Państwo i Prawo
Zakazy na ostatnią chwilę, czyli „w meblach” się wkurzyli
Artur Kiełbasiński 09.11.2020

W piątek producenci mebli i ich dostawcy wkurzyli się na rząd za treść i za formę ograniczeń wprowadzonych z powodu pandemii. Jednak ten zły przypadek może być początkiem dobrej dyskusji o zakresie obostrzeń w czasie COVID-19.

 

Problem był natury dwojakiej. Po pierwsze w projekcie rozporządzenia regulującego zasady handlu znalazł się m.in. zapis, że sklepy oferujące towary budowlane i handlujące meblami będą otwarte. Projekt pojawił się w czwartek i dyskusje na jego temat ucichły. W piątek wieczorem ukazało się samo rozporządzenie – obowiązujące od soboty!!! – w którym branży meblowej jako dopuszczonej do handlu już nie było.

O tym, że trzeba zamknąć sklepy decydenci IKEI, Jyska czy polskich salonów dowiedzieli się na kilka godzin przed wejściem przepisów w życie. Sytuacja była karkołomna. Słuszne oburzenie budziła pora opublikowania rozporządzenia, w dodatku zawierającego inne zapisy niż projekt. A sprawa nie była banalna – w przypadku np. Jyska takie zapisy wywracają całą logistykę. Bo sieć ma 180 sklepów w centrach handlowych i około 50 jako samodzielne placówki handlowe. Te pierwsze trzeba było zamknąć, te drugie mogły działać. Wszystko do ogarnięcia w kilka godzin.

Co więcej, przedsiębiorców zirytowała treść rozporządzenia. Nikt nie wyjaśnił bowiem branży, czemu bezpieczne jest handlowanie płytkami, klejem, farbami i wiertarkami, a sprzedaż kanap, komód, kołder i wyposażenia kuchni już rodzi niebezpieczeństwo zarażenia. Regulacje uderzyły nie tylko w handel, ale też w producentów. Zagraniczne sieci handlowe w ogromnym stopniu zaopatrują się u polskich producentów. Zakaz handlu uderzał więc w ogromnym stopniu także w niewielkie polskie firmy.

W sprawie tej regulacji – zawiodła i forma, i treść.

Przedstawiciele rządu mieli świadomość, że „coś poszło nie tak”. Minister Paweł Szefernaker przepraszał za błędy w komunikacji, wicepremier Jarosław Gowin zapowiadał negocjacje. I do negocjacji doszło natychmiast – w poniedziałek ustalono opracowanie standardów bezpieczeństwa w sieciach meblowych. Mają one wrócić do pracy lada dzień.

W skali pandemicznie spowolnionej gospodarki skokowe otwarcie salonów meblarskich sytuacji nie poprawi. Jednak patrząc na sprawę analitycznie widać co najmniej trzy wnioski do wykorzystania w przyszłości.

Po pierwsze, tworzenie prawa na ostatnią chwilę przynosi więcej szkody niż pożytku, szczególnie gdy ważne zmiany wprowadza się w ostatniej chwili. Nawet w pandemii przedsiębiorcy mają prawo do racjonalnego planowania. 

Po drugie, rząd musi jaśniej tłumaczyć przesłanki merytoryczne swoich decyzji i analizować ich efekty. W opisanym przypadku – konieczne jest wyjaśnienie, czemu meblowy ma być zamknięty, a market budowlany otwarty. Potrzebne są jasne zasady. Ale te zasady powinny iść dalej, trzeba je stosować znacznie szerzej. Dziś kilka tygodni po ponownym zamknięciu restauracji, siłowni i klubów fitness przedsiębiorcy z tych branż mają prawo do wiedzy – czy ich zamknięcie miało sens, czy przyczyniło się do spowolnienia epidemii, jakie są dalsze plany rządu. 

Po trzecie, trzeba dyskutować o pakietach bezpieczeństwa i standardach handlu, pracy i świadczenia usług. Nie zamykać, ale stawiać wymogi. Nie tylko w sieciach meblowych, ale też gastronomii. Być może w restauracjach stosować standardy związane ze zgromadzeniami. Para lub rodzina z dziećmi może zjeść, ale nie ma zezwolenia na spożywanie jedzenia przy jednym stole przez więcej niż 5 osób niemieszkających razem. Wpuszczanie par czy rodzin z dziećmi to niewielka zmiana przepisów, ale dla wielu restauracji to może być klucz do przetrwania i w tym kierunku powinny iść obostrzenia.

Jak widać negocjacje z branżą meblową mogły doprowadzić do pozytywnych rozwiązań. Po zgodnych wypowiedziach branży meblarskiej i przedstawicieli rządu po spotkaniu rozumiem, że jeszcze w tym tygodniu będzie można kupić nową kanapę przy centrum handlowym. 

Teraz pora wypracować standardy dla innych branż. Nie do wdrożenia od razu, ale zadanie do systematycznego wykonania. Zadanie trudne, ale konieczne. Obecnie być może to jedyna droga dla niektórych branż europejskiej gospodarki.