Złodziej albo idiota
Jerzy Wysocki 10.12.2015

Prawo i Sprawiedliwość ma pełnię władzy, ale też problem z jej sprawowaniem. Chodzi o niskopłatne stanowiska. – Są ogromne problemy z pozyskaniem podsekretarzy stanu do ministerstw, bo są tak niskie zarobki, że nikt nie chce przyjść – twierdzi w TVN 24 Henryk Kowalczyk, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów. Chodzi o kwoty rzędu 10-11 tysięcy brutto, czyli na rękę 7- 8 tysięcy. Na wiceministra nie da się awansować dyrektora departamentu, bo ten zarabia więcej i na degradację finansową pewnie się nie zgodzi.

Swoją wypowiedzią Henryk Kowalczyk mógł się narazić prezesowi Kaczyńskiemu, dla którego dobra materialne nigdy nie stanowiły pokusy i który zapewne wierzy, że w szeregach swojej partii ma liczne rzesze fachowców podzielających te ideały służby publicznej. Biorąc choćby przykład z Mateusza Morawieckiego, który przechodząc z prywatnego banku do rządu pogodził się, że jego pensja spadnie 25 razy.

Gdyby jednak problem istniał, poprzednicy wskazali zasoby ludzkie możliwe do rekrutacji. – To niemożliwe, żeby ktoś za tyle pracował. Albo złodziej albo idiota – sugerowała Elżbieta Bieńkowska, ówczesna minister w rozmowie z szefem CBA. Rozmowę nagrali kelnerzy, których uposażenie też wydawało się im niesatysfakcjonujące więc dorabiali kradnąc czyjąś prywatność.

7-8 tysięcy na rękę, to rzeczywiście trochę mało by przyciągnąć fachowców od finansów, cyfryzacji, infrastruktury czy zdrowia. Na prywatnym rynku, zwłaszcza w Warszawie zarobią dużo więcej i bez stresu, że ktoś ich odwoła, nagra, opublikuje zdjęcie z piwem w godzinach pracy lub z panienką po pracy.

Problemów nie mają nowi członkowie zarządów spółek z udziałem skarbu państwa. Tam odchył w drugą stronę. Tam kasy od groma. Tak zwana ustawa kominowa dawno poszła w zapomnienie bo znalazły się ścieżki jej obejścia w postaci kontraktów menadżerskich. To pozwala prezesom największych firm wyciągać ponad 100 a nawet 200 tysięcy miesięcznie.

Co ciekawe, według badań PwC, różnice pomiędzy poziomem wynagrodzeń w spółkach z udziałem skarbu państwa a sektorem prywatnym w przypadku spółek WIG20 przestały praktycznie istnieć. Pewnie słusznie, bo niby jaka różnica w zarządzaniu. Jeśli już, to na państwowym gorzej i ryzykowniej. Państwowy akcjonariusz nie zawsze zachowuje się optymalnie dla interesów spółki, bywa że ma inne cele i konflikt gotowy.

Co wynika z tych dość chaotycznie pozbieranych danych. No właśnie to, że w sektorze państwowym mamy od zawsze chaos i patologie w temacie wynagrodznia. W związku ze Świętami życzę wszystkim urzędnikom i prezesom pomyślności również finansowej. Ale dobrze, żeby tej pomyślności towarzyszył elementarny zdrowy rozsądek, nie mówiąc o prawie i sprawiedliwości.

Święta to także czas dodatkowych zakupów (choinka, karp). Trochę głupio, by zubożały wiceminister pożyczał kasę od swojego, lepiej opłacanego dyrektora (na choinkę). Od podległego mu państwowego prezesa (na karpia) też jakoś moralnie niezręcznie. No chyba, że jest się złodziejem albo idiotą.