Gospodarka
Co począć z wyjazdem prezesa Orlenu do Putina?
09.05.2014

Doroczne spotkanie na Kremlu z szefami największych światowych koncernów działających w Rosji jest czysto propagandową szopką. Zarówno bojkot jak i udział w spotkaniu jest decyzją polityczną. Tymczasem, Donald Tusk wyraził „zrozumienie” dla przyjęcia przez Jacka Krawca zaproszenia od premiera Rosji. Tłumaczył, że prezes ma działać na korzyść firmy a nie zajmować się geopolityką. Zgoda. Ale premier nie ma wyrażać zrozumienia. Ma podejmować decyzje w sprawach krytycznych dla racji stanu, w tym relacji handlowych i wspierania wizerunku Putina. Nie może z jednej strony apelować do Zachodu o sankcje, a z drugiej strony zasłaniać się prerogatywami prezesa spółki i „rozumieć” decyzje sprzeczne z jego polityką zagraniczną. To Donald Tusk, a nie Jacek Krawiec, nadzoruje politykę zagraniczną, geopolitykę i nawet mikroekonomikę – podlega mu skarb państwa, który pociąga wszystkimi sznurkami w spółce. Nawet w państwach gdzie koncerny cieszą się większą niezależnością, rządy występowały do ich szefów o zbojkotowanie szczytu. I w wielu przypadkach powiodły się.

Jeżeli Tusk wcześniej dał prezesowi zielone światło na wyjazd, to powinien mieć odwagę się do tego przyznać. Prezes Krawiec, po doświadczeniach byłej szefowej PGNiG Piotrowskiej-Oliwy wyrzuconej za to, ze zgodziła się na opracowanie, nic nie znaczącego, dokumentu o rurociągu, w zamian za obniżenie cen gazu, konsultował się z rządem w sprawie wyjazdu. Teraz oskarżany jest o wspieranie Putina.

To nie pierwszy akt chowania głowy w piasek przez Donalda Tuska. Razi jednak to, że następuje zaraz po wystąpieniu ministra spraw zagranicznych w Sejmie. Klarownej oceny sytuacji na Ukrainie, ostrych słów o rosyjskiej agresji, zapowiedzi trzeźwych i wyważonych działań, po których przychodzi taki kleks.

Rozumiemy wagę interesów handlowych z Rosją. Rozumiemy cały kisiel polityczny w jakim unurzali Orlen poprzedni nadzorcy. Kupując Unipetrol i Możejki, znacząco zwiększyli nasz uzależnienie od dostaw ropy ze wschodu. Rafinerie na terenie Polski i od biedy rafinerię Możejkach, można zaopatrywać z morza. Ale czeskich nabytków nie da się. Stąd też ta „złożona sytuacja” o której mówi rząd.

Kreml do bólu wykorzystuje słaby punkt Orlenu a rząd swoje prawo do przerzucania odpowiedzialności na kierownictwo firmy. Chowając głowę w piasek, Tusk, żadnego problemu nie rozwiąże. Nasze uzależnienie od Rosji pozostaje tam gdzie było, ale teraz dodatkowo Putin zna nasz słaby punkt. Cena takich uników może być większa od pogorszenia relacji z Kremlem. Jedynym wyjściem byłaby szybka prywatyzacja Orlenu. Za tym poszłaby pewnie sprzedaż do niczego nie potrzebnych obiektów na Litwie i w Czechach. Za pieniądze ze sprzedaży państwo mogłoby wybudować rurociągi produktowe i wtedy prywatni właściciele mogliby decydować gdzie prezes jedzie i z kim się spotyka. Bezpieczeństwo dostaw byłoby zapewnione i premier nie musiałby się ośmieszać.

Tomasz Wróblewski

Fot. na lic. CC/aut. Minale Tattersfield/flickr.com