Bezpieczeństwo
Chińsko-rosyjska umowa gazowa otwiera nowy rozdział w historii świata
22.05.2014

Ze zdumieniem obserwujemy zaklinanie rzeczywistości przez Zachód. Wmawianie sobie, że w Pekinie nic się nie stało. Premier Donald  Tusk twierdzi wręcz, że – Umowa gazowa Rosji z Chinami to bardziej sukces Chin. Tak, to sukces gospodarczy Chin, ale też sukces Rosji i historyczna porażka Zachodu. Stało się dokładnie to czego obawiali się  europejscy i amerykańscy przywódcy. Rosja zaszczepiła się na sankcje z Zachodu. To Chiny stają się głównym rozgrywającym w  gospodarczej zimnej wojnie.  

Umowa gazowa przygotowywana była od 10 lat i to, że teraz udało się złożyć podpisy, nie wynika z nowych uwarunkowań ekonomicznych, ale nowych celów politycznych obydwu państw. Wystarczy wczytać się we wspólne oświadczenie stron. Jeżeli czegoś tu brakuje to chyba tylko nawiązania do gazu.

Strony  podkreślają konieczność  respektowania historycznego dziedzictwa obydwu narodów, tradycji, kultury i ich niezależnych preferencji co do obranych systemów sociopolitycznych, systemów wartości i kierunków dalszego rozwoju. Potwierdzają  konieczność kontrreakcji na interwencję w sprawy wewnętrzne innych państw, unilateralne sankcje czy organizowanie, pomaganie, finansowanie albo zachęcanie do aktywności , której celem może być zmiana  systemu konstytucyjnego innego państwa ewentualnie wciąganie go do międzynarodowych bloków czy unii.

Oświadczenie jest najbliżej antyzachodniego paktu jak to tylko możliwe. Studiowanie teraz cen, kto komu ile zapłacił i czy się opłacało, to analizowanie nowej rzeczywistości standardami z poprzedniej epoki. Wszystkie gospodarcze przesłanki wskazują na cele polityczne.

 Umowa podpisana jest na 30 lat i 38 mld m3 gazu rocznie, czyli jakieś 20 proc. rosyjskiego eksportu w 2013. Chińczycy domagali się większego powiązania ceny z ceną giełdową; rezygnacji z klauzuli „bierz lub płać”. Cena oficjalna to 360-400 dol./1000 m3. Ale zdaniem większości ekspertów, Chiny musiały dostać jakąś ekstra zniżkę, bo ta cena była dla nich dostępna już wcześniej. Bardziej prawdopodobne, że po zniżkach i kosztach kredytu, będą płacili 280-300. To średni interes dla Rosji, bo Gazprom musi ten gaz dostarczyć do granicy –  3200 km. Szacowany koszt 30 mld. Możliwe jest uruchomienie  złóż bliżej chińskiej granicy, ale ich eksploatacja jeszcze się nie rozpoczęła. Także inwestycja z trudem się zwróci, jeżeli w ogóle. Ale trudno też powiedzieć, że Chińczycy wygrali los na loterii, bo cena jaką będą płacili w zasadzie  równa jest temu co płacą obecnie za gaz z Turkmenistanu  przesyłany rurociągiem via- Uzbekistan. Chiny teoretycznie mogły zakontraktować więcej, ale najwyraźniej nie chciały zbyt mocno uzależniać się od Rosji. Obecnie dwie trzecie chińskiej energii pochodzi z węgla i zgodnie z ostatnim programem przemian energetycznych Chiny ze względów środowiskowych będą zastępowały węgiel gazem. Rynek może wchłonąć jeszcze trzykrotnie więcej gazu. Część ma pochodzić z gazu łupkowego, reszta z importu i z platform morskich.

Otwarcie nowego potężnego rynku, to nie jedyna korzyść dla Rosji. Cała inwestycja zostanie sfinansowana chińskimi  renminbi, co uodparnia dodatkowo Rosję od ewentualnych dalszych dolarowych sankcji. Rosja spłacać będzie inwestycje gazem, co nie karze jej inwestować własnych środków, tak bardzo obecnie potrzebnych  do budowy potencjału zbrojnego.

Putin wraca  jako wielki  wygrany. Spokojny, że próby odizolowania Rosji już się nie powiodą. Cena jaką przyjdzie mu zapłacić w przyszłości to cena uzależnienia od Chin. Putin wystąpił tu ewidentnie jako słabszy partner. Biorąc dodatkowo pod uwagę kwestie demograficzne i silne związki Chin z Ameryką czy Europą, kiedyś w przyszłości Rosja może skończyć jako państwo satelickie Chin, za czym będą pewnie musiały pójść koncesje terytorialne.

Jeżeli chodzi o Zachód to sytuacja wygląda jeszcze mętniej. Europa uzależniona jest od eksportu do Chin. Bez tego UE, a zwłaszcza niemiecka gospodarka nie ma szans ruszyć się z miejsca.  Teraz Rosja, nie tylko może zaostrzyć swoją grę gazową, ma fundusze na prowadzenie potyczek w Europie,  ale też ma silnego sprzymierzeńca, który w imię wspólnych celów geopolitycznych, będzie naciskać na Europę w sprawie zaniechania ewentualnych sankcji, czy dalszej ekspansji Unii Europejskiej. Jeżeli Europa potrzebowała jeszcze jakiegoś bodźca do reformowania swojego modelu gospodarczego, to właśnie go dostała. Na naszych oczach dominująca cywilizacja Zachodu staje się drugorzędnym graczem, sparaliżowanym zależnościami ekonomicznymi od nowego tworu cywilizacji Wschodu.

Jeżeli mielibyśmy tu projektować jakieś wnioski dla Polski, to z pewnością byłyby to wszelkie działania na rzecz budowy własnej energetyki, silnej wolnorynkowej gospodarki i silnej armii z planami obronnymi. Reformy  powinny tu postępować co najmniej dwa razy szybciej niż na zachodzie Europy. Nie jest naszą rolą straszenie, ale historyczne paralele co do postaw zachodnich mocarstw i pomocy Polsce, w sytuacji zagrożenia i ekonomicznego uzależnienia, same się nasuwają.

Tomasz Wróblewski

Fot. na lic.CC2.0/flickr.com