przesunięciu terminu wyborów prezydenckich. Dlaczego, o tym za chwile.

 

Działania rządu, wszelkie decyzje mające zahamować pandemię wywołaną koronawirusem wydają się racjonalne, przemyślane i podejmowane na czas. Piszę „wydają się”, bo nie sposób przewidzieć, co wydarzy się jutro, za tydzień, czy za miesiąc. Co więcej, działania rządu są pozytywnie odbierane przez Polaków. Z każdym pomiarem, w badaniach opinii publicznej, narasta lęk przed zarazą i rośnie poparcie dla działań rządu. Jako skromny specjalista od public relations muszę też przyznać, że władza prowadzi dobrą politykę informacyjną, a minister zdrowia, profesor Szumowski pokazuje dużą kompetencję i budzi zaufanie. Dobre działania rządu, zepchnęły na odległy plan łamanie praworządności, sprawę prezesa Banasia, subwencji dla TVP. COVID-19, to paliwo polityczne dla PiS. I nie używam tego argumentu cynicznie, tylko neutralnie, jako obserwator życia publicznego, mający wgląd w różne socjologiczne badania i analizy.

Jest też taki socjologiczny mechanizm, że w trudnych czasach, zwłaszcza czasach zagrożenia, ludzie szukają oparcia u władzy. To logiczne. Tylko rząd dysponuje narzędziami pomocy. Można PiS-u nie lubić, ale sympatyczny, były minister zdrowia Bartosz Arłukowicz nic ci nie pomoże. A więc kibicujemy rządowi, bo na tym boisku gra tylko ta drużyna. A przeciwnik, to nie opozycja, tylko koronawirus, przeciwnik dużo groźniejszy i nieobliczalny.

Zbieg tych wszystkich okoliczności powoduje, że szanse wyborcze Andrzeja Dudy rosną do granic pewności. Ostatni sondaż daje mu zwycięstwo w pierwszej turze. Nic nie wskazuje, aby trend się odwrócił.

„Epidemia wymaga solidarności i jedności. Kampania to konkurencja, wzajemna krytyka, wręcz walka…” – uważa Donald Tusk, proponując przełożenie wyborów prezydenckich. No dobrze, to polityk, ma swoje interesy. No to poczytajmy, co uważa Wojciech Hermeliński, były przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej i były członek Trybunału Konstytucyjnego. Jego zdaniem, oprócz organizacyjnych ograniczeń: 27 tysięcy obwodowych komisji wyborczych, w których zasiadać ma ponad 200 tysięcy ludzi, istnieją też przesłanki konstytucyjne: – Możemy dojść do wniosku, że z punktu widzenia prowadzenia kampanii wyborczej naruszony jest art. 96 konstytucji, który mówi o „równości wyborów”. W tym przypadku o równości nie ma mowy, choć rzeczywiście trudno rozdzielić, co jest kampanią, a co rolą prezydenta. Hermeliński wypowiada się dyplomatycznie, ale jest jasne i widoczne, że konkurenci obecnego prezydenta nie mają możliwości prowadzenia normalnej kampanii.

Mamy więc taką sytuację: ani prezes PiS, ani prezydent Duda, ani premier Morawiecki nie chcą zmiany terminu wyborów. Opozycja chce, ale nie ma na to wpływu. Władza chce, bo ma wiatr w żagle, opozycja ma flaute (termin żeglarski oznaczający brak wiatru). Na co liczy opozycja? Nie podejrzewam nikogo o cynizm, ale przyjmując obecne przesłanki zróbmy estymację na przeniesione, jesienne wybory.

Podobnie jak w Chinach, a to coraz bardziej wiarygodne państwo, pandemia wygasa. Ostatni pacjenci opuszczają szpitale, znoszone są wszelkie ograniczenia. W Polsce stanie się tak w lipcu lub sierpniu. Wyborcy wdzięczni będą rządowi za aktywność, kompetencje i poświęcenie. Minister Szumowski, zostanie „Człowiekiem roku”, nie tylko Gazety Polskiej. Ale w jakiej kondycji będzie gospodarka, a zwłaszcza budżety domowe. Fatalnej. Inflacja szybuje, obniżenie stóp procentowych przez RPP, to podatek od oszczędności Polaków, setki tysięcy pozbawionych pracy w sektorze turystycznym, hotelarskim, gastronomicznym, lotniczym, sportowym itp. Psim obowiązkiem (bardzo głupie powiedzenie, ale trudno) władzy było zapewnić nam przetrwanie. Ale uwaga! Psim obowiązkiem władzy – jak zapewne uważa znaczna część wyborców – jest też teraz naprawić straty. Nie tylko utrzymać wszelkie transfery socjalne, ale zrekompensować jakoś to co straciliśmy. Tak wiem, pani minister Emilewicz (kolejna pozytywna postać w tym rządze), coś zapowiada. Ale byłoby skrajną naiwnością, że w czasach recesji (tak, to nas czeka), znajdą się pieniądze dla każdego, w tym dla właściciela budki z kebabem, która nie mogła działać i recepcjonistki na umowie „śmieciowej” w zamkniętym klubie fitness.

Przy tym scenariuszu, jesienią nastąpi pandemia rozgoryczenia. Rozpasane transferami socjalnymi społeczeństwo, nauczone propagandowo, że to państwo – jak w komunizmie – odpowiada za ich los i byt, coś tam dostanie. Wiadomo, że konieczna będzie nowelizacja budżetu w stronę deficytu, a bajkę o jego zrównoważeniu, premier Morawiecki będzie mógł w pamiętniku opisać.

Te socjologiczne i ekonomiczne wektory spowodują, że tym razem opozycja dostanie paliwa i wiatru w żagle. Pamiętajmy, jak chwiejne są wśród wyborców nastroje i preferencje. Są ważniejsze sprawy, koronawirus zagraża wszystkim, niezależnie od politycznych sympatii. Proponuję, choć sam w to nie wierzę, ponadpartyjne porozumienie. Dajmy sobie trochę czasu, ale cała klasa polityczna powinna zadeklarować: 10 kwietnia zbiera się sejm i senat, i w zależności od sytuacji podejmuje wiążące decyzje ws. prezydenckiej elekcji. Bądźmy w tej sprawie poważni, tak jak w sprawie pandemii.