Wybrańcy kryzysu
Andrzej Krajewski 19.06.2020

Gdy z powodu wojny, epidemii lub ekonomicznego krachu (a nieszczęścia te często lubią nadciągać stadnie) świat ogarnia chaos, prawie wszyscy na tym tracą. Ale prawie oznacza, iż są ludzie, którym czasy zamętu otwierają drogę na szczyty powodzenia.

 

Kolejne tygodnie pandemii owocują zdarzeniami mającymi jeden wspólny mianownik – destabilizacja. Ma ona różne oblicza w zależności od kraju. W Niemczech czarne chwile przeżywał przemysł samochodowy, będący fundamentem gospodarki RFN. Nie dość, że ogólnoeuropejski lockdown przyniósł załamanie sprzedaży nowych aut, to jeszcze nałożyła się na to rewolucja technologiczna. Niemieckie firmy motoryzacyjne przez kilka lat ignorowały elektromobilność, uparcie inwestując w doskonalenie silników spalinowych (przede wszystkim diesla). Teraz są daleko w tyle za: Teslą, Japończykami oraz Koreańczykami. Stracony czas trudno im będzie szybko nadrobić. Nawet jeśli rząd federalny obiecał sowite dotacje, w postaci dopłaty 6 tys. euro do zakupu każdego samochodu elektrycznego. Pakiet ten pomyślano tak, żeby ani Tesla ani inny, obcy producent nie mógł z niego skorzystać. Zaś największym beneficjentem dotacji zostanie Volkswagen.

Mimo to najtrudniejsze chwile dopiero przed Niemcami, bo swój dobrobyt oparli na eksporcie samochodów i innych wysoko przetworzonych dóbr. Jednak jeszcze więcej powodów do niepokoju mają tradycyjni odbiorcy produktów made in Germany z Hiszpanii, Włoch i Grecji. Kilkanaście procent PKB w ich krajach generuje turystyka i hotelarstwo. Nadchodzące lato zwiastuje bardziej walkę o przetrwanie, niż odrabianie strat. Nieco inne lęki trawią Francję oraz Wielką Brytanię. Załamaniu gospodarczemu towarzyszy fala zamieszek i walk ulicznych. Na konflikty ekonomiczne nakładają się rasowe, w których nie ma wyraźnych linii podziału. Najpierw tłumy solidarnie potępiały zamordowanie w USA czarnoskórego, drobnego rzezimieszka George’a Floyda przez białego policjanta, po czym poszczególne nacje zaczęły się brać za łby. Teraz sprzeciw wobec dyskryminacji z powodu koloru skóry zmienił się w lokalne starcia na pograniczach gett. Co ciekawe najzacieklejsze bójki staczają czarni nie z białymi, lecz z… Azjatami. Natomiast wszyscy mają pretensję do coraz bardziej bezradnej policji.

Kolejne miesiące wcale nie zwiastują uspokojenia, bo trwa nieco już zapominany brexit. Jeśli negocjatorzy obu stron nie osiągną porozumienia, to za kilka miesięcy między Wielką Brytanią a Unii zaczną obowiązywać taryfy celne o stawkach określanych na podstawie porozumień WTO. To oznacza kolejną porcję wstrząsów gospodarczych. Jakby nie dość było wojny handlowej toczonej przez USA z Chinami.

W takich czasach chaosu, kiedy większość ludzi liczy straty zawsze znajdują się tacy, dla których panujący zamęt jest jak wiatr w żagle. To dzięki niemu znajdują swą niepowtarzalną szansę na sukces.

Gdy Europa wchodziła w nowoczesność wstrząsnęła nią najpierw rewolucja francuska, a po niej dwie dekady wojen napoleońskich. W epoce, gdy bogiem pola bitwy był Bonaparte zginęło ok. 5 mln ludzi. Dopiero I wojna światowa przebiła ten rekord. Po poniesieniu bolesnych strat Francja straciła pozycję najpotężniejszego z mocarstw Starego Kontynentu, a cesarz Napoleon zakończył żywot na zesłaniu. Z kolei w siłę urosły Wielka Brytania i Rosja. Ale za największych zwycięzców miała prawo się uważać… rodzina Rothschildów. Ogólnoeuropejski zamęt dał niepowtarzalną szansę na sukces pięciu synom Mayera Amschela Rothschilda. Ów wpływowy bankier władców Hesji zadbał, by każdego z nich umieścić w strategicznym dla banku miejscu. Najstarszy – Amschel został skarbnikiem Konfederacji Niemieckiej, kolejny Salomon skarbnikiem cesarza Austrii, Nathana ojciec wysłał do Londynu, Jakuba uczynił szefem filii swego banku w Paryżu, jedynie najmłodszy Carl pozostał w domu.

Gdy narody wyżynały się w imię szczytnych idei, zakupy: broni, zaopatrzenia dla wojsk oraz wypłaty żołdów kredytowali Rothschildowie. Jakub Rothschild został najbliższych współpracownik francuskiego ministra skarbu Nicolasa Molliena, po tym jak jego bank sfinansował kilka kampanii wojennych Bonapartego. Po drugiej stronie frontu w Wiedniu Salomon kredytował Habsburgom wojny z Napoleonem. Z kolei Nathan udzielał pożyczek hiszpańskim partyzantom, walczącym z francuskim okupantem. Dzięki dostarczonym przez niego funduszom udało się Brytyjczykom sformować armię ekspedycyjną, a następnie przerzucić ją na kontynent. Oczywiście rządy musiały oddawać pożyczki z procentem i w 1814 r. bank Rothschild dysponował już znacznym majątkiem. Pomnożył go wówczas, w ciągu jednego dnia Nathan. Wczesnym rankiem 19 czerwca, pracujący dla Rothschildów wywiadowcy, przesłali gołębiem pocztowym depeszę z Waterloo, informującą o druzgocącej klęsce Napoleona. Nie czekając ani chwili syn Mayera Amschela pognał na londyńską giełdę, żeby kupować i jeszcze raz kupować. Gdy zainwestował w akcje cały, posiadany kapitał, wezwał posłańca i nakazał mu udać się do premiera Roberta Jenkinsona z radosną nowiną, że Wielka Brytania wreszcie wygrała wojnę. Potem Nathanowi Rothschildowi pozostało już tylko czekać, jak ogarnięci euforią inwestorzy zjawią się na giełdzie. Po kilku dniach szaleństwa rodzina Rothschildów dysponował majątkiem, który uczynił ją na sto lat najpotężniejszymi bankierami świata.

Równać się z nimi mógł dopiero Alfred Krupp. Na początku lat 50. XIX w. ów metalurg prowadził w Essen małą fabryczkę. Skonstruował w niej pierwsze działo ze stalowa lufą. Okazało się ono tak nowatorskie, że nie chciała go żadna armia. Decydujący o zamówieniach generałowie ufali armatom odlewanym z brązu. Przez ponad dekadę Krupp zderzał się z kolejnymi odmowami. W akcie desperacji w 1868 r. wysłał nawet list do największego wroga Niemców. „Ważę się raz jeszcze złożyć u stóp Waszej Cesarskiej Mości najpokorniejszą prośbę o przyjęcie i zapoznanie się z prospektem wyrobów produkowanych w moich warsztatach” – prosił władcę Francji Napoleona III. Cesarz prośbę zignorował. Natomiast ten sam prospekt zainteresowała szefa pruskiego Sztabu Generalnego gen. Helmutha von Moltke. Zamówione przez niego w zakładach Kruppa 500 armat trzy lata później rozstrzelało francuską armię w bitwie pod Sedanem. Stalowe działa Kruppa miotały pociski szybciej, dalej, celniej od odlanych z brązu. Nie przegrzewały się i nie rozrywały podczas bitwy. Ponad 17 tys. zabitych i rannych w jeden dzień Francuzów okazało bezcenną reklamą dla firmy. Do fabryki w Essen zaczęły napływać zamówienia od kolejnych rządów. Każde państwo, marzące o nowoczesnej armii, pożądało dział Kruppa. Po latach posuchy w krótkim czasie przemysłowiec zgromadził ogromny pakiet zamówień i zaliczek. Po czym los dorzucił mu, jako premię, kolejny chaos.

Przyniósł go wielki, giełdowy krach w maju 1873 r. Zaczął się od bankructw kilkudziesięciu banków inwestycyjnych, nazywanych grynderskimi. Po nich, odcięte od kredytu, padały jak kostki domina wciąż nowe firmy. Jesienią tamtego roku w kryzysie gospodarczym pogrążył się cały świat. Do 1929 r. nie odnotowano większego krachu. W tym czasie, cierpiący na nadmiar gotówki Krupp skupował za bezcen huty oraz kopalnie węgla i rud żelaza. Wkrótce jego koncern zatrudniał ponad 75 tys. ludzi, stając się najpotężniejszą korporacją w Europie.

Ten sam kryzys wyniósł na szczyty powodzenia w USA emigranta ze Szkocji Andrew Carnegie’ego. Do Ameryki trafił on w wieku 12 lat, wraz z próbującymi zacząć nowe życie rodzicami. Wkrótce sam zarabiał, roznosząc telegramy. Po czym, szybko pnąc w górę, przed trzydziestką została jednym z najpotężniejszych przemysłowców. Udało mu się to dzięki zaoferowaniu posady Aleksandrowi Holley’owi, który nabył od angielskiego wynalazcy Henry Bessemer praw patentowych do jego nowatorskiego pieca. Gruszka Bessemera umożliwiała szybki wytop stali, jednocześnie wypalając w niej wszelkie zanieczyszczenia. A co najważniejsze znacząco obniżała koszty produkcji. Holley zaprojektował i wybudował dla Carnegie’go w 1870 r. najnowocześniejszą stalownię w USA. Trzy lata później okazało się, że w dobie kryzysu nikt nie oferuje tańszej stali. Mając w ręku ten atut Carnegie zaczął doprowadzać do bankructwa i następnie wykupywać konkurentów. „Jego najważniejszą cechą była chęć dominowania za wszelką cenę” – opisuje w książce „Giganci” Charles R. Morris. Gdy nie ukończyło się żadnej szkoły, a z racji niespełna 160 cm wzrostu, często jest się obiektem kpin, marzenie o zdominowaniu świata przeważnie jest czystą fantazją. Jednak bywają wyjątki od tej reguły. Gdy w 1873 r. zaczynał się krach, huty w Wielkiej Brytanii wytapiały więcej stali, niż produkowały jej łącznie pozostałe kraje razem wzięte. Dwadzieścia lata później koncern Carnegie Steel wytwarzał więcej stali niż połowa brytyjskich hut i dopiero nabierał rozpędu.

W tym czasie z Carnegie’m zaczął konkurować o miano najbogatszego człowieka świata John P. Morgan. Obu niemal wszystko różniło. Rodzice J.P. Morgana zgromadzili spory majątek i zapewnili synowi świetną edukację. Jednak swą karierę zaczynał on niemal jak Carnegie, bogacąc na kryzysie. Przyniosła go Stanom Zjednoczonym wojna secesyjna. Kiedy się zaczynała, dwudziestoczteroletni Morgan, za pożyczone od ojca pieniądze kupił z magazynów armii Unii wysłużone karabiny. Pół roku później, gdy wojska Północy dramatycznie potrzebowały broni, odsprzedał ją poprzednim właścicielom za kilkukrotnie wyższą kwotę. Osiągnięty zysk zainwestował w otwarcie własnego banku. Dzięki niemu mógł obracać obligacjami rządowymi. Pod koniec XIX był już bankierem całej Ameryki, posiadając ponadto kilkadziesiąt spółek kolejowych i wielkich przedsiębiorstw przemysłowych, na czele z innowacyjnym General Electric. Chcąc to uczcić, tuż po Bożym Narodzeniu w 1900 r. zorganizował wielki bal milionerów w nowojorskim „University Club”. W jego trakcie złożył Carnegie’mu propozycję wykupienia Carnegie Steel za 480 mln ówczesnych dolarów (po uwzględnieniu inflacji dziś byłoby to ok. 170 mld USD). Ten zaś od dawna zapowiadał, iż marzy o emeryturze i poświęceniu się filantropii. Po fuzji Carnegie Steel ze stalowniami Morgana narodziła się w marcu 1901 r. United States Steel Corporatio, warta 1,4 mld ówczesnych dolarów (dziś to ok. 0,5 biliona USD). W Ameryce opowiadano wówczas dowcip: „Kto stworzył świat? Otóż Pan Bóg stworzył go w roku 4004 przed Chrystusem, a J.P. Morgan zreorganizował w roku 1901”.

Niespełna dwadzieścia lat później na tym, że świat zaczął się organizować od nowa skorzystał Armand Hammer. Firma jego ojca Allied Drug & Chemical Corporation pośredniczyła na początku lat 20. w zakupach zboża od amerykańskich farmerów dla ZSRR. Pobierając za to honoraria w klejnotach zagarniętych carskiej rodzinie. Młody Hammer zaprzyjaźnił się wówczas z Leninem i stał jego zaufanym pośrednikiem w kontaktach z amerykańskimi koncernami. Za to otrzymał koncesję na eksploatację złóż azbestu na Uralu. Przy okazji upłynniał w Ameryce zrabowane przez komunistów dzieła sztuki. Zgromadzony tymi drogami kapitał w 1956 r. zainwestował w zakup Occidental Petroleum Corporation. Jego naftowa spółka przyniosła mu ogromne zyski dzięki inwestycjom w państwach rządzonych przez dyktatorów. Wojskowe junty z Peru, Wenezueli i Boliwii przez lata pozwalały Amerykaninowi na eksploatację pól naftowych w tych krajach. Równie wysoko cenił biznesmena Muammar Kaddafi, gwarantując Occidental Petroleum monopol na eksploatację libijskich złóż. W latach świetności koncern Hammera mógł się chwalić dochodem rocznym w wysokości ponad 7 mld dolarów. Jednocześnie niezawodny przyjaciel komunistów potrafił czerpać zyski ze współpracy z Moskwą i Pekinem. Nie okazując przy tym nigdy żadnych skrupułów. Ponieważ wspólną cechą dla ludzi osiągających sukcesy dzięki czasom chaosu jest to, że skrupuły nie są ich najmocniejszą stroną.