Bezpieczeństwo
Czy powstanie ministerstwo energetyki?
16.03.2015

W swojej wypowiedzi aktualny Minister Gospodarki podkreślił, że uruchomienie w styczniu procesu przejmowania przez Ministerstwo Skarbu nadzoru nad spółkami węglowymi nie oznaczało “wydzierania” górnictwa z jego resortu. Według jego stanowiska nie miało to na celu uniknięcia przez niego odpowiedzialności za problemy związane z sektorem wydobywczym. Było to świadome działanie z zamiarem tworzenia w przyszłości Ministerstwa Energetyki.

Obecnie kwestie związane z energetyką znajdują się w gestii trzech resortów. Ministerstwo Skarbu prowadzi nadzór nad spółkami węglowymi, odpowiada ono również za większość inwestycji energetycznych takich jak elektrownie. W gestii ministerstwa środowiska znajdują się kwestie związane z rozpoznawaniem zasobów gazu łupkowego a także koncesjami geologicznymi i nadzorem nad działalnością gospodarczą mającą na celu wydobywanie, rozpoznawanie i poszukiwanie innych kopalin. Ministerstwo Gospodarki posiada natomiast departament energetyki, odpowiedzialny za kwestie ciepłownictwa i wdrażanie czystych technologii węglowych oraz redukcję emisji gazów cieplarnianych z obszaru energetyki. Ponadto odpowiada ono za energetykę jądrową. Osobną problematyką są kwestie związane z energetyką odnawialną, które podlegają ministerstwu środowiska i gospodarki.

Po uważnym przyjrzeniu się temu, jak odpowiedzialność za zagadnienia związane z energetyką rozdzielona jest w Polsce pomiędzy poszczególne ministerstwa trudno nie przyznać racji zasadności stworzenia takiego, które w całości odpowiadać będzie za kwestie energetyczne. Obecnie w ministerstwach duża część pracy związanej z kwestiami energetycznymi polega na implementowaniu do krajowego porządku prawnego regulacji unijnych. W tym celu niezbędna jest odpowiednia koordynacja działań, która w obecnej strukturze organizacyjnej ministerstw nie jest możliwa. Obecnie dochodzi do paradoksalnych sytuacji, w których projektem jednej ustawy zajmuje się jeden resort a następnie projekt ten zostaje mu „odebrany” i przekazany do innego. W efekcie generuje to dodatkowe koszty i nakłady czasowe. Tego typu rozwiązania, w postaci wydzielenia resortu energetyki, funkcjonują w wielu krajach Europy zachodniej, co również podkreślają zwolennicy takiego rozwiązania.

Doceniając zasadność kroku w postaci restrukturyzacji ministerstw należy jednak zastanowić się nad motywacjami działania rządu w tym zakresie, co może mieć istotny wpływ na to jak resort ten będzie funkcjonował. Trudno oprzeć się wrażeniu, że słowa wypowiedziane przez wicepremiera Piechocińskiego należy odczytywać jako propozycję, że to właśnie on miały stanąć na czele resortu energetyki. Wrażenie to wzmacniają jego słowa o tym, że prace nad stworzeniem nowego resortu będą odbywać się niezależnie od tego kto wygra wybory. Ponadto kiedy w 2013 roku Donald Tusk ogłosił potrzebę powołania pełnomocnika rządu do kwestii energetycznych, projekt ten został przez Polskie Stronnictwo Ludowe skrytykowany. Janusz Piechociński podnosił, że powołanie nowego resortu “nie załatwi spraw, które są bardziej złożone”. Taka nagła zmiana stanowiska, postulowanie kroku w istocie bardziej radykalnego niż to co proponował Premier Tusk jest bez wątpienia zastanawiające.

Jakie korzyści z takiej zmiany miało by odnieść Polskie Stronnictwo Ludowe? Warto zwrócić uwagę, że powstający resort energetyki odpowiadał by za wszelkie inwestycje energetyczne w kraju a także kontrolował by wszelkie spółki skarbu państwa prowadzące działalność gospodarczą z zakresu energetyki. Jednocześnie, jak wspominano wcześniej, obecnie większość projektów aktów prawnych związanych z tematyką energetyczną, ma na celu wdrażanie dyrektyw unijnych. Minister Energetyki znalazł by się zatem w bardzo komfortowej sytuacji. Nie musząc ponosić odpowiedzialności za prowadzenie samodzielnej polityki energetycznej miałby jednocześnie wpływ na obsadzanie miejsc w radach nadzorczych i zarządach w wielkich spółkach skarbu państwa, które dysponując quasi-monopolem przecież upaść nie mogą. Trudno oprzeć się wrażeniu, że zwłaszcza w związku z pozbawieniem ich wpływów w spółkach węglowych, zarządzanie tym ministerstwem przez osoby z Polskiego Stronnictwa Ludowego będzie dla tej partii bardzo korzystne.

Myśląc w kategoriach politycznych wicepremier Piechociński zapomina, że kadencja obecnego rządu wkrótce się skończy a zmiany w strukturze organizacyjnej ministerstw pozostaną. Ponadto taka restrukturyzacja będzie pewnym obciążeniem dla budżetu a sporo czasu minie zanim pracownicy nowego ministerstwa zostaną zorganizowani tak, że funkcjonowanie tego resortu będzie efektywne.

Krok w postaci przekazania odpowiedzialności za kwestie energetyczne do jednego resortu wydaje się być działaniem zasadnym. Należy mieć jednak na uwadze motywacje za nim stojące. Z tej również przyczyny należy poddać w wątpliwość czy zmiany postulowane przez szefa PSL zostaną wprowadzone. Przedstawiciele Platformy Obywatelskiej nie będą chętni do oddawania w ręce ludowców wpływów w państwowych spółkach energetycznych. Można jedynie żałować, że ten rozsądny w gruncie rzeczy postulat wynika raczej z pobudek natury politycznej a nie merytorycznej. Kwestie energetyczne po raz kolejny przestrzegane są przez pryzmat nie bezpieczeństwa państwa, a doraźnych korzyści poszczególnych sił politycznych. Koszty takich działań poniesiemy my wszyscy: obywatele i podatnicy.

Szymon Dziubicki