Zdrowy jak przedsiębiorca
Jerzy Wysocki 05.05.2014

Premier ponagla ministra zdrowia do skrócenia kolejek do lekarza. Ten ogłosił dziś, że lekarze rodzinni powinni  poszerzyć zakres świadczeń i leczyć w prostych przypadkach a nie od razu kierować do specjalisty. Wcześniej Bartosz Arłukowicz zapowiadał dodatkowe ubezpieczenia mogące przyspieszyć wizytę w szpitalu. Minister stara się coś zrobić, bo wie że z premierem nie ma żartów, a opieka zdrowotna staje się jednym z głównych punktów krytyki rządu.

I słusznie. Zawiłości w funkcjonowaniu NFZ, kontraktowaniu usług medycznych, odmiennych statusach szpitali, zwykły śmiertelnik nie pojmie. Nawet spece od zdrowia z opozycji mówią jakimś tajemniczym językiem znaczącym  tyle co nazwy chorób po łacinie. Tylko kolejki rządzą się jakąś tam logiką. Endoproteza biodra dla staruszki: w 2023 zapraszamy, wizyta u okulisty: wrzesień tego roku. Niech sobie lekarz pediatra Arłukowicz z tym problemem do wyborów poradzi. Joanna Mucha doktor ekonomiki zdrowia została ministrem sportu. Logiczne, jak polska służba zdrowia.

Ale zdrowie to rzecz ważna więc spróbujmy pomóc.  Z danych ZUS wynika, że statystyczny pracownik przebywa na zwolnieniu lekarskim aż 36 dni w roku. Tymczasem blisko 80 procent przedsiębiorców nie było na zwolnieniu wcale a blisko 11 procent tylko 7 dni – podaje Dom Badawczy Maison. Ktoś powie, a po co biznesmenowi zwolnienie, po co mu zasiłek chorobowy z ZUS i publiczna służba zdrowia. Sam sobie szefem a leczy się prywatnych klinikach, gdzie tabletki popija kieliszkiem Dom Perignon. Typowo socjalistyczne myślenie o prywaciarzu, kapitaliście, burżuju. Polski typowy przedsiębiorca, to właściciel straganu, hydraulik, taksówkarz, krawiec i cała armia ludzi w korporacjach na tzw. samozatrudnieniu. Łącznie 2.3 miliona przedsiębiorców.

To ich dotyczyło badanie, bo nie sądzę że Kulczyk odebrał telefon ankietera. To zwykli ludzie, także pod względem zdrowotnym. Z tą drobną ale zasadniczą różnicą, że rano jadą po towar do hurtowni a nie ustawiają się w kolejce do lekarza po zwolnienie lekarskie. Myślą, żeby zarobić,  a nie jak uniknąć pracy. Pewnie dostaliby zwolnienie w związku z katarem i alergią na muchy ale ktoś musi stać za straganem, a nie będzie nim urzędnik z ZUS.

Nie wiem jaka jest skala symulacji i wyłudzeń, wędrówek po państwowych lekarzach z nadzieją na zwolnienie z pracy. W prywatnych firmach tak „chorowici” prędzej czy później dostaną też zwolnienie z pracy tym razem z biura kadr. Ale w państwowych molochach, administracji państwowej? Kogo to obchodzi. Znam przypadek członka władz dużej państwowej firmy, notującej równie duże straty, który miesiącami na chorobowym czeka na nową władzę. Wraz z nową władzą dolegliwości ustąpiły, wrócił do swojego gabinetu.

Jak to się ma do walki z kolejkami ministra zdrowia? Niech Arłukowicz robi swoje, ale niech jego kolega z ministerstwa pracy zamiast nakładać ZUS na umowy zlecenia, liberalizuje rynek pracy. Swoboda umów – kanon liberalizmu – niech dotyczy także tych z pracownikami. Dlaczego przedsiębiorca i pracodawca ma być bezradny wobec pracownika z przewlekłą hipochondrią i kwitkami od kolejnych lekarzy. Współczuję wszystkim realnie chorym i rozumiem przedsiębiorców nie skorych do wzywania kontroli ZUS w intymnych sprawach zdrowia. Zresztą nie mają na to czasu, bo realnie pracują. Też za tych na zwolnieniu.

Życzę wszystkim zdrowia ale takiego jakie mają przedsiębiorcy. Takiego, które pozwala i każe pracować. To wtedy zmniejszą się kolejki do lekarzy od kataru i minister zdrowia zachowa posadę, to wtedy publiczne pieniądze z ZUS nie rozejdą się na zasiłki chorobowe. Jeśli w kolejnych badaniach profesor Dominiki Maison wyjdzie, że pracownicy choć trochę ozdrowieją, to będzie to zasługa liberalnych postulatów pracodawców a nie przesypywania kasy do kolejnych szuflad NFZ. Herbata robi się słodka od cukru a nie od mieszania – mawiał Stefan Kisielewski. I wypijmy za zdrowie pracowników.  Lekarze polecają czerwone wino, pite w umiarze.