Związki zawodowe prawników
Tomasz Wróblewski 03.03.2015

To pewnie znak czasów, ale jakaż to ironia losu, że związki zawodowe zaczynają bronić miejsc pracy zakładowych prawników. Związkowcy  PGNIG napisali list do premier Ewy Kopacz w którym oskarżają zarząd spółki, że do negocjacji cenowych z Gazpromem sięgnął po renomowane zagraniczne kancelarie. Trochę to dobra i trochę smutna wiadomość. Z jednej strony pokazuje, że otwarcie zawodu prawnika zdało egzamin, prawnicy muszą kurczowo bronić swojej pozycji. Ustawowo nie mogą należeć do związków zawodowych, ale mogą się nimi posługiwać, co w swojej desperacji czynią. Druga konstatacja nie jest już tak miła –  związkowcom najwyraźniej bardziej zależy na okopywaniu etatów firmowych niż na rozwiązaniach bezpiecznych energetycznego państwa. Pal licho, że Polacy dalej będą płacili najwyższe w stosunku do zarobków stawki za energię, ważne, że ich związkowi towarzysze  nie będą się czuli zagrożeni i pomijani. Zaproszenie prawników do negocjacyjnego stołu, według strony związkowej, ma świadczyć o braku profesjonalizmu i odpowiedzialności ze strony zarządu. Jeśli korzystanie z usług uznanych i specjalizujących się w  międzynarodowych umowach prawników ma być dowodem braku profesjonalizmu, to nie tylko polski, ale i niemiecki, brytyjski i amerykański biznes korzystający na co dzień z tych kancelarii można uznać za królestwo amatorszczyzny.

Po wielu niezbyt chwalebnych doświadczeniach negocjacji z Gazpromem, wreszcie poszliśmy po rozum do głowy. Dowodem braku odpowiedzialności zarządu PGNiG byłoby nonszalanckie podejście do rozmów o pieniądzach podatników, bez wsparcia ekspertów. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest, to, że na koniec wysokie, niekonkurencyjne ceny gazu spowodowałby spadek konkurencyjności polskiej gospodarki i mniejsze zamówienia na gaz, a co za tym idzie – mniej pracy dla was związkowcy.
?