Barcelona demonstracje
04.11.2019

Październikowe zamieszki na ulicach Barcelony, jak było do przewidzenia, podzieliły nie tylko Hiszpanów, ale większość Europejczyków. Dla Brukseli to jeszcze jeden przykład odrażającej manifestacji lokalnych nacjonalizmów wymierzonych w lewicujący rząd i stabilność polityczną liberalnej demokracji. Dla wszystkich narodowych orientacji i przeciwników unijnego centralizmu politycznego, to przykład tłamszenia demokratycznych odruchów społecznych. No i oczywiście gdzieś tam niemrawo odzywały się organizacje humanitarne zaniepokojone agresją, aresztowaniami, przy czym większość z nich z równym oburzeniem wypowiadała się o zachowaniu policji co i demonstrantów. 

W katalońskiej burzy należy postawić jeszcze jedno pytanie. Skąd w ogóle ta nagła mobilizacja katalońskiego patriotyzmu. Zjawisko, które nie istniało praktycznie do 2012 roku. W 2010 roku zaledwie 20% Katalończyków uważało, że tożsamość katalońska ma jakiekolwiek znaczenie. Dziś 48%, blisko połowa wszystkich mieszkańców, czuje się Katalończykami i chce większej niezależności. Nie odbierając zasadności rozmaitym teoriom, a to o nadaniu w 1978 roku Katalończykom zbyt wielkiej autonomii, a to o ekonomicznym podłożu i konsekwencjach zapaści gospodarczej, które uwydatniły dyskryminacje Katalonii w podziale dystrybucji środków budżetowych, to uważam, że problem jest głębszy i dotyczy problemu wojny tożsamościowej toczonej w całej Europie. 

Czy my to nazwiemy separatyzmem czy manifestowaniem nowej narodowej tożsamości, to jest mniej istotne niż świadomość próżni ideowej, którą Hiszpanie jak i inne narody Europy, usiłują teraz na gwałt zagospodarować. Nie przypadkiem największe bunty i masowe rozruchy ostatniego roku czy dwóch, obejmowały kraje najbardziej progresywne, najbardziej zlaicyzowane i wierne soc-demokratycznym wartościom. 

Czasem trudno jest nawet zdefiniować te protesty w klasycznych kategoriach lewicy czy prawicy. W przypadku francuskich żółtych kamizelek wyglądało to bardziej na poszukiwanie celu i generalny bunt przeciwko establishmentowi. Podobnie zresztą wyglądają protesty we Włoszech czy Portugalii. Społeczeństwa straciły jasne punkty odniesienia – Kościół, Rodzina, Lokalna społeczność, Naród, co stanowi naturalną zachętę do szukania nowych – „Moralnych Instytucji”, jak je nazwał Jonathan Haidt autor książki „Prawy Umysł”. 

Liberalni Demokraci przez lata podsuwali nam alternatywne tożsamości. Stąd cała paleta kultowych, para-religijnych konceptów ideowych – genderyzm, klimatyzm, globalizm, LGBTQI, które skanalizowały myślenie i postawy milionów młodych ludzi. Nikt na lewicy najwyraźniej nie pomyślał, że będą jednak i tacy, którzy sięgną po dalece nie lewicowe tożsamości. Katalonia jest jednym z wielu żarliwych ruchów, które powstały w reakcji na moralny nihilizm. Odbieram to jak wielki krzyk za utraconym światem, który nie tylko Katalończykom kojarzy się z zamożniejszym, ale i moralnie pełniejszym życiem. Jesteśmy na najlepszej drodze do uświęcenia demokratycznych nacjonalizmów jako ofiar agresywnego policyjnego autorytaryzmu Unii Europejskiej.