Zostawcie Białoruś w spokoju
Dariusz Matuszak 11.08.2020

Ja wiem, że pokusa jest wielka i czasami nawet z serca płynąca, by za Białorusinami się ująć. Już mnożą się gorące wezwania, by Unia Europejska interweniowała i wsparła społeczeństwo obywatelskie, procesy demokratyczne i proeuropejskie siły u naszego wschodniego sąsiada. Polska jest oczywiście w awangardzie szlachetnego oburzenia i domaga się, by Bruksela zwoływała się, uchwalał, potępiała i reagowała czynem, a nie tylko słowami. Otóż uważam to za naiwne, szkodliwe i raczej propagandowym wzmożeniem wywołane. Ot, taka naszego rządu potrzeba zaistnienia i pokazania się jako mocny gracz w tym regionie Europy.

 

Nie będę opisywał tego co na Białorusi się dzieje, bo mniej więcej wiemy. Łukaszenko rządzi niepodzielnie od 24 lat, a teraz jego pozycja została podważona, więc brutalnie reaguje na opór społeczny wywołany kolejnymi oszustwami wyborczymi i całymi dekadami mniej, lub bardziej twardej opresji. Ale jakkolwiek byśmy nie tęsknili za sprawiedliwością dla tak bliskiego nam narodu, to moim zdaniem każda gwałtowna reakcja, próba ingerowania, a już zwłaszcza ze strony Unii Europejskiej w to, co się na Białorusi dzieje, przyniesie tylko szkody. Jedną sprawą jest apelowanie i działanie na rzecz powstrzymania brutalności reżimu, pilnowanie praw człowieka, a całkiem oddzielną jest sprawa politycznego angażowania się i o tym ostatnim właśnie mówię. Tymczasem w Mińsku już są zawodowi europejscy rewolucjoniści, od zaprowadzania demokracji, europeizowania i wychowywania społeczeństwa obywatelskiego.

Na przestrzeni ostatniej dekady Unia Europejska kilka razy interweniowała w sprawy zewnętrznych dla siebie państw, niosąc demokrację i tzw. europejskie wartości i za każdym razem kończyło się to katastrofą, a wręcz tragicznie. Więc nie mam najmniejszego zaufania do Unii Europejskie, jako organizacji, która cokolwiek mogłaby zrobić w zbożnym dziel zaprowadzania demokracji i wolności dla Białorusinów. A dlaczego? Otóż podeprę się autorytetami, choć z góry ostrzegam, że na Białorusi to ja się nie znam. Niech będzie, ze podeprę się FBI, albo jakimiś tam innymi służbami szpiegowsko antyszpiegowskimi.

Kiedy pozyskuje się tzw. OZI, czyli osobowe źródła informacji, ale też instytucje, wyznacza zadania „partnerom” zewnętrznym etc., to podstawową sprawą jest kwestia zaufania, które musi opierać się na kilku elementach. Wśród nich jest wzajemna jakaś tam relacja, przekonanie o szczerości w tym znaczeniu, iż musimy mieć pewność, iż partner nie chce nas oszukać. Dalej wspólnota interesów. Inaczej mówiąc chodzi o to, by nasz sukces był w interesie „partnera”, OZI etc. Potem konsekwencja i determinacja u owego partnera oznaczające, iż rzeczywiście będzie ze wszystkich sił starał się zadanie wykonać. I na końcu, po wielkim skrócie, musi być przekonanie, iż on owo zadanie jest w ogóle w stanie wykonać. Można spełnić wszystkie wcześniejsze przesłanki budowy zaufania, a i tak na końcu będziemy mieć zerowe, jeśli ocenimy, iż mimo najszczerszych chęci i wielkich wysiłków nasz zadaniowany nie jest w stanie zrobić tego, co zrobić ma. Unia może mieć wielkie chęci, kierować się szczerymi i szlachetnymi pobudkami, podjąć ogromny wysiłek, a i tak nie jest w stanie osiągnąć zamierzonego celu, co może doprowadzić do katastrofy. Na końcu nie będzie tak jak było, bo ponieśliśmy daremny trud. Będzie znacznie gorzej. Np. nasz OZI zostanie zdemaskowany, a „partner” wysadzi nie tego kogo trzeba etc.

Unia w ciągu ostatnich 10 lat działając jako Prometeusz demokracji doprowadzała tylko do tragedii. Tak było w 2010 roku kiedy to wsparła Arabską Wiosnę. Zachciało jej się eksportować wartości europejskie. Bronią, pieniędzmi, propagandą, akcjami zbrojnymi wsparła siły, które zdawało się jej, że są demokratyczne. A to byli synowie czarta. W próżnię jaką wytworzyły interwencje weszło ISIS, więc Afryka Północna i Bliski Wschód pogrążone są dziś w chaosie i skąpane we krwi. Świętowano obalenie dyktatora Kaddafiego, ale Libii już nie ma. Jest za to wojna domowa, handel niewolnikami, przemyt ludzi, ruiny w Bengazi i innych miastach, powszechna nędza. Egipt cudem uniknął krwawej wojny domowej. Irak i Syria już nie. Walki trwają do dziś, a do Europy weszło 2 miliony imigrantów i uchodźców i każdego dnia poza jakąkolwiek kontrolą przybywają nowi.

Kolejnym, już znacznie bliższym nam frontem, gdzie zaprowadzano demokrację była Ukraina. Pierwszy raz w 2004 roku w czasie Pomarańczowej Rewolucji. Całkowita porażka. A potem kolejny raz w 2013 roku w czasie Euromajdanu. Wielka solidarność europejska, morze flag, zgromadzenia, pieśni śpiewanie i na koniec tragedia. Krwawe starcia, wojna domowa, Donbas w rękach separatystów wspieranych przez Kreml, Krymu utrata. I nie ma żadnych oznak, iż mogłaby go odzyskać. Chyba, że się Federacja Rosyjska zacznie rozpadać, ale przecież to jest zupełnie inna bajka.

I dziś znowu jest wielka pokusa, by poćwiczyć demokrację na ulicach Mińska. Znów u naszych granic. Wesprzeć pieniędzmi, propagandą, wyszkolić jakieś miejskie grupy oporu, posłać jakichś typów w typie Kramka, który w Polsce do rebelii nawoływał. Ja wiem, że piękne, romantyczne focie można sobie zrobić. Na dziesiątki tysięcy głosów „Mury” Kaczmarskiego zaśpiewać, na scenie z płomiennym przemówieniem wystąpić. Poniesie się w świat, wszystkie telewizje pokażą. Ale wystarczyć może iskra i wszystko wybuchnie, wymknie się spod kontroli jak na Ukrainie, a nasi białoruscy przyjaciele walczący o wartości europejskie i demokrację okażą się kremlowskimi bojcami. Niby kto miałby tam to wszystko rozeznać i rozpoznać kto swój, a kto wróg? Sierakowski, który już tam siedzi i swoja robotę prowadzi? Wywiady, które popełniły tak tragiczne błędy w Północnej Afryce, na Bliskim Wschodzie i na Ukrainie? Pokażcie mi tych mądrych, którzy desant na Krym i najazd na Donbas przewidzieli.

Oczywiście zawsze można przypomnieć jak to niegdyś Europa i Stany Zjednoczone solidarnie Solidarność wspierały, co przyczyniło się ostatecznie do upadku komuny. Tyle, że to była inna epoka. Wtedy to nawet nasza reprezentacja III miejsce na mistrzostwach świata piłki nożnej zdobywała. I niby teraz mielibyśmy żyć snami o dawnej chwale. W Hollywood podobno mówi się, ze aktor jest tyle wart ile warta była jego ostatnia rola. Wszystko co wcześniejsze się nie liczy. No więc kilka ostatnich ról Unii, a także Stanów Zjednoczonych w dziele zaprowadzania demokracji i budowania społeczeństw obywatelskich są warte steki tysięcy zabitych i zrujnowanych kilka krajów. Brak zaufania do Unii w tej kwestii nie ma nic wspólnego z byciem antyeuropejskim, czy w ogóle z jakąkolwiek polityką. To ocena zdolności partnera do wykonania akurat tej, konkretnej misji.

Cała dotychczasowa polityka Unii wobec Białorusi okazała się porażką. Jedyne co sprawiła to, że dla Białorusi oknem na świat stała się Rosja. Zamknięty w jakimś getcie kraj zwrócił się ku jedynemu, który go akceptował. Polska nie miała zaś żadnej swojej polityki. Gorliwie, bezmyślnie zachowywaliśmy się tak, jak w Brukseli wymyślono. Nie stać nawet nas było na taki gest jak choćby Orbana, który do Łukaszenki poleciał. Wstyd. Słyszę, że no nie, nie można, bo reżim to od 15 lat nie chce nawet Związku Polaków na Białorusi zarejestrować. No właśnie – od 15 lat. Od 15 lat naszym postępowaniem nie byliśmy w stanie sprawić, żeby związek mógł oficjalnie działać, więc róbmy przez kolejne 15 to samo. Albo jakąś rewolucje.

To wstyd jak się wobec Białorusinów zachowujemy. Nie ma bliższego nam narodu. Nawet Kościuszkę i Mickiewicza mamy wspólnych. Nasz ukochany Kmicic z Orszy jest. Wańkowicz, piewca żołnierzy spod Monte Casino z Mińska się nam wziął. Nie ma ziem poza naszym krajem, które tak długo w Rzeczpospolitej były. Mamy wielki sentyment do Ukrainy, bo tam Kozacy, Dzikie Pola, step szeroki, przygoda, ale tez szaleństwo i rzezie. Coś, czego nigdy nie było na Białorusi. To tylko jakieś tam błota, pola nie dzikie tylko kołchozowe, wszystko przyziemne, mało efektowne, raczej ziemniaczane, tchu nie zapierające. Więc zapomnieliśmy o niej my Polacy. I teraz marzy nam się odkupienie win – teraz, zaraz – zasadzimy się. Wstyd.

Po wybuchu w Bejrucie Macron zapakował się samolot i poleciał do Libanu. Dlaczego? Bo niegdyś, w zeszłym stuleciu, przez 23 lata był pod Francji protektoratem. Bo Bejrut był Monte Carlo Bliskiego Wschodu. I Francuzi do dziś tam mają swoje interesy i do dziś czują się jakby nigdy z tej części Lewantu nie wyszli. Często oglądam telewizję francuską. I w kółko lecą w niej relacje i reportaże z Mali, Senegalu, Wybrzeża Kości Słoniowej, Czadu, Nigru, Maroka etc. – dawnych Francji kolonii. I nie chodzi o realizowanie polityki imperialnej, ale o poczucie jakiejś wspólnoty, o obopólne interesy, jak choćby te najbanalniejsze by Renault tam się sprzedawał, a nie Opel. By podtrzymywać resztki dawnej kultury, którą niegdyś tamtejsze ludy w części przyjęły. I nie ma znaczenia kto, jaki dyktator, czy kacyk tam rządzi. I żeby Unia się skichała, to nie podyktuje Francji co ma tam w tej postkolonialnej Afryce robić. A my uparliśmy się ukarać Białorusinów, braci naszych za to, że jakiegoś tam nieprawidłowego, wąsatego Baćkę tolerują. Jaki by nie był to z tą swoją szeroką, kartoflana gębą, brawurową i misterną zaczeską nasz ci on jest. I nic o Białorusi nie wiemy. Właściwie nie istnieje dla nas. Teraz sobie przypomnieliśmy, bo jakieś wzmożenie mamy. Ja wiem, że moja opinia może być dla niektórych krzywdząca, jak choćby dla Agnieszki Romaszewskiej – szefowej Biełsatu (pozdrowienia znad strumienia), ale ja mówię o całym naszym państwie, społeczeństwie, a nie o pojedynczych Judymach. Więcej dla Białorusi zrobimy w kółko jej zamki i pałace, Prypeć i Puszczę Nalibocką pokazując niż do Unii apele śląc.

Nie bronię Łukaszenki, ale to sami Białorusini muszą dokończyć dzieła i pozbyć się go. To nie jest lud specjalnej troski. Jeśli Łukaszenka ma liche poparcie, to jego dni są policzone. Rok, cztery i nadejdzie zmiana, na którą sami zapracują. Bez chaosu, krwi przelewu, jakichś przypadkowych przywódców przez Sierakowskiego pompowanych, na spokojnie. I w tym możemy jakoś pomóc, ale bez protekcjonalności, bez misjonarstwa, bez tego całego ględzenia o europejskości, bez budowania fałszywych alternatyw albo Rosja, albo Zachód. Zaprośmy Łukaszenkę na wódkę, wypijmy z nim brudzia: mordo ty moja, widzisz chłopie jest tak i tak… I nie ma się co przejmować co tam Unia będzie wrzeszczeć. Francja, Niemcy, Hiszpania, etc. zadają się ze znacznie gorszymi satrapami, przy których Łukaszenka jest niewinny i łagodny jak miś koala. Francja aż przebiera nogami byle tylko z reżimem ajatollahów interesy robić. Zostawmy Białoruś w spokoju. Perswadujmy, przekupujmy. Niech owoc dojrzewa i nie pakujmy w niego hormonów jak w kurczaka chowu klatkowego, bo nam wybuchnie.