Bezpieczeństwo
Bić się czy nie bić? Agresja Rosji na Ukrainę wszystko zmienia
11.05.2014

PATRZEĆ FAKTOM W OCZY

Trzeba mieć odwagę patrzeć faktom w oczy. Rekcja Zachodu na rosyjską agresję powoduje, że niestety będą kolejne. Tak jak Ukraina jest konsekwencją de facto akceptacji aneksji części Gruzji w 2008. Zachód nie tylko nie przeciwstawił się temu, ale jeszcze były przywódca Wolnego Świata, ogłosił po tym reset stosunków z Rosją, chyba na zasadzie „źle zrobił, ale obiecał, że więcej nie będzie”. Będzie.

To samo jest teraz i ciąg dalszy nastąpi. Zachód ma ekonomiczne narzędzia powstrzymania Putina, ale z powodu bardzo krótkowzrocznego interesu gospodarczego i ciepłej wody w kranie – nie chce ich użyć. I wszystko wskazuje na to, że będzie tak, jak to trafnie podsumował jeden z deputowanych do Dumy: „Pokrzyczą, pokrzyczą i przestaną”.

Ponadto logika geopolityczna wskazuje, że w ciągu dekady – dwóch możemy mieć do czynienia ze strategicznym sojuszem amerykańsko-rosyjskim przeciwko Chinom, co dla nas w praktyce oznacza ryzyko umowy podobnej do jałtańskiej.

To wszystko każe spojrzeć faktom w oczy: prawdopodobnie po krajach nadbałtyckich i ewentualnie Azji Centralnej – jesteśmy następni w kolejce.

Gdyby ostatecznie doszło do przejęcia Ukrainy przez Rosję – możliwość ataku na nas z jej terytorium w zasadzie uniemożliwia obronę Warszawy i w ogóle obronę na linii Wisły oraz obronę – umownie – na linii Warty i najprawdopodobniej z punktu widzenia militarnego realnie bylibyśmy stanie się bronić w rejonie Zgorzelca oraz Szczecina, czekając na pomoc, która nie wiadomo czy nadejdzie.

BIĆ SIĘ CZY NIE BIĆ?

Armia rosyjska obecnie nie przedstawia jakieś wielkiej wartości. Wg ekspertów do około 10 brygad zdolnych do profesjonalnej walki, a reszta to bardziej gang niż wojsko. Ale… tenże gang jako fala mięsa armatniego dosyć sprawdziła się w Czeczenii i Gruzji . Nie nadążali strzelać a Rosja nie liczy się ze stratami w ludziach. Tyle tylko, że Polska terytorialnie jest dużo większa i strategia z Gruzji, raczej miałaby małe szanse powodzenia w Polsce.

Niemniej władze Rosji przerażone tym co Armia Federacji Rosyjskiej pokazała w Gruzji – bardzo poważnie wzięły się do jej reformowania i przeznaczają na to spore środki. Za kilka lat ta armia prawdopodobnie będzie wyglądała znacznie lepiej. Lepiej, lub nawet znacznie lepiej.

Aktualnie dysponujemy całkiem przyzwoitym budżetem na obronę i chwała Platformie, że jako pierwszy rząd po 1989 roku, podjęła próbę, żeby coś z naszą armią zrobić. Robiła to bardzo po cichu „bo nie było klimatu politycznego” i nie chciała denerwować swoich wyborców. Teraz klimat jest.

Nie znam oczywiście planu obrony Polski, ani planów ewentualnościowych, ale w przypadku możliwości ataku również z terytorium Ukrainy realnie możemy bronić się w dwóch miejscach. W południowo-zachodniej Polsce oraz w rejonie Szczecina i Świnoujścia, skąd mają iść dostawy broni i amerykańsko-natowska odsiecz.

Plan wydaje się sensowny, pod jednym warunkiem: że odsiecz nadejdzie.

Jednak po zachowaniu Zachodu w sprawie rewizji granic w Europie, co widzimy na Ukrainie, to bardzo płonne nadzieje. Nikt odpowiedzialny w Polsce nie powinien liczyć, że w razie agresji, ktokolwiek nam pomoże. Polska powinna założyć, że jest sama – i choć oczywiście z pocałowaniem w lufę przyjmiemy każdą pomoc z Zachodu, to jednak swoją obronę opieramy na własnych siłach. To prowokuje do postawienia dość prowokacyjnego pytania: bić się czy nie bić? Ja jestem oczywiście za tym, żeby się bić. W końcu jestem z Podlasia. Podwórko zobowiązuje. Niemniej uważam, że jeśli chcemy się bić to powinniśmy mieć czym.

Polska nie ma problemu z dostępem do broni najnowszej generacji (poza najwyższą, którą USA zachowują tylko dla siebie) innego niż finansowy. Oznacza to, że jeśli chcemy możemy być 1- 2 generację przed Rosjanami, co w zasadzie może być dość pewną polisą bezpieczeństwa. Pod warunkiem, że będziemy mieli tą broń.

Ni mniej, ni więcej oznacza to 2 a może nawet 4 krotne zwiększenie wydatków na obronę, żeby móc się przeciwstawić Armii Federacji Rosyjskiej, nie tylko w rejonie Szczecina, ale również na Mazurach, na Podlasiu i na Podkarpaciu i mieć poważną szansę ten atak odeprzeć. Dotychczasowa polityka obronna nie ma sensu. Jeśli mamy mieć armię, która ma stawić opór w Szczecinie i czekać na pomoc, która nie nadejdzie – to lepiej załatwić sprawę po czesku – po prostu się nie bić i w związku z tym nie udawać, że się zbroimy. Nie da się „trochę zbroić”, bo będą to pieniądze wyrzucone w błoto. Trzeba odważnie i uczciwie spojrzeć faktom w oczy i odpowiedzieć sobie na to trudne pytanie ze wszelkimi jego konsekwencjami.

PRAWDZIWA WOJNA ROZEGRA SIĘ W POLSCE

Jednak o to czy będziemy się bić – pierwszą i prawdziwą wojnę musimy stoczyć w Polsce. Ta wojna to wyrwanie się z zaklętego kręgu niemożności i zapasów w kisielu i:

– Uwolnienie gospodarki z pętli biurokratycznej i uproszczenie podatków, tak żeby rozwój gospodarczy mógł sfinansować silną armię i poważne zwiększenie wydatków na ten cel

– Bezpieczeństwo energetyczne poprzez dywersyfikację źródeł energii i zrobienie porządku z węglem, żeby nie upadło to jak stocznie, czego bez likwidacji modelu socjalistycznego w górnictwie, zrobić się nie da

– Zdrowe finanse publiczne – musimy stoczyć wojnę o rzeczywistą reformę wydatków publicznych

– Budowa i wzmacnianie ducha i morale patriotycznego Polaków przez najwyższe władze i odcięcie się od rozmaitych szaleństw postępowych, które dominują, niestety, w Europie

Bez uregulowania tych problemów – nawet decyzja, że rzeczywiście będziemy się bić, jak przyjdzie co do czego, niewiele pomoże – nie będziemy w stanie tego sfinansować albo wziąć broni do ręki, skoro dla jakieś części społeczeństwa piękne dziewczyny od Donatana, to obciach, wstyd i zaścianek, a jakiś austriacki dewiant to duma, postęp i nowoczesność

Sprawa jest poważna. Aneksja Krymu przy rachitycznym pokrzykiwaniu Zachodu wróży jak najgorzej. Nie powinno nas zadowalać, że w przypadku napadu na nas przed słowem „protestujemy” Unia Europejska doda „kategorycznie” a Prezydent USA wezwie Amerykanów do zapalenia świeczek w oknie dla Polski. Musimy mieć siły zdolne odeprzeć Rosję samodzielnie.

Tekst ten pisze rusofil kulturalno-kulinarny. Żadnych złudzeń. Chcę przy tym zauważyć, że Putin wcale nie jest najgorszy – Żirinowski oficjalnie kreśli granice Rosji na Wiśle, a Ediczka Limonow pewnie na Sekwanie. Takie siły mogą tam też dojść do władzy – szczególnie w przypadku implozji gospodarczej Rosji czy po całkowitym odrodzeniu pychy imperialnej „po połnym programie” po przejęciu Ukrainy.

Powinniśmy być na to gotowi. Ale uchronić nas przed może posiadanie rzeczywistej siły militarnej, a nie protezy, półśrodki i naiwna wiara, że ktoś w Europie będzie chciał „umierać za Gdańsk”.

Cezary Kaźmierczak

Fot. na lic. CC2.0/aut. thisisbossi/flickr.com