Żarówka i służby, czyli pytania o granice prowokacji
Artur Kiełbasiński 16.11.2018

Wielką internetową popularność zdobywają teksty i memy inspirowane „żarówkową prowokacją”. A sprawa jest skrajnie poważna.

 

Rządzącym naprawdę zaszkodzi opowieść o próbie ukarania mechanika, który wziął 10 zł za “przysługę” wymiany żarówek od dwóch pań “w potrzebie”. Tylko, że ich “potrzeba” to była prowokacja skarbowa. To jest coś co niebotycznie irytuje, drażni, ale też uderza w podstawę relacji społecznych – czyli potrzebę niesienia pomocy, empatię. Następnym razem jakiś mechanik zamiast pomóc zacznie kombinować czy to nie prowokacja.

Ale na tym nie koniec, bo w sprawie żarówki trzeba postawić pytanie zasadnicze. Takim pytaniem jest to, gdzie i kiedy państwo może sięgać po narzędzie prowokacji.

Do „sprawy żarówki” trzeba bowiem podejść jako przykładu relacji między naszym państwem, a zwykłym obywatelem. I niestety, wygląda to słabo.

Wysyłanie dwóch urzędniczek, by ustalić „nadużycie” w wysokości 10 zł wydaje się samo w sobie zjawiskiem żenującym. Ale spojrzeć wypada głębiej – czy urzędnik albo funkcjonariusz państwowy powinien w jakiejkolwiek sytuacji podejmować próby „złapania” obywatela czy przedsiębiorcy poprzez celowe generowanie dwuznacznej sytuacji.

Nikt chyba nie ma wątpliwości, że służby specjalne powinny mieć prawo do prowokacji czy działania „pod przykryciem” w określonych prawem sytuacjach. Bez takich działań trudno walczyć z prawdziwą mafią, z przemytem narkotyków, z handlem bronią, handlem ludźmi. Bez metod operacyjnych trudno walczyć z jakąkolwiek przestępczością zorganizowaną.

Dlatego nie mam zastrzeżeń, gdy funkcjonariusze przenikają do przestępczych grup w celu ich demaskowania. Nie mam żadnych wątpliwości, gdy państwo korzysta z różnych metod, aby złapać kogoś na „przekrętach w VAT”, gdy istnieje uzasadnione podejrzenie, że podmiot pseudo-gospodarczy taką działalność już prowadził lub wskazują na to „dokonania” osób zakładających taką pseudo-firmę.
Prowokacje i działanie pod przykryciem, gdy ścigamy sprawców już popełnionych przestępstw przeciwko życiu i mieniu – proszę bardzo. Kreowanie dwuznacznych sytuacji wobec podejrzanych o zabójstwa, napady? Tak, gdy odbywają się w ramach postępowania dotyczących już popełnionych czynów.

Ale celowe doprowadzanie do sytuacji, gdy urzędnik czy funkcjonariusz państwowy kreuje możliwość nagannego zachowania u osoby przypadkowej? Nie. Tu idziemy zdecydowanie za daleko. A stosowanie prowokacji w sprawach banalnych, związanych z codziennym życiem jest zupełnie niedopuszczalne.

Jest szkodliwe nie tylko dlatego, że państwo nie powinno angażować się w sprawy drobne. Jest szkodliwe głównie dlatego, że może niszczyć odruchy ludzkiej życzliwości, normalne przejawy grzeczności. Każdy z nas, niezależnie od tego czy jest przedsiębiorcą czy nie jest, powinien mieć pewność, że jego gotowość niesienia pomocy nie będzie traktowana jako potencjalne nadużycie. Dlatego pytanie o granice prowokacji jest dzisiaj tak ważne.