Wygrał pozytywny przekaz
Tomasz Wróblewski 20.10.2015
Obie zawodniczki skończyły pojedynek, najwyraźniej zadowolone, że zeszły z ringu o własnych siłach. Debata Beaty Szydło i Ewy Kopacz nie skończyła się nokautem, ale nie było też spektakularnych parad oratorskich. Ostatecznie na punkty, stylem i konsekwencją wygrała Beata Szydło, którą komentatorzy jeszcze dzień wcześniej skazywali na przegraną.

Obie panie zostały przygotowane i uczulone, żeby nie wykonać żadnego fałszywego ruchu, nie dać się sprowokować, zawsze odpowiadać na pytanie i nie pomylić liczb. Nie pomyliły, ale zapomniały, że na koniec w tym spektaklu nie chodziło o przetrwanie tylko porwanie za sobą wyborców. Nie porwały, a – co gorsza – nie potrafiły wykazać, czym tak naprawdę te dwie partie różnią się od siebie. 

W miarę jak grzęzły w  liczbach, drobiazgowo pilnowały, żeby dokończyć myśl z poprzedniej rundy, odnosiliśmy wrażenie, że to casting na główną księgową. Od żadnej z pań nie usłyszeliśmy, jakiej Polski chcą ich partie. Ile mamy mieć państwa w gospodarce, ile wolności i gdzie są granice integracji z UE. 

Nawet tam, gdzie pojawiały się szanse na wyłożenie filozofii rządzenia, na pytanie o zagrożenia dla Polski, przy okazji sześciolatków, gdzie Beata Szydło mówiła o wolnym wyborze rodziców, czy przy inwestycjach, gdzie Ewa Kopacz mówiła o wzroście gospodarczym i państwie nowoczesnym, ale ponadwyznaniowym, zabrakło chwili refleksji i dopowiedzenia tego, na co wyborcy czekali. Jaki naprawdę jest ten wybór. Przy każdej okazji do głębszych refleksji, debata schodziła na liczby, drobiazgi i wypominanie sobie nawzajem błędów z poprzedniej rundy. Szczytowym momentem było wypominanie przez premier Kopacz PiS-owi, że rząd mało zbudował kilometrów gazociągu, albo Beata Szydło kurczowo trzymająca się podatków unijnych na uchodźców, które zostały już zaniechane. 

Ewa Kopacz miała nadzieję zepchnąć przeciwniczkę w narożnik pokazując Error 404. – wycofaną z Internetu PiS -owską Konstytucją. Szydło szybko złapała oddech i umiejętnie przesterowała dyskusję. Zapewniła, ze nie ma żadnej Konstytucji, tę stworzą dopiero Polacy. Myśl o wolnym wyborze wracała zresztą kilkakrotnie i została w pamięci wyborcom – zaskakująca jak na PiS broń – jesteśmy elastyczni. 

Zaskakujące, że Szydło dała się zaskoczyć pytaniami o podległość Kaczyńskiemu. Łatwy do przewidzenia atak usiłowała zbyć, zostawiając wrażenie, że to jednak słabe punkty partii – coś, na co Kopacz bardzo liczyła. Aż dziw, że Szydło nie potrafiła tu wyprowadzić kontry i wykazać zależności Kopacz od Tuska. Ale równie przewidywalny powinna być dla Kopacz seria ciosów wokół afery podsłuchowej. Wyraźnie została słabo przygotowana. Poza tym, co już mówiła wcześniej – przepraszam, nie miała nic nowego, czym mogła zaskoczyć. Riposta z cyklu –  wy też nie jesteście lepsi, trąciła maglem i zdjęła z Kopacz odium damy. Przypomniała o kłótliwej księgowej. 

Ostatecznie o wyniku walki zdecydowała postawa. Szydło wybrała pozytywny przekaz – damy radę. Kopacz negatywny – strzeżcie się PIS-u. Najsilniej było widać to w mowie końcowej. Rozpaczliwa parada Kopacz – pomóżcie nam – brońcie się przed fanatyzmem, republiką wyznaniową. Apelowała do przekonanych, a niezdecydowanych musiała zrazić brakiem pewności siebie i rozpaczliwym tonem. To coś jak wołanie upadającego na ringu – ona uderzyła nieprzepisowo. 

Szydło przez wszystkie rundy konsekwentnie uderzała techniką do tej pory zarezerwowaną dla PO. Działamy w zgodzie, razem z prezydentem, słuchamy ludzi, przedsiębiorcy najlepiej wiedzą jak wykorzystać niższe podatki. Damy radę. Kopacz pokazywała kartkę Error 404, Szydło pokazywała gotowe ustawy. 

Ale w jednym obie Panie miały racje. Wypominając sobie, że słabo zostały przygotowane. Nauczono je jak wytrzymać w ringu, ale nie jak zostaje się niekwestionowanym mistrzem i jak nokautuje się przeciwnika, żeby walka została w pamięci do samych wyborów.

***
Tekst ukazał się we WPROST

Fot. Platforma Obywatelska RP/ na lic. Creative Commons/ flickr.com