Gospodarka
Chevron wraca do domu
10.07.2014

Amerykanie chcieli szukać w okolicy gazu łukowego. Zostali zablokowani przez miejscową ludność, która bała się, że odwierty utrudnią im życie. Protesty trwały 400 dni i zakończyły się pełnym sukcesem: koncern dał za wygraną i wycofał się ze swoich planów.

Obywatele Żurawlowa odtrąbili zwycięstwo. Dyżurowali przed działką Chevronu dniem i nocą, w mrozie i w słońcu, skwarze i deszczu. W swojej robocie byli konsekwentni i wytrwali. Nie działali zgodnie z prawem, czego wyrazem są toczące się w sądzie sprawy przeciwko około 30 rolnikom, oskarżonym o utrudnianie prac. Będą pewnie mieli kłopoty, ale to tylko łyżka dziegciu w beczce gminnego miodu.

Czego na pewno Żurawlowianom nie można odmówić, to determinacji. W ich ciężkiej pracy wspierali ich wprawdzie antyłupkowi aktywiści z całej Polski, ale to im przypadnie w udziale historyczne zwycięstwo nad amerykańskim potentatem.

Zwycięstwo oczywiście wątpliwe, bo nic wielkiego z niego nie wyniknie: po prostu zostanie zachowane status quo. Gmina nie stanie się z tego powodu bogatsza – a wręcz przeciwnie, może nawet zbiednieć, bo poważni inwestorzy będą omijali wieś szerokim łukiem, bojąc się starcia z miejscową ludnością. Tytuł do sławy też jest raczej wątpliwy, bo protest dotyczył tylko projektu, a nie realnego zagrożenia – był więc w istocie walką z papierem, plotkami i niezdrowymi fantazjami. Chevron pewno nie jest bez winy, bo w tym wiejskim środowisku puszył się, popełniał błędy, irytował. Ale sądzę, że do zirytowania miejscowych mieszkańców niewiele było trzeba.

Jednym słowem, gaz łupkowy ma w Polsce pod górkę. Rząd nie potrafi stworzyć przyjaznego mu prawa, a dla gmin to wróg publiczny, intruz, obcy. Polskie koncerny radzą sobie z tym środowiskiem jako tako, ale nie mają pieniędzy, by szukać gazu łupkowego na dużą skalę. Zagraniczni potentaci mają pieniądze, ale co z tego, skoro wystarczy grupa rolników, żeby go wygonić.

Stanisław Koczot

Fot. na lic. CC2.0/aut. philosophygeek/flickr.com